Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Trzeci Bunt przeciw Bogu – recenzja książki „Angele Dei”

Dariusz Domagalski odrobił pracę domową i widać, że głęboko wsiąknął w hebrajskie wierzenia oraz mitologię judaistyczno-chrześcijańsko-islamską, do tego poprawnie włada piórem, lecz mimo bogatej otoczki, słaba u podstawy historia nie zostanie obroniona. „Angele Dei” stara się jak może, wykorzystuje sprawdzone chwyty, żongluje wątkami i ciekawymi informacjami, ale to często za mało, aby udźwignąć potencjał tej opowieści. Zwłaszcza, że fabuła nie wiedzie czytelnika w specjalnie intrygującym kierunku.

Po strąceniu Samaela, anioła sprzeciwiającego się woli Boga – wywyższeniu człowieka, istoty ulepionej z gliny – w piekielną otchłań, w Niebiosach atmosfera z każdym dniem niepokojąco się zagęszcza, a coraz więcej skrzydlatych dostrzega w odwiecznym ładzie wady. Szykuje się wojna przeciw umiłowanej przez Wszechmogącego ludzkości. Na początek mają zamiar wykraść z Królestwa Judy potężny artefakt, dzięki któremu będą wstanie doprowadzić do zerwania przymierza człowieka z Bogiem. Niestety ich plan nie może się ziścić tak szybko, jakby pragnęli – ów tajemniczy przedmiot został wywieziony przez najeźdźców pod wodzą Nabuchodonozora, a trop już dawno się ulotnił. Zbuntowane anioły starają się szukać go, acz nie wychodzi im to najlepiej.

Intryga powieści bazuje na sprawdzającym się ostatnio schemacie prowadzenia wątków jednocześnie na kilku czasoprzestrzeniach – w wypadku „Angele Dei” sa to trzy płaszczyzny: współczesność, epoka wypraw krzyżowych oraz szósty wiek przed naszą erą (okres biblijny). Dostajemy zatem narracje poczynań trzech ludzkich bohaterów, których losy pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a rozwiązanie wiążącej ich tajemnicy – to rzecz umiejętnie wymyślona przez autora. Niekoniecznie przewidywalna, choć pewne ślady do niej prowadziły, ale Domagalski zadbał, żeby nic nie było jednoznaczne. Niemniej, wiele fabularnych rozwikłań swobodnie można było odgadnąć, zwroty akcji od czasu do czasu się nie sprawdzały, zaś sztucznie zbudowana powaga sytuacji raczej śmieszyła (nie zawsze – na szczęście).

Przerzucanie perspektywy wydarzeń z jednej czasoprzestrzeni do drugiej też nie jest tu przedstawione zbyt płynnie – urywające się sceny, próby zaostrzania ciekawości (nienaturalne)

oraz miejscowy mętlik wydarzeń towarzyszą lekturze nierzadko. Domagalski miał zapewne zamiar trzymać napięcie i przerywać w najmniej spodziewanym, często kulminacyjnym momencie, aby spotęgować doznania płynące z czytania. I to mu się udało, co prawda nie tak jak – przypuszczalnie – chciał, bo miejscami tylko pomnożył irytacje. A szkoda, ponieważ historia zapowiadała się naprawdę intrygująco. Tu wkracza także najistotniejszy element – sama fabuła, czyli monumentalna opowieść, łącząca w sobie rozbudowaną metafizykę i kwestie kontrowersyjne, która okazała się prostą „powiastką”, zahaczającą o rzeczy przyziemne. Nie znaczy to wcale, iż te sprawy nie mogą być interesujące, jednak nie tego można się spodziewać sięgając po tę książkę i przedzierając się przez jej treść, sugerującą na pierwszy rzut oka zgoła coś innego. No i przedstawienie tych zagadnień, o którym lepiej nie mówić, bo są mocno średnie. I nie, nie ma tu zmyślnie skrytej pointy – niewyobrażalnie dobrze złożonej zagadki do odgadnięcia, która dałaby czytelnikowi wiele powodów do rozmyślań. Choć nie można odmówić całkowitego braku przesłania, bo i takie się tu znajdzie.

Świat przedstawiony także nie należy do wybitnej strony powieści, mimo że na początku robi bardzo przyzwoite wrażenie, to jego urok niestety pryska. Sprawdzony, acz oklepany, schemat mający sprawić, że tekst będzie wydawał się bardziej dynamiczny a zarazem ciekawy – tu nie wypalił, to nie powieść dla tego pokroju rozwiązań. Ogólny zarys uniwersum jest na szczęście klarowny, chociaż przez długi czas jego spójność stoi pod znakiem zapytania, ale to na szczęście w ostatecznym rozrachunku wychodzi na plus powieści, bo udowadnia, że autor bądź co bądź parę kwestii solidnie przemyślał i zaplanował.

W materii kreacji bohaterów też tak kolorowo nie jest, ale to tylko ze względu, że czegoś tu brakuje. Ewidentnie to wokół nich koncentruje się uwaga odbiorcy, a ich losy są tutaj kluczem do rozwiązania tajemnicy książki, która jak się potem okazuje nieco zaskakuje, lecz ta niespodzianka nie należy do szczególnie wysmakowanych. Ot, jest, i dobrze. Niemniej, protagoniści w liczbie trzech, rozmieszczeni na różnych planach czasoprzestrzennych są napisani poprawnie. Jednak czytelnik nie ma zbyt wielkiej okazji do przekonania się, jacy naprawdę są w środku. Portrety psychologiczne pomimo dopracowania i jako takiego rozwijania się, raczej nie sprawiają, że pała się doń sympatią oraz z wielką troską śledzi ich losy, mocno im kibicując. Oni po prostu mają tu zadanie, jak każda inna postać w utworze, i je spełniają. Nic poza tym – dobry z plusem, odrobinę naciągany, ale… Cóż, za coś się pisarzowi jakaś pochwała należała.

A tę otrzyma z pewnością za warsztat – nie wybitny i nie najwyższych lotów, ale wyrobiony i pozwalający się cieszyć lekturą (użyte nieco przesadnie). Wyważona rytmika, bardzo drobna metaforyczność i sugestywna opisowość sprawiają, że powieść czyta się przyjemnie, do tego dołóżmy należycie wykonane dialogi oraz równowagę w różnorodności scen – i otrzymujemy smaczne, acz niewysublimowane danie na dwa, względnie trzy wieczory. Tak, warstwa lingwistyczna także stoi u Domagalskiego na przyzwoitym poziomie, acz nie obyło się bez paru wpadek.

Demonologia to zbiór nader ciekawych tematów i postaci, a gdy zmieszać go z problematyką biblijną oraz motywami wypraw krzyżowych i hebrajskiej starożytności – i przekuć na powieść, można by dostać całkiem intrygujące dzieło. Niestety, Domagalski chciał dobrze, ale mu nie wyszło. W tym obrębie lepiej spisało się od niego parunastu autorów i to do nich będę wracał myślami, gdy natchnie mnie ochota na „anielską fantasy”. Nie oznacza to jednak, że książka nie może oczarować innych, bowiem jej całokształt plasuje się zasadniczo powyżej średniej, a to już o czymś świadczy.

Ocena: 3/5

Dyskusja