Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kiedy Tytani stają do walki… – recenzja wydania DVD „Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości”

Nie ukrywam, że jak wiele osób, czekałem na ten film. Niezależnie, czy jesteś po stronie kuźni DC Comics, czy Marvela. A może wręcz przeciwnie – nie interesują Cię komiksy i wolisz oglądać herosów na ekranie. Nie ulega wątpliwości, że Zack Snyder po „Człowieku ze stali” (2013) otrzymał kolejną szansę. Czy wykorzystał ją w pełni? Niekoniecznie.

Twórcy na początku przypominają walkę, jaka odbyła się kilka miesięcy wcześniej w Metropolis – kiedy Superman (Henry Cavill) próbował powstrzymać generała Zoda (Michael Shannon), a Ziemianie w końcu dowiedział się o istnieniu postaci z innych światów. W międzyczasie widzowie mogą także podziwiać Bena Afflecka w roli Bruce’a Wayne’a, który stara się za wszelką cenę pomóc niewinnym osobom.

To, co było głównym zarzutem w „Człowieku…”, zostało na nowo przypomniane. Amerykański rząd obawia się Syna Kryptonu i stara się pociągnąć go do odpowiedzialności przed wymiarem sprawiedliwości. Na arenie wyłania się Lex Luthor (Jesse Eisenberg) w roli dzieciaka (tak, dzieciaka), który dziedziczy korporację po ojcu i knuje idealny plan przeciw herosom. Nie zapominajmy także o Batmanie, który walcząc z przestępczością, zdaje sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, jest już po czterdziestce i nie jest już tak sprawny fizycznie, jak kiedyś. Po drugie, to rosnące w mężczyźnie obawy wobec Supermana i tego, czy w przyszłości nie obróci się on przeciw ludzkości. Walka między herosami jest nieunikniona.

Kiedy na zeszłorocznym Comic-Conie oficjalnie poinformowano, że zostaną zaprezentowane wstępne prace nad kontynuacją filmu „Człowiek ze stali”, cieszyłem się jak małe dziecko. Przyznam, że film z 2013 roku przypadł mi do gustu, chociaż historia niekoniecznie mogła porwać speców od genezy Supermana. Jak zapewne wielu z Was, oczekiwałem na teaser trailera „Man of Steel 2” i otrzymałem… „Batman Vs Superman” (pierwotny tytuł). Oczekiwania tym bardziej wzrosły, a serce zabiło mocniej – w końcu dwóch, legendarnych superbohaterów spotka się naprzeciw siebie w jednym filmie! To musiało się w końcu stać.

Obraz okazuje się być jednak męczącą produkcją. Już nawet nie chodzi o główne zarzuty pod postacią nierówności i cięć, jakie rzekomo „BvS” przeszły. Jako laik w świecie komiksów, który porusza się w filmach i serialach

(przyznaje się do tego bez wstydu), odebrałem najnowszy obraz Zacka Snydera jako kocioł, w którym powrzucano różne składniki, zamieszano i zaserwowano widzom w kinach. Przy okazji samego wydania Blu-ray i dvd powinno umieścić się ostrzeżenie, że ilość efektów CGI może doprowadzić do epilepsji. I to nie jednej. Film jest tak przeładowany efektami specjalnymi, że oczopląs jest wręcz uzasadniony – szczególnie przy scenach walki. Nie ukrywam jednak, że są one znaczące, a ciężki, mroczny klimat potęguje obraz. Mimo wszystko, wielowątkowa historia w pewnym momencie gubi sens, a niedokończone wątki znikają gdzieś w otchłani Gotham City (bądź Metropolis).

W przypadku obsady „Batman v Superman…” ma swoje blaski, jak i cenie. Najjaśniejszymi punktami są bez wątpienia wspomniany Ben Affleck oraz Gal Gadot. Aktor zrekompensował się nieszczęsnym występem w „Daredevilu”. Jako Człowiek-Nietoperz kreuje podejrzliwego, niezbyt ufnego bohatera, który nie przebiera w środkach w walce z przestępczością. Jego powody, co do powstrzymania Człowieka ze stali są uzasadnione, chociaż niekoniecznie możemy się z nimi zgodzić. Z kolei bez maski – jako Bruce Wayne – ma w sobie urok pewnego siebie szpiega (szczególnie w czasie przyjęcia u Luthora) i faceta, którego niekoniecznie dopadł kryzys wieku średniego. Gal Gadot oczaruje każdego ponuraka – niezależnie, czy film Wam się dłuży, czy też nie. Piękna aktorka w wyjątkowy sposób charakteryzuje Dianę Prince – jako tajemniczą, a momentami także jako femme fatale. Kim jest i jakie ma plany wobec Luthora? Warto poczekać na odpowiedź, na to pytanie.

Henry Cavill tym razem jednak poległ jako Kal-El. Nie jestem pewien, czy to wina scenariusza, czy też montażowych

cięć. Jego bohater jest po prostu nijaki, krocząc przez plan w roli Clarka Kenta i próbując grać. Niestety, interpretacja legendarnego Lexa Luthora w wykonaniu Jessego Eisenberga w ogóle mnie nie przekonała. O, ile postać ta w różnym stopniu była prezentowana przez m.in. Gene’a Hackmana („Superman 1-4”), Johna Shea’a („Nowe przygody Supermana”), Michaela Rosenbauma („Tajemnice Smallville”) czy Kevina Spacey’a („Superman: Powrót”), o tyle Eisenberg pokazuje się od strony niby-dorosłego dzieciaka, który ma asa w rękawie i potrafi być psychopatą. To mi jednak nie wystarczyło.

W wydaniu DVD znajdziecie pięciominutowy(?!) dodatek specjalny pt. „Siła ciosu”, w którym przeanalizowana jest scena pojedynku między dwoma superbohaterami. Nie brakuje tu podstawowych praw fizyki i nowinek technologicznych. Całość zachwyci jednak wybrane osoby.

To nie była godna historia, by ukazać ją w takim filmie. Szkoda, ponieważ wiązałem z tym tytułem wielkie nadzieje. Jeżeli pragniecie odpocząć od innych blockbusterów z super-bohaterami, to „BvS” może być chwilową, choć duszną odskocznią.

Obrazek

Ocena: 3/5

Dyskusja