Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Stany magią zbudowane – recenzja książki „Siódmy syn”

Orson Scott Card obecnie najbardziej znany jest szerszej publice za sprawą „Gry Endera” oraz przeniesieniu jej na ekrany kin, i chociaż cykl ów niewątpliwie wlicza się do pozycji intrygujących oraz wartościowych, to amerykański pisarz ma na koncie jeszcze parę atrakcyjnych tytułów, a wśród nich można znaleźć chociażby „Siódmego syna”, czyli pierwszy tom o Alvinie Stwórcy, prozę z czasów, kiedy autor skupiał się przede wszystkim na bogatej treści, nie zaś rozwlekaniu jej na kilka niespecjalnie ciekawych tomów.

Rodzące się mocarstwo Stanów Zjednoczonych Ameryki to tło historyczne, odgrywające istotną rolę w niejednej książce, nawet fantastycznej. Tym razem jednak autor postanowił pójść o krok dalej i mocno zmodernizować dzieje, wplatając w tworzenie się struktur państwowych magię – tzw. różdżkarstwo – element niebywale znaczący w kreującego się tu systemu ekonomiczno-społeczno-politycznego. Dodatkowo czary nie są jednorodne, występuje kilka rodzajów magii, a także przedmioty i ludzie odróżniający się od tych władających klasycznymi (jeżeli chodzi o ów świat) mocami – inaczej talentami.

W takim świecie rodzi się właśnie Alvin Junior, siódmy syn siódmego syna – czyli inspiracja symboliczną numerologią bajek ludowych nie poszła u Carda w las – osoba niezwykła nawet wśród czarodziei, bo zdolna do zmienienia otoczenia, z którą wiąże się wielkie przeznaczenie. Jednak to, że urodził się kimś tak potężnym jeszcze niczego nie oznacza, bowiem świat pełen jest niebezpieczeństw, a moc nie okiełzna się sama. Alvin musi dopiero szkolić arkana różdżkarstwa i odkrywać swoje zdolności – na tym w większości opiera się główna oś fabularna, co wcale nie oznacza, że zdolna jest znużyć czytelnika. Wręcz odwrotnie, przedstawiane tu wątki zachwycają i wciągają odbiorcę coraz głębiej w nurt wspaniałej historii – a to dopiero początek przygód młodego „maga”.

Schemat jest tu widoczny na pierwszy rzut oka – młodzieniec, który musi uczyć się, aby osiągnąć cel i stać się mistrzem – tak w dużym uproszczeniu. Prawda, Card w wielu miejscach korzysta z oklepanych motywów, ale nieco je modyfikuje i wrzuca do autorskiego, barwnego świata przedstawionego, a za pomocą wyrobionego warsztatu sprawia, że taką znaną wszystkim historię czyta się z zapartym tchem. Zwłaszcza, że tło historyczne – dziejące się wydarzenia: śmierć Waszyngtona czy działania Franklina, mające zrzeszyć mieszkańców Nowego Świata pod flagą nowego narodu – zupełnie odbiegające od tego, co znamy z podręczników, są wiarygodnie zarysowane, co tylko nadaje uniwersum realizmu. One nie opierają się już na wypróbowanych szablonach – w tym obrębie Card pozwolił sobie nieco poeksperymentować. Wyszło to in plus całości.

Świat przedstawiony ma do zaoferowania nie tylko wyważony, spójny i przemyślany system magiczny, czy klasyczne bitwy, to także prezentacja dwóch zwalczających się sił, które walczą przeciw wspólnemu wrogowi. Religia i magia nie idą w parze, w Anglii już prawie wypleniło się czary, lecz w nowym, mają one wciąż wielką siłę. Jest tu również swoista mitologia świata, co jeszcze bardziej pokazuje, że Card mocno się napracował pisząc tę – bądź co bądź – nie najdłuższą powieść, za do nafaszerowaną po brzegi treścią.

Cardowi udało się także wykreować dobrych bohaterów – ich rysy psychologiczne są różnorodne, zbudowane z indywidualnych, charakterystycznych cech, które pozwalają odróżnić postacie nie tylko wyglądem, ale też zachowaniem, działaniami i motywacjami. Sylwetki są tak dobrze napisane, że czytelnik przejmuje się ich losem, nabiera doń sympatii, identyfikuje się, a nawet kibicuje. Pierwsze skrzypce gra w książce oczywiście Alvin i to na nim koncentruje się najwięcej uwagi odbiorcy, jednak pozostałe postacie odgrywają znaczącą rolę w fabule i interakcji z protagonistą. Card rzucił także ciekawe spojrzenie na bohaterów historycznych przedstawiając ich takimi, jakimi byli, albo znacząco ich ubarwił, co dało powieści jeszcze bardziej intrygującego wyrazu.

I przyszła pora na warsztat, czyli wyrobione pióro Carda, które miał okazję zaprezentować w „Siódmym synu”, chociaż od pierwszej publikacji minęło już dobre kilkanaście lat. Pisarz sprawił, że utwór pełen jest plastycznych, malowniczych opisów, ciekawie napisanych scen oraz żywych dialogów, w tym – dodajmy – styl autora nie należy do najcięższych, dzięki czemu, mimo że historia nie jest z tych najlżejszych, to łatwo i przyjemnie można ją pochłonąć. Szczególnie, iż wszystkie aspekty, od tempa akcji po ilość scen walki, dialogów, nauki et cetera – została tu wyśmienicie wyważona.

Card pisarzem jest zmyślnym i utalentowany, „Siódmy syn” stanowi tego koronny dowód – zawiera w sobie uniwersalne prawdy, nietuzinkowych bohaterów, piękny język oraz sztafaż, które razem wyróżniają powieść na tle innych utworów fantasy (a przecież to nie wszystkie jej zalety). Wprawdzie, główna oś intrygi jest tu szablonowa, ale zupełnie nieprzewidywalna i nie brak w niej udanych zwrotów akcji, zaskakujących odbiorcę.

Jeżeli więc ktoś szuka czegoś zarazem ciekawego i przyjemnego w odbiorze, jak i kryjącego w sobie walory estetyczne, rozrywkowe oraz moralizatorskie, powinien sięgnąć po pozycję. Na pewno się nie zawiedzie. A na końcu czeka go jeszcze miła niespodzianka w postaci posłowia Andrzeja Sapkowskiego, rozbierającego tekst na czynniki pierwsze z wprawą profesjonalnego krytyka literackiego.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja