Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wiedźmin po czesku – recenzja książki „Na ostrzu noża”

Koniasz to bezlitosny płatny zabójca. W perfekcyjny sposób władający wszelką bronią, za to całkowicie pozbawiony uroku osobistego, ze względu na liczne złamania i blizny. Teraz w mieście Fenindong należącym do Ligi Handlowej czeka go zadanie, jakiego jeszcze nigdy wcześniej się nie podjął. Ma pomóc przeprowadzić karawanę osadników przez kilka wrogo nastawionych państewek i niegościnne góry. Misja wydaje się być prawie niewykonalna, zwłaszcza, że nie wszyscy są zadowoleni z planu powstania kolonii, która w znaczący sposób uniezależniła by Ligę od innych państw. Koniasz będzie musiał przekroczyć granicę ludzkich możliwości, aby ochronić ludzi powierzonych mu w opiece. Czy misja zakończy się sukcesem? Kto stoi za ciągiem nieszczęść trapiącym organizatorów wyprawy? I czy faktycznie Koniasz jest tak bezduszny i zimny, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka?

„Na ostrzu noża” to pierwszy tom z serii opowiadający o postaci Koniasza. Miroslav Zamboch stworzył świat nietypowy – ciężko nazwać tę książkę powieścią fantasty, gdyż brak w niej wyznaczników gatunku takich jak stworzenia wyciągnięte z bestiariusza, czy też wszechobecni magowie. Ci ostatni zostali zdegradowani w swoich możliwościach, a ich rola oparta jest bardziej na snuciu intryg niż faktycznym posługiwaniem się czarami. Nie ujmuje to jednak w żaden sposób fabule, która pełna jest nagłych zwrotów akcji. W pewnym momencie można nawet dojść do wniosku, że pisarz odnajdywał przyjemność w rzucaniu kłód pod nogi swoim bohaterom, tak często muszą oni się zmagać z kolejnymi perypetiami. Przez pierwszą część powieści mamy zdecydowanie więcej wątków politycznych, później, kiedy karawana rusza, książka przekształca się w opowieść drogi, gdzie postacie zaczynają przechodzić przemiany. Ilość problemu, z którymi muszą zmienić się Koniaszi jego kompani sprawia, że nierzadko dochodzi do sytuacji żywcem wyciągniętych z dzieł Moliera. Czasami można odnieść wrażenie występowania zbyt dużej ilości sprzyjających zbiegów okoliczności i łutów szczęścia, tak, jakby nad bohaterami czuwał dobry duch. W niektórych momentach autor zdecydowanie nadużywał deus ex machiny.

Postacią główną, wokół kręci się cała historia jest Koniasz. Miroslav Zamboch oparł na nim praktycznie całą swoją ksiażkę. Widać to nawet w momentach, kiedy akcja skupia się na innych bohaterach – Koniasz zawsze mówi w pierwszej osobie, natomiast partie reszty są pisane z perspektywy trzecioosobowej. Wzmacnia to w czytelniku przekonanie o tym, kto tutaj jest najważniejszy. Zabójca jest postacią złożoną – nie tylko w świetny sposób operuje bronią białą i miotaną, ale także jest niezwykle inteligentny, oczytany, niepozbawiony zdolności strategicznego planowania, a przede wszystkim niezwykle wytrzymały. Niejednokrotnie w trakcie czytania przejdą nam po plecach ciarki, kiedy przeczytamy o kolejnych ranach zadawanych Koniaszowi. Za każdym razem jakimś cudem potrafi się on zebrać i ponownie stawiać czoła wyzwaniom. Jednak nawet taki terminator nie byłby w stanie wszystkich problemów rozwiązać samemu. I tutaj w całej historii pojawia się Led Kowalski – niegdyś żołnierz, obecnie pracujący jako najemnik, skrycie marzący o założeniu domu i rodziny. Początkowo nie darzy Koniasza zaufaniem, ba, nawet zasadza się na niego z kuszą, później jednak ich wzajemna relacja się pogłębia, nie przekraczając jednak granicy raczej szorstkiej przyjaźni. Z Kowalskim wiążę się jeszcze jedna kwestia – otóż jest on osobą o raczej tradycyjnych poglądach, dlatego z niechęcią odnosi się do pań lekkich obyczajów, co oczywiście autor książki postanowił wykorzystać i postawił na drodze swojego bohatera Rezkę – małą, rezolutną dziewczynę, o aspiracjach sięgających dalej niż dom rozpusty. Najbardziej tajemniczą spośród postaci jest Bonsetti – kiedyś stróż prawa, który ścigał Koniasza przez pół kontynentu, obecnie na emeryturze, zostaje wynajęty przez swojego byłego przeciwnika do pomocy w wyprawie. Choć wydaję się, że dalej jest tym samym praworządnym i ceniącym sobie honor i porządek człowiekiem, to coś w jego oczach mówi, że zaszły w nim jakieś nieodwracalne zmiany.

To, czego brakuje powieści to silnie zarysowana postać głównego antagonisty – na swojej drodze Koniasz spotyka wielu przeciwników, jednak żaden z nich nie pojawia się w całej historii wystarczająco długo, aby zainteresować nas swoimi motywacjami, czy też cechami charakteru. Oczywiście cały czas czuć w książce napięcie i strach przed zagrożeniem znikąd, jednak nie przybiera ono żadnej konkretnej postaci.

Książka godna polecenia dla wszystkich uwielbiających dobre powieści fantasy, z całą masą akcji, niespodziewanych zwrotów sytuacji. Wyruszcie razem z Koniaszem w podróż – oczywiście, jeśli się nie boicie.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja