Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ziemia, obca planeta – recenzja książki „Powrót z gwiazd”

Stanisław Lem lubił snuć opowieści ciężkie treścią, dlatego pewnie wykształcił się stereotyp, że jego utwory są niełatwe w odbiorze i trudno się je czyta. To wierutna bzdura, Lem jak nikt inny posiadł smykałkę gawędziarza oraz potrafił twory swej wyobraźni przelać na papier, dzięki czemu rzesze czytelników na całym świcie (autor jest najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem) mogły się nimi cieszyć. Udowadnia to choćby „Powrót z gwiazd”.

Statek „Prometeusz” powraca z dziesięcioletniej ekspedycji naukowej na Ziemię, gdzie tymczasem na skutek paradoksu czasowego Einsteina, czy też dylatacji czasu, minęło przeszło sto dwadzieścia siedem lat. Astronauci w zetknięciu z całkowicie odmiennymi realiami – nie tylko technologicznymi, ale też społeczno-ekonomicznymi – doznają szoku kulturowego. Jeden z nich, Hal Bregg, próbuje zrozumieć i zaadaptować się do odmienionego społeczeństwa, stać częścią nowej cywilizacji, z pomocą przychodzi mu Eri.

Człowiek wracający na Ziemię, obcą mu już planetę, to punkt wyjścia napędzający całą akcję fabuły, jednak to nie główna oś fabularna stanowi tu najistotniejszy element, pomimo tego że podejmuje niezwykle ambitne tematy i problematykę. Widzimy tu osobę zagubioną, wyalienowaną, która utraciła swój dom i wszystko, co pamiętała – teraz musi się zmierzyć z czymś zupełnie nowym, odmiennym. Lem postawił w swoim scenariuszu na wiele ważnych kwestii, lecz najbardziej wyraziste wydają się alienacja, szok kulturowy oraz adaptacja. To opowieść science fiction w futurystycznym sztafażu, a główną rolę odgrywa tu tło socjologiczno-ekonomiczne oraz jego wpływ na psychikę protagonisty.

Świat przedstawiony nierzadko wysuwa się tu na pierwszy plan – i nie ma się, co dziwić, u Lema często się to zdarzało, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że człowieka (a zarazem czytelnika) kusi nieznane, tajemnicze, nowe. Ziemia wprawdzie nie jest nam obca, lecz pisarz sprawił, żeby taka była – oto po niemal stu trzydziestu latach powraca na nią człowiek i musi poznawać ją na nowo, całkowicie zmienioną (trochę jak w „Edenie” bądź „Niezwyciężonym” – tam jednak w centrum były inne globy). Cywilizacja poszła w zupełnie innym kierunku – zaczęła eliminować wszelakie zagrożenia i niebezpieczeństwa, obecnie liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo i dostatek. Ludzie żyją spokojnie, oddając się ciągłym rozrywkom, a na ich utrzymanie pracują wszelakiego rodzaju maszyny oraz roboty. Wydaje się to rajem, zwłaszcza, że Lem wprowadził w tej wizji operacje usuwające z umysłu czynniki odpowiedzialne za agresję – nie ma więc pojedynków, wojen itd. Jednak coś jest w tym świecie niepokojącego, a to to, że został on mocno ograniczony i ludzie nie mają już takiej władzy nad swoim losem, ale to wyłącznie pochodna utopijnych dążeń.

Niebywale ciekawie zaprezentowano tu bohaterów – Hal Bregg to człowiek, który przechodzi przez wszystkie stadia poznania nowego: musi nauczyć się obiektywizmu, nowych zachowań i czynności, musi zaakceptować to czym stało się to społeczeństwo. Czytelnik koncentruje na rozwoju i przemianach jego rysunku psychologicznego dużą uwagę, co pozwala dać pożywkę własnemu umysłowi do przetrawienia kilku myśli. Ale Halowi się udaje, swoiście się dostosowuje. Inaczej jest z jego przyjacielem, również załogantem „Prometeusza”, który nie dał rady zaadaptować się do nowych warunków i postanowił wyruszyć w kolejną misję kosmiczną. Jednak Eri stanowi tu ważniejszy element, ziemska kobieta poniekąd wprowadza Hala w świat i to ona sprawia, że stopniowo przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości, której sama jest częścią. Lem napisał bardzo dobrze postacie, dzięki czemu czytelnik się do nich przywiązuje i chce poznawać ich dalsze losy.

Ciężkie pióro Lema to mit. Pisarz nie szafował też przesadnie neologizmami, a jeśli już to były one całkiem proste do zrozumienia i można było odczytać ich znaczenie z kontekstu bądź zastosowania. Język wydaje się nieco poważny, ale to przez ton powieści, jest za to jasny, zrozumiały i potrafi w sugestywny sposób opisać konkretne elementy świata przedstawionego. Tempo akcji nie było priorytetem autora, przez co miłośnicy emocjonujących wrażeń, dynamicznej fabuły i spektakularnych widowisk raczej nie mają tu czego szukać. W „Powrocie z gwiazd” liczy się przesłanie i treść, rozrywka została zepchnięta na boczny tor, ale to ambitne tematy stoją na środku sceny.

Powieści Lema czyta się wyśmienicie, są wyważone, wysmakowane i dostarczają człowiekowi niejednej kwestii do głębszego przemyślenia, ale też pobudzają wyobraźnię. Jednak należy się z nimi obchodzić ostrożnie, bo nie są to utwory dla każdego – stanowią wprawdzie ucztę wyobraźni, acz wymagają od czytelnika pełnego skupienia oraz chwili na zrozumienie i dogłębne wniknięcie w treść.

Ocena: 4/5

Dyskusja