Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sensacyjna klapa – recenzja książki „Gen atlantydzki”

Książka sprzedana w milionach egzemplarzy na całym świecie, przetłumaczona na dwadzieścia języków, dwukrotnie częściej recenzowana niż „Kod Leonarda da Vinci”, w rankingach Amazonu tuż po George’u R.R. Martinie… Wiecie już, o jakiej sensacji mowa? Debiutancka powieść A.G. Riddle’a bez dwóch zdań została wyjątkowo dobrze rozreklamowana. Pytanie tylko, dlaczego ktoś miałby tak desperacko chcieć lansować swoje dzieło jako wyłączną zasługę literackiego talentu, podczas gdy dla przeciętnego czytelnika powinno to być zupełnie oczywiste? Podobno nie ma dymu bez ognia.

Zaginiony skarb Atlantydy, tajemnicza organizacja na jego tropie, dynamiczne zwroty akcji, ckliwy wątek romantyczny… nie zaszkodzi też dorzucić kilku nazistów. Wszystkie te składniki znajdziecie w „Genie atlantydzkim”. Typowa powieść sensacyjna? Być może, choć w trakcie lektury nie sposób oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już to czytaliśmy, gdzieś widzieliśmy. Zainteresowanym książką z pewnością nie umknął fakt, że to pozycja promowana nie tylko jako debiut, ale przede wszystkim jako prawdziwy cud, który na rynku wydawniczym obronił się bez „wyszczekanego agenta” ani „drogiej kampanii promocyjnej”. Osoba odpowiedzialna za tę kampanię reklamową nie doceniła jednak zdolności krytycznego myślenia czytelników. Takie teksty nie są w stanie ich zmylić, a wręcz przeciwnie – wzbudzą uzasadnione podejrzenia co do jakości lektury.

Przypadkowy bohater

Pierwszym zarzutem, jaki można postawić Riddle’owi, jest to, że nie przyłożył się zbytnio do kreacji głównych bohaterów. Doktor Kate Warner i agent David Vale to postaci płaskie, o których nie wiemy praktycznie nic – kim tak naprawdę są, jakie kierują nimi motywy, ani co działo się w ich życiu przed wydarzeniami opisywanymi w książce. Sprawiają wrażenie przypadkowej pary zlepionej ze stereotypowych zachowań i cech. W ich odbiorze nie pomagają drętwe dialogi, niewnoszące tak naprawdę nic do fabuły.

Wyjątkowo niezgrabny wydaje się także ich wątek romantyczny przywodzący na myśl flirt uczniów podstawówki. W oczy rzuca się przede wszystkim brak wyraźnej interakcji między postaciami – miało między nimi iskrzyć, ale niestety nie wyszło. Zamiast tego musimy przebrnąć przez serię nieśmiałych spojrzeń oraz niezręcznych uścisków oraz – co gorsza – infantylnych rozterek bohaterów, niepotrafiących nazwać swoich uczuć po imieniu i nie zdających sobie sprawy z tego, że dawno już wpadli po uszy.

Akcją książka stoi

Na płaskie sylwetki stworzone przez Riddle’a można przymknąć oko – w końcu mamy do czynienia z powieścią sensacyjną, w której charakterystyka postaci ustępuje miejsca dynamicznie rozwijającej się akcji. A trzeba przyznać, że tej ostatniej w „Genie atlantydzkim” nie brakuje. Bohaterowie są w ciągłym ruchu, jeden nieoczekiwany zbieg okoliczności goni drugi, a wszystko zostało zręcznie wplecione w sieć niekończących się zwrotów akcji. Dynamizm dodatkowo potęguje forma książki, podzielona na bardzo krótkie rozdziały – każdy przenosi nas w inną część świata lub zabiera w podróż do przeszłości za sprawą tajemniczego pamiętnika, który trafia w ręce doktor Warner. Ten drobny zabieg ratuje honor „Genu” jako powieści sensacyjnej, ale niestety wybija także co chwila z rytmu czytania, przez co wydaje się ona dość chaotyczna i niekonsekwentna fabularnie.

Niedotrzymana obietnica

Choć „Genowi atlantydzkiemu” nie można odmówić dobrego tempa i garści kilku naprawdę zaskakujących zwrotów akcji, jest to pozycja mocno wybrakowana. Możliwe, że nie byłoby to aż tak widoczne, gdyby nie towarzysząca mu kampania reklamowa, która w gruncie rzeczy okazała się dla niego bardziej krzywdząca niż pomocna. Dobra zapowiedź pozostawiła niesmak, bo zamiast bomby wydawniczej w ręce czytelników trafił wtórny, niewyróżniający się niczym debiut. „Gen” to jednak dopiero początek przygody z cyklem „Zagadka pochodzenia” – zapowiedziane zostały już jego dwie kolejne części. Miejmy nadzieję, że okażą się one lepsze od swojej poprzedniczki.

Ocena: 1.5/5

Dyskusja