Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zabawa w Boga – recenzja książki „Dusza cesarza”

Brandon Sanderson – można by rzecz – skupia się przede wszystkim na tle socjologiczno-historycznym i systemie magicznym w kompozycjach swych utworów, jego światotwórstwo już w debiutanckiej powieści „Elantris” stało na wysokim poziomie, ale to w „Duszy cesarza” pokazał pełną krasę wybitnego pisarza, już nie tylko autora fantasy socjologicznej czy literatury rozrywkowej z górnej półki, tym razem w prozie przemycił pytania o sens życia, zwrócił uwagę na marionetkowość i kwestie władzy oraz zastanowił się nad tożsamością.

Choć tak naprawdę opowieść o Shai mieści się na stu stronach, to niewątpliwie głębokość treści, zbudowanie nastrojowości i zarysowanie portretów psychologicznych udała się Sandersonowi bardziej, niż niejednemu twórcy mającemu do dyspozycji sześć razy tyle. Cała akcja dzieje się w pałacu cesarza Ashravana i trwa sto jeden dni, acz większość wydarzeń ogranicza się właściwie do pracowni Shai – warto wspomnieć, że ma to miejsce w tym samym świecie, co losy bohaterów „Elantris”, lecz treść pierwszego utworu nie wpływa specjalnie na odbiór drugiego, et vice versa. Nawet w materii światotwórstwa – prezentowany tutaj system magicznym, nazywany dalej Fałszerstwem, to zupełnie inna bajka niż ten, którego przyjemność poznawania mieli czytelnicy debiutu Sandersona. Co ciekawe, chociaż miejsce akcji jest mocno ograniczone, to interpretator odczuwa, że za ścianami pracowni tętni żywy, barwny świat, pełen kultur, rozmaitych postaci oraz krajobrazów – wrażenie można przyrównać do podróży osłoniętą grubym płótnem lektyką po arteriach wielokulturowej metropolii. Amerykański pisarz najwyraźniej po „Z Mgły Zrodzonym”, „Archiwum Burzowego Światła” czy „Rozjemcy” nie ma zamiaru schodzić z wyżyn melanżu swej wyobraźni i talentu, powiem więcej – pnie się jeszcze wyżej.

Mimo że Shai jest młodą kobietą to Fałszerstwo – magię pieczęci – opanowała do perfekcji, acz sama swoje działania określa sztuką. Nie ma się co dziwić, że pewnego razu zapragnęła ukraść coś wcale drogocennego, żeby nie powiedzieć bezcennego – Księżycowe Berło, atrybut samego cesarza Ashravana. Traf chciał, że jej wspólnik zdradził ją i została pochwycona, szczęściem – niedawno napadnięto na monarchę i ten stracił panowanie nad własnym umysłem. Przyboczni przymuszają więc złodziejkę, aby ta Sfałszowała im pamięć, zachowanie i tok myślenia władcy – tworząc tytułową duszę cesarza. Jest to zadanie niemal niewykonalne, ale daje Shai czas, by wymyślić plan ucieczki. Jednak nie raz daje się porwać „artystycznej” pasji i kreuje coś znacznie większego, aniżeli wymagali od niej cesarscy arbitrzy.

Kto by pomyślał, że intryga utworu, bazująca wyłącznie na snuciu planów, dobieraniu komponentów do swego tworu (chodzi o Fałszerstwo duszy) i rozmowy na różne tematy, związane z ludnością cesarstwa, biografią Ashravana czy przeszłością bohaterki, mogą tak – nomen omen – intrygować. Sanderson sprawnie prowadzi narracje, dostarczając odbiorcy nie tylko ciekawego rozwoju wypadków, ale też informacji potrzebnych do zrozumienia działań jednostek w świecie przedstawionym oraz wyobrażenia sobie malowniczego pałacu i tego, co rozciąga się za granicą jego tarasów. Niemniej, nie brakuje w „Duszy cesarza” również momentów bardziej dynamicznych czy walki, które nie muszą aż tak znacznie przykuwać czytelniczej uwagi, jak na przykład żmudne szukanie odpowiednich elementów do stworzenia „działającego” Fałszerstwa. I – co jest plusem dla miłośników raczej szybszych tempem pozycji – autor nie serwuje fabularnych dłużyzn, pomija zbędną treść i nie dubluje informacji wcześniej w utworze przedstawionych.

Sztafaż świata przedstawionego, jak już wspomniałem został napisany bardzo dobrze oraz nader barwnie, a jak z jego tłem spisują się bohaterowie? Shai to zagadka, głęboka dodajmy, bo autor przedstawia nam ją bardzo klarownie, zarówno ze względu na wygląd zewnętrzny, jak i charakter. Nasza bohaterka pochodzi z narodu odmiennego światopoglądowo od cesarskich z krwi i kości, co widać już w patrzeniu na uprawianą przez nią magię pieczęci – dość pogardzaną w kraju Ashravana. Sama jednak potęguje kontrast postrzegania Fałszerstwa, ponieważ uznaje go za wysokoartystyczną sztukę, która godna jest podziwu równie wielce, jak malarstwo czy rzeźba. Jej motywacje, dylematy czy wybory albo pisarz podaje wprost, albo można wyłapać je z kontekstu bądź szczątków z wypowiedzi, albo pozostają w kwestii domyślenia się. Co ciekawe, postać ta rozwijana jest w bardzo intrygującym kierunku, a tajemnice jakie poznaje czytelnik oraz zaskoczenia z nią powiązane całkowicie satysfakcjonują.

Nie inaczej jest z resztą kreacji – Gaotona to bohater sprawiający wrażenie doświadczonego, noszącego bagaż odpowiedzialności i trosk, jako jeden z nielicznych nie jest nastawiony do Shai wrogo, stara się ją w jakiś sposób zrozumieć, dzieli się z dziewczyną przemyśleniami, ciekawostkami i historiami o Ashravanie, co bardzo pomaga jej w odtwarzaniu jego dawnej duszy”. Poza tym, stanowi dość przewidywalny charakter, ale takie założenie autora towarzyszyło tej postaci od początku, co tylko wzmacnia przekonanie o przemyślności Sandersona wobec owego utworu. Następnie na uwagę zasługuje Frava, sylwetka tym razem niejednoznaczna, podejrzliwa, wzbudzająca respekt i obiecująca wiele, choć nie do końca można ufać jej zapewnieniom, co zresztą Shai parę razy odkrywa. Właściwie pozostali to już wyłącznie element tła, dekoracja czasem dostająca swoje „małe” pięć minut – kapitan Zu czy Pieczętujący Krwią – ale jako część składowa spisują się znakomicie, dzięki nim „Dusza cesarza” zyskuje na realizmie, a całość jest klarowna, sensowna i pełnowartościowa.

Jeżeli mowa o warsztacie Sandersona wiele zostało już powiedziane – i chyba najbardziej trafnym spostrzeżeniem jest to, że autor coraz śmielej dąży do nadania swemu stylowi własnego, niepowtarzalnego charakteru, co zresztą wyraźne jest w „Duszy cesarza”. Niebywała alegoryczność, rytmika czy leksyka pozwala mu operować piórem niczym wybitny malarz piórem albo Shai magią pieczęci. Brandon Sanderson to nazwisko, które warto obserwować, acz osiągnął już tyle, że swobodnie można umieścić go na postumencie fantasy obok LeGuin, Zelaznego, Jordana czy Martina. Patrząc wyłącznie na warsztat, a co dopiero z resztą?

„Dusza cesarza” to opowieść o poznawaniu samego siebie podczas pracy nad tworzeniem kogoś innego – Sanderson stawia w utworze na badanie i rozkładanie na czynniki pierwsze ludzkiej tożsamości, ale robi to tak subtelnie, że zapewne niejeden czytelnik tego nie spostrzeże. Podkreślmy to reasumując, autor serwuje nam tą prozą wszystko to, co u niego najlepsze, choć nie omieszkał dodać do treści poważnej problematyki, a pod bogatą warstwą fabularną i lingwistyczną przemycił pointę, która pozostaje z interpretatorem na dobre. O tym, że to wspaniały przykład dzieła otwartego zaledwie wspomnę, bo to już kwestia indywidualnego odczytu, ale warto się jej przyjrzeć.

Ocena: 4.9/5

Dyskusja