Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wyrafinowany dobór smaków – recenzja książki „Smocze koncerze”

Mieszanie gatunków w literaturze jest jak robienie obiadu – „Domestos” z makaronem „świderki” nie musi smakować każdemu. Autor, niczym wytrawny kucharz, winien stworzyć wspaniałe dzieło, smakujące tłumom. Andrzej W. Sawicki sięgnął po ciekawe składniki: science fiction i literaturę historyczną. Zapraszam na obiad!

W XVII wieku Rzeczpospolita walczyła z imperium osmańskim, a więc łatwo można się domyślić, że relacje między tymi państwami były dość napięte. Mimo to, kanclerz Jan Gniński wraz z wojskiem udał się do Stambułu, aby negocjować z innowiercami, jednak nie chodzi tu o agresywne paktowanie. Cel był jak najbardziej pokojowy, jednak plan popsuł dziwny obiekt, który rozbił się w mieście. Polscy żołnierze byli zmuszeni do połączenia sił z dotychczasowym wrogiem, żeby mieć szanse na przeżycie, ponieważ niedługo po niespodziewanym zdarzeniu całej okolicznej ludności zagrażają zainfekowani.

Czasy szlachciców i najazd obcych brzmi intrygująco i przede wszystkim trzeba spojrzeć na „Smocze koncerze” z trzech perspektyw: powieści historycznej, science fiction oraz całości. Element historyczny przygotowano sumiennie, a autor na pewno poświęcił na to sporo czasu. Wymieszał postacie fikcyjne z takimi bohaterami jak Kara Mustafa czy Jan III Sobieski. Opisy doskonale odzwierciedlają rzeczywistość, skrupulatnie budując klimat. Pisarz przybliża czytelnikom wykreowany świat barwnie przedstawiając ubiór, tradycyjne zachowania czy nawet hierarchię w wojsku tatarskim. Na każdym kroku rzuca się w oczy, że Andrzej W. Sawicki bardzo interesuje się historią XVII wieku, a jego wiedza na ten temat jest spora niczym statek obcych. Odzwierciedla to drobiazgowe odtworzenie realiów – czytelnik szybko zapomni, że żyje w XXI wieku. Powieść ma wszystko to, co powinno zawierać dzieło tego typu: spiski, wartką akcję i niebywałe przygody. Największe wrażenie robią walki, ponieważ Ziemianie mają na podorędziu jedynie szable, bułaty i garłacze, a najeźdźcy dysponują zgoła odmienną bronią, co daje oszałamiający efekt podczas potyczek. Są one dynamiczne i nieprzewidywalne. Kolorytu całej powieści dodaje także to, iż lwia część wydarzeń dzieje się na ziemiach tureckich, a więc terenach, o których nie każdy ma sporą wiedzę. Dlatego też dzieło zaciekawia jeszcze bardziej.

Aspekt sci-fi odgrywa w książce ważną rolę, więc jeśli ktoś jest fanem Komudy, to podczas czytania „Smoczych koncerzy” będzie się świetnie bawił, pod warunkiem, że lubi także fantastykę naukową. Inwazerzy, wielojaźń czy też demiurg, to rzeczy nieznane każdemu fanowi świstu szabel, jednak nie ma co się zrażać, gdyż nie jest to hard science fiction. Autor doskonale wyważył odmienne klimaty i stworzył dopieszczoną całość. Słownictwo z dawnych czasów miesza się z opisami technologii, a to się nie gryzie. Wręcz przeciwnie! Smaku dodaje także to, że większość akcji czytelnik poznaje za pomocą narracji trzecio osobowej, a głównych bohaterów jest kilku, lecz gdy na wydarzenia patrzy się okiem demiurga, to narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Dzięki temu od razu wiadomo, że dany rozdział dotyczy tej postaci oraz taki zabieg pozytywnie wpływa na wywoływanie zainteresowania. Najeźdźca na całą historię patrzy w zupełnie odmienny sposób, aniżeli Ziemianie. Jego przemyślenia są intrygujące i zadziwiające. Można nawet powiedzieć, że dochodzi do zderzenia kulturowego, co zawsze jest ekscytujące.

„Smocze koncerze” to pozycja zarówno dla fanów sarmatów, jak i obcych cywilizacji. Andrzej W. Sawicki dobrze wyważył składniki, czyniąc przepyszne danie, trafiające w gust miłośników fantastyki naukowej, jak i powieści historycznej. Słysząc o książce osadzonej w XVII wieku, w której Turcję atakuje horda bestii można postukać sie po czole, mówiąc: kto to wymyślił? Jest to błąd, ponieważ mimo tak absurdalnej fabuły, tytuł gwarantuje zabawę.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja