Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gra o tron wśród lasów deszczowych – recenzja książki „Głodne Słońce”

Czy ktoś chciałby kolejną powieść fantasy w klimatach średniowiecza ręka do góry? Naprawdę, nikt już nie ma ochoty czytać o pojedynkach rycerskich, samotnych wieżach pełnych dziewic i groźnych smokach żyjących w grotach nieopodal grodów? No dobrze, to może coś w greckich klimatach? Że niby już było? Okej – to co Wy na to, żeby połączyć fantasy i science-fiction? Zero zaskoczenia, stłumione ziewanie i cykanie świerszczy – to oznacza tylko jedno – temat przetrawiony i przetwarzany na setki sposobów. A co byście powiedzieli na powieść dziejącą się pośrodku morderczej dżungli, w której nad lasami deszczowymi górują zbudowane z kamienia piramidy? Na ich szczytach składa się ofiary z ludzi ku chwale bogów, obecność plemion praktykujących kanibalizm jest codziennością, a pojęcie białego człowieka kojarzy się ze straszną przeszłością? O tak, widzę błysk w Waszych oczach, błysk jasny jak słońce wznoszące się ponad parnym horyzontem środkowej Ameryki.

Wojciech Zembaty, autor „Głodnego Słońca”, postanowił wybić się ponad standardową tematykę powieści fantasy i osadzić akcję swojej książki w egzotycznym świecie, znanym chociażby z filmu „Apocalypto”. Przedstawiona rzeczywistość różni się jednak od tej, którą kojarzymy z podręczników geograficznych czy historycznych z liceum – biały człowiek przybył wprawdzie wiele lat temu na te ziemie w celu rabowania złota i szerzenia swojej hegemonii. Jednak przed absolutnym zwycięstwem powstrzymała najeźdźców Klątwa – tajemnicze zdarzenie, które wymiotło białych przybyszów z powrotem za ocean. Nie obyło się także bez ofiar wśród miejscowych, gdyż po tym wydarzeniu zniknęły także dobrze nam znane plemiona rdzennych Indnian – Azteków i Majów. Ich miejsce zajął wojowniczy lud Kruzów, który wkrótce okazał się być niewiele mniej zachłanny od towarzyszy Corteza. Podporządkował sobie mniejsze plemiona, podbił kilka większych, aż w końcu stanął na czele Odrodzonego Przymierza, najpotężniejszego tworu politycznego na kontynencie. Opowieść zaczyna się w momencie, kiedy poznajemy młodego Harana z plemienia Druazzi – niegdyś dumnego ludu lasów, obecnie żyjącego w biedzie pod butem kruzańskich władców. Chłopak już od początku życia ma pecha, bo jego pochodzenie nie jest do końca znane i różni się swoim wyglądem od reszty rówieśników, przez co niejednokrotnie staje się obiektem drwin. Co więcej, wskutek ludzkiej złośliwości i nieuczciwych machlojek zostaje sprzedany jako niewolnik do najgorszego miejsca na Ziemi – do Dołów, będących czymś w rodzaju kopalni. Z tą różnicą, że ta kopalnia pozbawiona jest źródeł światła, a ludzie przekraczają cieńką granicę dzielącą nas od zwierząt. A gdzieś w odległych mrokach opuszczonych jaskiń żyje coś przerażającego i nienawidzącego ludzi. W całej tej historii będzie się przewijać także Tennok z rodu Turkusowej Włóczni, który wskutek pałacowych intryg zostaje najstarszym spadkobiercą okrutnego władcy rodu Maczuraia. Sęk w tym, że młody następca mdleje na widok krwi, raczej nie jest stworzony do prowadzenia wojen, a czas wolny woli raczej spędzać z książką niż z mieczem, co w oczywisty sposób niejeden raz doprowadzi do konfliktów z ojcem. Fabuła będzie nas prowadzić od nizin hierarchii społecznej aż do samych szczytów, gdzie toczy się nieustanna walka o wpływy w kruzańskim imperium, na czele którego stoi mający wielkie ambicje Cesarz Nowego Przymierza Quinatzin, na co dzień zmagający się z twardo trzymającym się tradycji Czerwonym Kapłanem Szurukanem. Na to wszystko nakłada się planowana przez władcę kampania wojenna przeciwko małemu państewku Tlaszkali, dzielnie opierającemu się znacznie większemu przeciwnikowi. Na czele wojsk Tlaszkali staje Szaratanga, zwany też Lwem Labiryntu, któremu trafia się rozpaczliwa misja obrony swojego kraju. Jednak w tym świecie, gdzie śmierć i zdrada są chlebem powszednim nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Świat przedstawiony, choć umieszczony jest w rajskiej scenerii, rzeczywiście bardziej przypomina przedsionek piekła. W każdym cywilizowanym zakątku dżungli toczy się walka o przetrwanie, nasi bohaterowie praktycznie na każdym kroku napotykają prawo silniejszego, bądź nóż schowany za plecami sojusznika. Jedna chwila nieuwagi i lądujemy gdzieś w rynsztoku z poderżniętym gardłem. Zarówno Haran i Tennok przez całą swoją drogę będą się zmagać z niebezpieczeństwem prawdziwie mrożącym krew w żyłach. Jest brutalnie, co dodatkowo autor podkreśla używając bardzo mocnego języka, wprost przesiąkniętego wulgaryzmami. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że pisarz odrobinę przesadził wrzucając niektóre epitety na siłę. W trakcie lektury początkowo może nas zmęczyć zbytnio rozciągnięta ekspozycja postaci – czasami niektóre z nich znikają na naprawdę długi czas, by potem znowu pojawiać się na pierwszym planie. Jest to irytujące, ale patrząc z perspektywy całej książki był to zabieg niezbędny, by wszystkie związki przyczynowo-skutkowe zostały domknięte i by nie pozostawić wrażenia, że coś wydarzyło się gdzieś za „naszymi plecami”. Tak naprawdę akcja „Głodnego Słońca” na dobre rozkręca się gdzieś dopiero w połowie, ale jak już fabuła wrzuci „drugi bieg” to praktycznie nie jesteśmy w stanie oderwać się od lektury.

Książkę można potraktować wyłącznie w kontekście literatury rozrywkowej, bo to pewnie było główne założenie w trakcie etapu powstawania. Co uważniejsi czytelnicy będą jednak w stanie z lektury wyciągnąć znacznie więcej. Chociażby wspomniany wcześniej konflikt między Quinatzinem i Szurukanem. To coś więcej, niż tylko przepychanka na szczytach władzy, gdzie starsza betonowa elita nie chce się poddawać zmianom. To starcie pomiędzy tradycją a efektywnością, pojedynek między wiarą w bogów a kultem jednostki. To przede wszystkim pojedynek bez zdecydowanego faworyta – nawet jeśli Czytelnik początkowo darzy niechęcią przedstawicieli politycznego betonu i kibicuje ambitnemu i inteligentnemu władcy, to wraz z rozwojem fabuły zaczynamy się zastanawiać, czy jego posunięcia faktycznie nie naginają pewnych granic, które powinny pozostać nieporuszone. Najciekawszą spośród wszystkich postaci wydaje się być Szaratanga. Doświadczony wojak i weteran walk z Kruzami, człowiek, który jako jeden z niewielu przeżył ich niewolę. Po latach wreszcie szczęśliwy wraca do domu. I tam zaczyna się jego katorga. Niezdolność do poradzenia sobie z codziennością prowadzi do wielu napięć pomiędzy nim a jego żoną, co w końcu doprowadza Lwa Labiryntu do podjęcia się tej jednej, ostatniej misji.

„Dymiące Zwierciadło” jest początkiem cyklu „Głodne Słońce”. Pierwszy tom według mnie stanowi solidną podstawę do dalszej rozbudowy tego uniwersum, zwłaszcza, że azteckie klimaty to teren zdecydowanie zbyt mało eksploatowany przez pisarzy fantasy. Wojciechowi Zembatemu naprawdę wyszedł kawał porządnego dzieła, z ciekawymi postaciami, porządnie nakreśloną fabułą i niepowtarzalnym klimatem. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom Macchu Picchu.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja