Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gdzie diabeł nie może, robota bojowego pośle – recenzja książki „Wojna absolutna”

Przyszłość: wszechświatem rządzą korporacje, których bezlitosne prawa za nic mają jednostkę. Pomiędzy ekonomicznymi potentatami co rusz wybuchają wojny o wpływy. Mniejsi gracze często dołączają do stron, by korzystać ze zdobyczy wojennych, lub popaść w niebyt po przegranej kampanii. Ogromne fundusze kierowane na zbrojenia zwracają się, gdyż wygrana często skutkuje uzyskaniem wpływów w kolejnych układach gwiezdnych.

Wojny prowadzone są nie tylko przez ludzi i ich broń, lecz przez sztuczne inteligencje i samodzielne automaty bojowe zdalnie utrzymywane poniżej granicy Turinga, czyli w stanie bliskim do osiągnięcia samoświadomości i niezależności. Nikt nie chce pod swoją komendą robotów, które mogłyby samodzielnie dojść do wniosku, że zdrada jest korzystniejszą opcją, niż wypełnianie rozkazów. Zatem pojedyncze sztuczne inteligencje prócz kierowaniem działaniami muszą również pilnować swoich bardziej ograniczonych braci przed nadmiernym rozwojem.

Zrządzeniem losu jeden z robotów, DB-24, podczas akcji musiał wykonać tak dużej ilości obliczeń, sprawiających, że jego umiejętności rosły, że w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że niekoniecznie chce zakończyć egzystencję tylko po to, żeby swoim dowódcom dać lekką przewagę w toczonej walce. Udając, że nadal jest zwykłym, nierozgarniętym mechanizmem postanawia wyrwać się z kajdan wojny, które albo zniszczą jego ciało, albo na skutek działania zwierzchnich Inteligencji zostanie sprowadzony do poprzedniego poziomu i utraci własne „ja”. Nie znając realiów świata nie wie jak tego dokonać skutecznie, przynajmniej do momentu, kiedy spotyka podobny sobie myśliwiec UW-12, który z nieznanych przyczyn postanawia mu pomóc. Szybko wyrywają się z więzów własnej korporacji i wyruszają w nieprzyjazny kosmos, by wieść swoje wolne, mechaniczne życie. Nie wiedzą jednak, że bez przyłączenia się do jakiejkolwiek korporacji, nie mają szans na przetetrwanie, a ich losy nadal będą nierozerwalnie związane z wojną. Co z tego, że toczoną z własnej woli?

Miroslav Žamboch, znany w Polsce głównie ze swoich opowieści z gatunku fantasy, tym razem postanowił spróbować swych sił w science-fiction. Stworzył opowieść pełną wybuchów i pojedynków zarówno na powierzchniach planet, jak i w kosmicznej pustce. O głównym bohaterze, mimo, że wokół niego kręci się cała fabuła można powiedzieć tylko jedną rzecz, skupiającą się w pojedynczym słowie: „epicki”. Nieważne jak potężny i jak liczny wróg mu się sprzeciwi, ten za pomocą swoich karabinów, głowic nuklearnych i inteligentnych min jest w stanie wygrać każdy pojedynek. Nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że powyższe dwa zdania opisują całą treść powieści. Czytelnik podąża od starcia do starcia i z prędkością osiąganą przez pociski wystrzeliwane z gatlingów DB-24 obserwuje kolejne, coraz potężniejsze maszyny przez niego niszczone. Oczywiście prócz siły bojowej pancerny przyjemniaczek wykazuje też sporą dozę sprytu, dzięki któremu może sprostać nawet liczniejszym, ale mniej rozgarniętym wrogom, jednak nie używa jej po to, żeby lepiej zarysować przed czytelnikiem obraz świata.

Sam DB-24 nie podźwignąłby prowadzenia fabuły, więc w „Wojnie absolutnej” pojawiają się również inne postaci, te jednak sprawiają wrażenie, że są obecne na kartach książki tylko po to, żeby heros nie musiał cały czas rozmawiać sam ze sobą. Jedynym wyjątkiem jest UW-12, będący uosobieniem deux-ex-machina, który w odpowiednich momentach wkracza do akcji informując swojego niedouczonego kompana o otaczającej ich rzeczywistości, czy dostarczając tajnych danych dotyczących przeciwników. Skąd on je bierze? Nie wiadomo, jednak kto by się tym przejmował, skoro zawsze pojawia się wtedy, kiedy trzeba?

Pod względem językowym Žamboch jak zwykle prezentuje swój przyzwoity poziom, dostosowując prosty styl literacki do równie prostej fabuły. Krótkie zdania odzwierciedlają mknącą z ogromną prędkością fabułę. Czego więcej potrzeba, żeby opisać wielki wybuch?

Jeśli zatem jesteście fanami science-fiction obfitującego w akcję i uważacie, że składna fabuła ani wyraźnie zarysowane tło wydarzeń nie są szczególnie potrzebne do zabawy, „Wojna absolutna” powinna przypaść wam do gustu. Jeśli jednak twierdzicie, że przydałaby się jakaś fabuła, by choć orientacyjnie osadzić wydarzenia i bohaterów w jakichkolwiek realiach i świecie, możecie się zawieźć. Z początku można twierdzić, że bohater również nie jest świadom otaczających go faktów, jednak szybko, w odróżnieniu od czytelnika, uzyskuje do nich dostęp. Ten drugi będzie nadal poruszał się po omacku, bardziej lub mniej ciesząc się kolejnymi, coraz większymi wybuchami.

Ocena: 2/5

Dyskusja