Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Świat pędzi naprzód, lecz wojna zawsze pozostanie wojną – recenzja książki „Czerwień: Misja Brzask”

Strach przed sztuczną inteligencją wymykającą się spod kontroli nie jest w dzisiejszych czasach niczym zaskakującym. Potęp technologiczny sprawia, że coś, co kiedyś zdawało się być jedynie fantazją pisarzy o zbyt bujnej wyobraźni staje się prawdziwym zagrożeniem. Zastanówmy się zatem jakby to było, gdyby program komputerowy niezauważalnie przejął władzę nad naszymi czynami i emocjami? Gdybyśmy byli obsługiwani przez obcy byt niczym maszyny? Kogo w takiej sytuacji można by nazwać człowiekiem?

Krew, pot i łzy

Właśnie na takie pytania muszą odpowiedzieć bohaterowie bestsellerowej powieści Lindy Nagaty „Czerwień: Misja Brzask”. Dzieło amerykańskiej pisarki reklamowane jest jako pierwszy tom doskonałej trylogii scince fiction. Co by nie mówić książka ta została finalistką nagrody Nebuli oraz nagrody imienia Johna W. Campbella. Czy jednak zasłużenie? Niejednokrotnie zdarza się przecież, że wychwalane pod niebiosa utwory w rzeczywistości okazują się boleśnie przeciętne. Lektura książki Nagaty rozwiewa wszelkie wątpliwości. „Czerwień” to niezwykle dynamiczna, pełna akcji, bitew i rozwiniętych technologii powieść z gatunku militarnego s-f. Dla fana tego typu tekstów będzie to prawdziwa gratka.

W świecie stworzonym przez Nagatę scyborgizowani żołnierze nie są czymś powszechnym, ale też nie dziwią. Większość z nich jest emocjonalnie uzależniona od nakładek stymulujących reakcję organizmu. W końcu niezwykle łatwo przychodzi nam zrzucanie odpowiedzialności na cudze barki. Wyrzuty sumienia nie pozwalają ci zasnąć? Żaden problem! Będziesz spał słodko niczym niemowlę, kiedy wszczepione w twój mózg nanourządzenia wyczują, co się święci i wyślą odpowiednie impulsy do poszczególnych części ciała. Nic nie musisz pamiętać, niczego nie musisz czuć – możesz się od tego wszystkiego odciąć niczym za dotknięciem różdżki. Niesie to ze sobą olbrzymi potencjał, ale również zagrożenie. Zresztą nie jedyne z jakim przyjdzie się mierzyć bohaterom, albowiem wielkie koncerny zbrojeniowe z pełną premedytacją wywołują międzynarodowe konflikty, a ich działania odczuwa (bez)pośrednio każdy człowiek na Ziemi. Oczywiście destrukcyjnym planom tych rekinów będzie próbował przeciwstawić się główny bohater…

Ludzie bezwolni

Porucznik James Shelley to naprawdę twardy facet. Uwierz mi – na serio nie chciałbyś go wkurzyć. Z niejednego pieca przyszło mu jeść chleb, więc nie dziwota, że od czasu do czasu obudzi się w nim chęć do rzucenia kilkoma kąśliwymi uwagami. Ma jednak swoje zasady, a za rodzinę i podwładnych skoczyłby nawet w ogień. Nie da się go nie lubić, bo to po prostu swój chłop. Tak się składa, że przy okazji posiada niezwykłą intuicję, która nie raz uratowała mu życie. Znajomi lubią żartować, że to Bóg do niego przemawia i nazywają go Królem Dawidem. Czy to jednak faktycznie boski głos rozbrzmiewa w jego głowie? A może to podszepty budzącej niepokój Czerwieni? Być może nawet pomimo tego „daru” byłby jednym z wielu żołnierzy jakich ojczyzna posłała na front, pech jednak chciał, że w trakcie wykonywania standardowej misji został śmiertelnie ranny. Cudem ocalały musiał poddać się procesowi cyborgizacji, aby uniknąć losu kaleki. Wojsko jednak niczego nie daje za darmo i w zamian za leczenie zażądało od Shelley’a dalszej służby. Mężczyzna staje się królikiem doświadczalnym w ich nowym programie „rewitalizacji żołnierzy po przejściach”. Zresztą Nadzór chce go mieć na oku ze względu na jego tajemnicze powiązania z Czerwienią. Pytanie brzmi czym ona jest w rzeczywistości? Czy to faktycznie tylko zbuntowany program komputerowy? A może jednak coś więcej?

Bohaterowie stworzeni przez amerykańską pisarkę to ludzie tacy jak ja czy Ty. Na kartach jej powieści nie ma miejsca na postacie przepełnione ideałami. Żołnierze, którym towarzyszymy na froncie cechują się wątpliwą moralnością – klną, zabijają z zimną krwią i przeżywają rodzinne dramaty. Nie chronią ich żadne supermoce, dlatego też często odnoszą poważne rany i giną. Sprawia to, że rozgrywające się wydarzenia nabierają realności. Nie ma bowiem niczego bardziej denerwującego niż protagoniści, których kule się nie imają (no chyba, że chodzi o Supermana). Sam James jest figurą mocno skomplikowaną. W trakcie lektury poznajemy jego burzliwą przeszłość i trudne relacje z innymi ludźmi. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że dużo łatwiej jest nam zrozumieć postępowanie głównego bohatera oraz trapiące go dylematy. I choć nie każdy przepada za tego typu rozwiązaniami, w tym wypadku był to literacki strzał w dziesiątkę.

Nazwali ją Czerwień…

Poza tym, że powieść Nagaty jest po prostu wciągającą historią, porusza również wiele trudnych tematów. W trakcie lektury zaczniemy zastanawiać się, czy wszystkie decyzje jakie podejmujemy faktycznie wynikają z naszej własnej woli? Może jednak ktoś lub coś jest w stanie nami manipulować?. Ile tak naprawdę warte jest ludzkie życie i dlaczego wojnom nie ma końca? Jednym słowem poza rozrywką będziemy mieli również czas na refleksję. Szczególne zainteresowanie czytelników mogą wzbudzić zawiłości wielkiej polityki, która została żywcem wyjęta z naszego świata.

Zdecydowanie najsłabszą częścią powieści jest jej początek. Nagata sprawnie posługuje się piórem, jednak wprowadzenie do właściwej fabuły zajmuje jej nieco zbyt wiele czasu przez co część odbiorców może znudzić się lekturą zanim dotrze do najciekawszych wydarzeń. Poznańskie wydawnictwo Rebis również ma swoje za uszami. W tekście jest kilka mocno rzucających się w oczy literówek. Niby drobne potknięcia, ale niejednemu czytelnikowi mogą zepsuć przyjemność wynikającą z lektury. Zdecydowanie na plus można zaliczyć okładkę, która stanowi doskonały przedsmak do zawartości książki – chyba nic nie pasowałoby na to miejsce lepiej niż żołnierz w egzoszkielecie.

Ocena: 4/5

Dyskusja