Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czubaj, czyli subtelne akcenty historyczno-kulturowe oraz interesująca narracja – recenzja książki „R.I.P.”

Polski kryminał ostatnimi czasy rozwija się bardzo prężnie, a nowe tytuły zagospodarowują coraz to większe połacie księgarnianych półek. Niestety, większość to komercyjne czytadła bez polotu, wykorzystujące ograne klisze i nie oferujące w zamian ani nic ciekawego, ani odkrywczego. Jednak czasem wśród rzędów kryminałów można wychwycić utwór, mający co nieco do zaproponowania – wartką akcję, interesującą historię i drobne ciekawostki, które na pewno nie zubożą czytelnika, a to właśnie takie części składowe ma w sobie „R.I.P.” Mariusza Czubaja.

Dobra literatura kryminalna to nie to samo, co ambitna – i Mariusz Czubaj, człowiek z pewnością nieprzeciętny, potrafi odnaleźć granicę pomiędzy tymi dwoma zagadnieniami. Mimo że po części poświęcił swe życie pracy naukowej, związanej z szeroko pojętą literaturą oraz popkulturą, to znajduje także czas na prozę czysto rozrywkową, w której od czasu do czasu przeplata motyw z zebranej wiedzy bądź zbadanego przez siebie zjawiska. Słowem – autor pisze dobre książki, ale do wybitności im tyle, co większości twórców gatunku do Umberto Eco czy Arthura Conana Doyle’a.

Jednak „R.I.P.” może pochwalić się ciekawym warsztatem – autor, badacz kultury i literaturoznawca, pisze bardzo prostym i zrozumiałym językiem, aby trafić do jak największego grona odbiorców, ale to właśnie za pomocą bogatego, acz w każdym razie jasnego słownictwa sprawnie prowadzi dość plastyczną narrację. Opisy nie są tutaj przesadnie rozbudowane, zaś dostarczane przez pisarza informacje, choć treściwe, stanowią raczej dodatki, aniżeli pełnoprawne przedstawienie świata. Czubaj wyraźnie postawił na dynamikę i rozwój wypadków, wszystko dzieje się szybko, kolejne sceny wskakują zaraz po dopiero co otwartych, a obecny stan rzeczy zmienia się w ułamku chwili. To właśnie za specyficzną narrację zarówno pierwszy tom („Martwe popołudnie”), jak i „R.I.P.” przekonują do siebie czytelników. Wypada jednak zaznaczyć, że owa literatura nie wymaga od czytelnika zbytniego wkładu intelektualnego, ani nie stawia przed nim wielu zagwozdek i powodów do refleksji. Odbiorca dostaje prosty, nie mylić z linearny, czarny kryminał, który zajmie mu jeden-dwa wieczory, ponieważ tekst jest tak skomponowany, że czyta się go bardzo szybko i bez zgrzytów.

Warstwa fabularna też jakoś specjalnie nie oczarowuje. Marcin Hłasko, główny bohater, to osoba z ciężkim bagażem doświadczeń, które przydają mu się w obecnej pracy. Jako były policjant zdaje sobie sprawę z sytuacji w światku kryminalnym i dobrze zna jego modus operandi. Sam działa jednak na jego uboczu, zajmuje się odnajdywaniem osób zaginionych oraz uznaje się za specjalistę od bezpieczeństwa. W poprzednim tomie lekko uwikłał się w labirynt polityki, ale szybko się zeń wydostał, teraz zmierza w zupełnie inną stronę – postanawia odgrzebać demony przeszłości, dlatego wyrusza na Mazury, gdzie przed dwudziestoma sześcioma laty przepadł jego ojciec.

Poszukiwania rodziciela także nie są niczym nowym w literaturze kryminalnej, szczególnie w cyklach powieściowych. Po wprowadzeniu protagonisty do świadomości czytelników, Czubaj tym razem więcej uwagi poświęca intrydze i zarysowi społeczności pojawiających się w poszczególnych regionach, do których zmierza bohater. Serwowany przez autora suspens i lekkie wydarzenia zmieniające odrobinę tor fabuły, sprawiają, że powieści nie odbiera się z tego powodu źle. Linearność zostaje przełamana, z kolei zwroty akcji dostarczają czytelnikowi nie tylko zmyłek w przewidywaniu rozwiązania intrygi, lecz napędzają – i tak wartką – akcję utworu.

Co do kreacji bohaterów trudno się odnieść, ponieważ właściwie poza protagonistą nie otrzymujemy żadnej wyrazistej sylwetki, pogłębionej psychologicznie, ani nie wykonującej innej roli niż tła bądź pośrednika w wykonywaniu konkretnych czynności przez Hłaskę. Co do samego Marcina, raczej nie możemy powiedzieć, że został zarysowany źle – czytelnik poznaje jego historię, zagłębia się w jego motywacjach, celach i przyczynach dokonywanych wyborów, ponadto introspekcje są tutaj wyraźne, więc i bieżące myśli nie są dla odbiorcy żadną tajemnicą. Niemniej, brakuje tu pewnych czynników, które przybliżyłyby sylwetkę interpretatorom, aby ci mogli się z nim w danych punktach identyfikować. Po lekturze odnosi się lekkie wrażenie, że ów charakter jest wobec czytającego trochę zdystansowany.

Na pewno „R.I.P.” nie jest powieścią trudną w odbiorze, autor swymi zabiegami i lekkością pióra nadał jej kształtu dostępnego dla wszystkich, ale udało mu się wprawdzie przemycić tam parę ciekawych informacji z dziejów, o których zwykło się zwyczajowo milczeć. To dobrze napisana i sprawna narracyjnie książka, stanowiaca kawałek smacznej literatury kryminalnej, pełnej dynamicznych scen i wartkiej akcji, lecz nie wnoszącej do gatunku nic szczególnego.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja