Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Strach, który jest cudem i przekleństwem – recenzja książki „Miasto”

Po lekturze „Miasta” Deana Koontza zastanawiałem się, co sprawia, że jego horror porywa bez reszty i przebija niemalże wszystko, co wyszło spod pióra Stephena Kinga. Mimo że odnalazłem kilka wyjaśnień i przemyślałem odpowiedzi, to wciąż książka pozostawia po sobie trwały ślad, z którego wydobywam nowe tezy o wyższości owej powieści nad utworami autora „Lśnienia” czy „Bastionu”.

Dean Koontz to jeden z najpopularniejszych i najpoczytniejszych współczesnych pisarzy grozy, thrillerów oraz science fiction – od którego zaczynał. Na swoim koncie ma ponad czterysta pięćdziesiąt milionów sprzedanych książek, a w puli napisanych pod własnym nazwiskiem tytułów może znaleźć kilkadziesiąt powieści i liczne opowiadania. Karierę literacką rozpoczął mając zaledwie dwadzieścia lat, startując w konkursie zorganizowanym przez „Atlantic Monthly” i właśnie wtedy odkryto w nim duży talent.

Jonah Kirk urodził się w rodzinie muzycznej, gdzie tradycja i talent były nad wyraz istotne – jego matka zaskarbiła sobie serca widowni przepięknym wokalem, operując w tonach jazzowych; z kolei dziadek był niezrównanym pianistą. Jonah jest jeszcze w trakcie odkrywania własnych umiejętności muzycznych, lecz kiedy na jego drodze stają nie do końca uczciwi, a już na pewno niebezpieczni ludzie, kwestia smykałki odchodzi na drugi plan. Jednak chłopak nie zamierza się poddać, zaś strach stara się przezwyciężyć sztuką – w czym pomagają mu nie tylko przyjaciele, ale i samo miasto.

Dean Koontz prowadzi fabułę w bardzo ciekawym kierunku, co i rusz serwując czytelnikowi jakiś emocjonujący zwrot akcji oraz niesamowite zdarzenie, acz przede wszystkim stara się przemycić w utworze uniwersalne prawdy, które tylko potwierdzają wysoką wartościowość „Miasta”. Jednak większa część przebiegu wydarzeń operuje raczej w całkowitym realizmie, bardziej przypominając thriller, lecz cierpliwy odbiorca doczeka się także nadnaturalnych zjawisk i to najwyższej jakości, które zdawać by się mogło są integralnym elementem świata przedstawionego, a nie czymś, co pojawiło się tam na skutek jakiegoś zaburzenia. Jeżeli chodzi o konstrukcję, autor zadbał o to, żeby wyśmienicie i w dogodnym tempie się to czytało.

Niebywale ważni są tutaj także bohaterowie – a jednym z nich jest samo Miasto, które ma własną duszę, tętni niebezpieczeństwem, cudami i oczarowuje, choć nader mocno magnetyzuje i przyciąga do siebie, oraz, co najważniejsze, ma wiele sekretów, i to takich, po poznaniu których człowiekowi włos się jeży. Egzekwio stoi tu Jonah, narratora i protagonistę, który jest w centrum książki – to jego życie poznajemy, to z nim spędzamy tu cały czas, to z nim przeżywamy sukcesy i porażki. Bohater jest tak dobrze zarysowany, że odbiorca od razu pała do niego sympatią i łapie się na tym, że zaczyna mu mocno kibicować lub martwić się o jego los, w dodatku bardzo łatwo się z nim identyfikować, co pozwala czytelnikowi wsiąknąć w lekturę w całości.

W przeciwieństwie do Kinga, Koontz nie pisze prosto i bez alegoryczności, jego tekst pełen jest skrytych metafor, a pomimo tego, że wszystko jest jasne, klarowne i spójne, to potrafi także oczarować słowem. Zwłaszcza, iż razem z bohaterem rozwija się tu również wiele innych komponentów w tym narracja, która przechodzi przez subtelne stadia zmieniając się – widać w tym swoisty eksperyment, szukanie nowego pola do opowiedzenia historii i Koontzowi się to udaje.

Nie można powiedzieć, że „Miasto” to wielkie odkrycie czy powiew świeżości, to lektura głęboka, o poszukiwaniu siebie, własnego „ja”, ale to także opowieść o dorastaniu, kłopotach i próbach radzenia sobie z nimi. Fabuła wydaje się tutaj bardzo kameralna, spokojna, czasem tylko przerywana czymś niesamowitym – to dokładnie ona sprawia, że ta powieść ma to „coś”, z kolei bohaterowie i klimat wyłącznie w tym pomagają.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja