Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

To nie jest Rzym, który nam obiecano – recenzja książki „Zapomiany legion”

Antyczny Rzym – arena walk o władzę i wpływy. Miejsce, które kojarzone jest z takimi postaciami jak Julisz Cezar, Gnejusz Pompejusz, Marek Licyniusz Krassus. Miasto zatłoczone, pełne pokrzykujących sprzedawców, śmierdzących uliczek i niewolników. Dom dla nobili i zwykłej tłuszczy, która wiecznie była głodna chleba i igrzysk. A w tle tego wszystkiego widać zastępy niezwyciężonych legionów rzymskich. Czy Ben Kane zdołał przywołać starego ducha Rzymu i umieścić go w swojej książce?

Książka „Zapomniany Legion” została opublikowana w 2015 roku nakładem wydawnictwa Znak jako pierwszy tom trylogii „Kroniki Zapomnianego Legionu”. Jej autor – Ben Kane – zaliczany jest do pisarzy z nurtu „historical fiction”. Historia starożytnego Rzymu to najukochańszy okres tego pisarza. Co zatem wyszło spod pióra fascynata antyku?

„Zapomniany Legion” należy do książek, które na początku mogą przerazić swoimi gabarytami – 654 strony formatu A5 to ilość znaczna dla czytelnika nawykłego do krótszych dzieł. Wiadomo, nie umywa się to do ponad 1000-stronicowych utworów jednego ze współczesnych pisarzy polskich, ale nadal pozostaje w kategorii „tych grubszych” książek. Co więc otrzymujemy w ramach pierwszego tomu? Prostą mapkę przedstawiającą obszar na którym rozgrywa się akcja książki; kilkaset stron fabuły; komentarz autora; słowniczek wyrażeń łacińskich użytych w dziele; przetłumaczony na język polski drugi rozdział drugiej części trylogii. Spis treści i stopka redakcyjna również znalazły swoje miejsce w książce, a są wspomniane w recenzji, by nie dać podstaw do narzekań co większym malkontentom. Znak zdecydował się na publikację dzieła w miękkiej oprawie, a sama okładka prezentuje się ładnie: matowy rysunek elegancko współgra z wypukłymi, połyskliwymi literami tworzącymi tytuł i nazwę autora. Książkę złożono starannie, klej nie trzeszczy podczas czytania, strony nie wypadają, a wszystkie litery są ładnie, tłusto wydrukowane.

Mapka, przedstawiająca Eurazję w V w. p.n.e., jest naprawdę szkicowa, nie pokuszono się o zaznaczenie gór czy granic państw. Czytelnik musi zadowolić się nazwami terenów i rzek oraz wyszczególnionymi kilkoma miastami. Jest to ilość danych wystarczająca do lektury książki. Fabuła stworzona przez Bena Kane’a opiera się na historii czwórki osób – trzech mężczyzn i jednej kobiety. Początkowo drażnić może przewidywalność niektórych wątków i motywy fabularne wyświechtane do granic możliwości przez całe zastępy innych twórców, jak chociażby wprowadzenie postaci, która musi być wyjątkowa, ponieważ urodziła się ze znamieniem. W tym miejscu część czytelników pewnie ze zgrozą wyrzuciłaby książkę i porządnie umyła ręce – ile można czytać o wybrańcach ze znamieniem?! Warto jednak powściągnąć początkową niechęć i zagłębić się w dalszą lekturę.

Historia przedstawiona w dziele jest prosta, chociaż miewa zaskakujące zwroty fabularne. Osadzona została w I w. p.n.e. i skupia się głównie na latach 56-53 p.n.e. Czytelnik trafia w sam środek walk politycznych toczonych w Rzymie. Senat słabnie, a pomiędzy Cezarem, Pompejuszem i Krassusem został zawiązany triumwirat. Te wydarzenia są jednak tłem dla życia zwykłych niewolników. Służący swoim panom, czasem nawet od chwili narodzin, balansują na cienkiej granicy między zadowoleniem właściciela, a śmiercią. Mogą zostać okaleczeni, zgwałceni lub sprzedani tylko dlatego, że są czyjąś własnością. Nikt jednak nie śmie buntować się przeciwko takiemu stanowi rzeczy – echo powstania Spartakusa (73-71 p.n.e.) wciąż jest żywe i ludzie doskonale pamiętają, co spotkało sześć tysięcy ocalałych buntowników; zostali przybici do krzyży ustawionych wzdłuż Via Appia (głównej drogi prowadzącej do Rzymu). W takim okresie przyszło żyć Tarkwiniuszowi – etruskiemu wojownikowi i wróżbicie, Brennusowi – galijskiemu wojownikowi sprzedanemu do szkoły gladiatorów, a także Fabioli i Romulusowi – bliźniakom, będących owocem gwałtu na ich matce-niewolnicy. Ich dzieje splatają się ze sobą, a Ben Kane zgrabnie ukazuje realia życia niewolników. Barwnie opisał również bitwę pod Carrhae, będącą jedną z największych klęsk militarnych w dziejach starożytnego Rzymu.

Opowieść czyta się szybko, a znaczenie łacińskich nazw użytych w tekście można wywnioskować z kontekstu. Ci jednak, którzy będą mieć z tym problem, mogą zajrzeć na tył książki, gdzie zamieszczono słowniczek tłumaczący wszystkie określenia. Widać, że pisarz jest bardzo zainteresowany historią starożytnego Rzymu i posiada na ten temat sporą wiedzę. Sam przyznaje jednak w komentarzu od autora, że niektóre kwestie historyczne nagiął, chcąc upłynnić fabułę. Dotyczy to drobnostek, na przykład sposobu uzyskania wolności przez niewolnika w latach 56-53 p.n.e. czy typów gladiatorów występujących na arenie. Osoby, które oczekiwały rzetelności historycznej pod każdym względem, mogą być zirytowane zabiegiem autora, jednak przeciętny czytelnik nie zauważy tego.

Na krytykę zasługuje praca tłumacza i korekty. W książce pojawiają się błędy, które czasem śmieszą, czasem złoszczą. Za przykłady niech posłużą dwa cytaty z książki:

„Wszystkie insygnia będące symbolem władzy zostały przejęte przez Partów, którzy zmusili żołnierzy do odrzucenia mieczów.” (str. 507)

„Mieczów” z pewnością będzie się śnić każdemu edytorowi po nocach, wywołując koszmary. Korekta, pracując nad książką, musiała być chyba mocno przepracowana.

„Krótka wizyta w kuchni ludus przed opuszczeniem szkoły na zawsze pozwoliła im dobrze zaopatrzyć się w chleb, ser i warzywa. Zapasów starczyło im na kilka dni.” (str. 344)

Albo to był zamierzony humor niczym u Prattcheta, albo bohaterowie mieli dziwną definicję „na zawsze”. Można jednak śmiało podejrzewać, że w rzeczywistości zawinił tu tłumacz, który przetłumaczył coś zbyt dosłownie.

Błędów tego typu w książce pojawia się więcej i mogą bardzo uprzykrzyć lekturę tym, którzy są przeczuleni na tym punkcie.

Sam autor również nie unika miejsc, które mogą wywoływać mieszaninę irytacji i śmiechu. Ciężko jest zachować powagę, gdy po opisie gwałtu na niewolnicy przewraca się stronę, zastając nagłówek „DZIEWIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ…”. Najwidoczniej zabrakło kreatywności w zaznaczeniu, ile czasu upłynęło od gwałtu. A może pisarz zdawał sobie sprawę, że nie każdy wie, ile trwa ciąża u człowieka?

Czas na kilka słów podsumowania. Dzieło, mimo jego większych gabarytów, czyta się lekko i szybko. Autor wybrał ciekawy okres z historii starożytnego Rzymu, a pomysł stworzenia fabuły wokół ludzi z nizin społecznych był interesujący. Książka została wydana dobrze, nie rozpada się podczas czytania, a okładka pod względem graficznym prezentuje się naprawdę ładnie. Niestety, na naganę zasługuje praca korektora i tłumacza, którzy popełnili sporo błędów. Fascynaci historii, potrzebujący pełnej zgodności historycznej przy najmniejszych nawet detalach, będą niezadowoleni z lektury „Zapomnianego Legionu”.

Komu można polecić dzieło Bena Kane’a? Osobom, które szukają lekkiej, nieskomplikowanej fabuły osadzonej dość rzetelnie w realiach historycznych i które nie zniechęcą się kilkoma wyświechtanymi wątkami oraz rozwiązaniami fabularnymi, przy których można z sarkazmem stwierdzić: „Naprawdę? Kto by się spodziewał…”. To książka dobra również dla czytelników przechodzących okres zafascynowania epoką starożytności.

Ocena: 3/5

Dyskusja