Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Marzenie o lepszym świecie – recenzja książki „Z Mgły Zrodzony”

Brandon Sanderson to jeden z bardziej znanych autorów fantastyki, a jednak nie wszyscy mieli okazję się z jego twórczością zapoznać. Mimo tajemniczego i pozornie niezbyt ciekawego blurbu, warto poświęcić jej czas, gdyż „zawód” nie jest słowem, które pojawi się w głowie czytelnika, po przeczytaniu ostatnich stron.

Opowieść rozgrywa się w świecie od milenium rządzonym przez Ostatniego Imperatora, wspomaganego przez Obligatorów (członków Zakonu, pilnujących praw) i Stalowych Inkwizytorów – kreatury o ogolonych głowach, szpilach zamiast oczu i niezwykłej sile. Czerwone słońce oświetla ulice, a z nieba pada popiół. Społeczeństwo dzieli się na arystokratów i skaa, którzy pracują dla szlachciców, cierpiąc głód, chłostę i złe traktowanie. Ci, którzy wydostali się spod jarzma panów, najczęściej kończą jako żebracy lub w szajce złodziei. Wśród wszystkich mieszkańców żyją osoby o niesamowitych zdolnościach – Allomanci. Potrafią oni spalać metal, dodający im niezwykłych umiejętności. Znanych Metali jest jedenaście. Ci, którzy potrafią władać wszystkimi, tym samym czerpiąc z każdego dodatkową umiejętność, nazywani są Zrodzonymi z Mgły.

Taką osobą jest właśnie Kelsier – Ocalały z Hathsin – który, w wyniku okropnych przeżyć, Złamał się, zyskując allomantyczne zdolności i wydostając się z Czeluści, gdzie zmuszony był do morderczej pracy. Bohater planuje zebrać armię i obalić Ostatniego Imperatora. Na początku swojej drogi i wyboru drużyny, odnajduje w szajce złodziei młodą dziewczynę – Vin – która również okazuje się Zrodzoną z Mgły, choć nie jest jeszcze świadoma swojej mocy. Staje się ona częścią ekipy, a zarazem główną bohaterką książki.

Sanderson wprowadza czytelnika w świat nietypowej magii. Pomysł z połykaniem różnego rodzaju metali i spalaniem ich wydawał się dziwny, a jednak jest bardzo trafiony. Po kolei, dokładnie, wyjaśnia działanie każdego z nich, jednocześnie przypominając, że żaden człowiek nie jest niezwyciężony. Całość dopełnia genialnymi opisami walki. Odbiorca zmuszony jest wspiąć się na wyżyny swojej wyobraźni, próbując zobrazować sobie każdy ruch pojedynkującego się Allomanty, a efekt jest niesamowity i zapada w pamięć, pozostawiając czytelnika z szeroko otwartymi oczami. To wszystko przeplata z planowaniem rebelii. Każdy element zadania drużyny Kelsiera jest przemyślany i logiczny, choć marzenie Ocalałego o stworzeniu świata przyjaznego skaa, uwolnieniu ich od cierpienia, powstrzymaniu tysiącletniego ucisku Ostatniego Imperatora, wydaje się być nieprawdopodobne i szalone – w końcu jak obalić tyrana, który przez milenium utrzymał władzę i określany jest mianem boga?

Autor zachował balans między scenami z użyciem magii, a zwykłą strategią, w taki sposób, że odbiorca nie jest w stanie się nudzić. Książka cały czas trzyma w napięciu i budzi zainteresowanie. Sanderson skupia się również na rozwoju głównej postaci – Vin. Przemienia ją ze złodziejki, której instynkty zawsze podpowiadały, by być niewidocznym, kryć się, uciec, w potężną Allomantkę, chcącą być częścią czegoś większego i odegrać ważną rolę w tworzeniu świata, zaplanowanego przez Kelsiera. Patrzymy, jak dziewczyna powoli, targana różnego rodzaju wątpliwościami, uczy się ufać, nawiązuje pierwsze od dawna silne relacje z członkami drużyny, otwiera się na ludzi. Jej odwaga rośnie w siłę, uczucia w końcu ujrzały światło dzienne. Mimo że jest to żmudny proces, Vin stara się i jej przemiana jest silnie uwydatniona w książce.

Ostatni Imperator jest określany mianem boga, Skrawka Nieskończoności, wydaje się niezwyciężony i wszechmocny. Podporządkował sobie społeczeństwo, karmiąc je przerażeniem. Pod jego rządami, świat wydaje się umierać. Nie ma już zielonych roślin, budynki i ulice są brudne od popiołu, a nocami, wszystko spowija przerażająca mgła. Sanderson rysuje silną granicę między dwoma grupami mieszkańców. Arystokraci za nic mają pokazowe egzekucje na niewinnych skaa, wydają się nawet nieco znużeni. Ich życie kręci się wokół codziennych bali, plotek i ruchów politycznych. Żyją jakby oderwani od rzeczywistości, gdy tuż pod ich nosami, ludzie umierają z wycieńczenia i głodu. Opisy przepięknych posiadłości, witraży, bogactwa strojów, masek i fryzur, Brandon Sanderson kontrastuje z pobrudzonymi popiołem twarzami biednych, z ich podartymi łachmanami, wychudzonymi sylwetkami.

Skaa, uciskani przez tyle lat, przyzwyczaili się do swojego losu. Są zmęczeni i boją się powstać przeciwko władcy. Przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest, bez dyskusji, bez walki. Jednak największym ich problemem jest brak nadziei. Nadziei, że może być lepiej. Mimo wyraźnej różnicy między tymi dwoma grupami, w opowieści pojawia się wyjątek – postać drugoplanowa – szlachcic Elend Venture. Bogaty dziedzic potężnego rodu okazuje się człowiekiem o dobrym sercu, chcącym coś zmienić, choć nie jest w stanie. Snuje marzenia, że być może kiedyś uda mu się stworzyć kraj idealny, w którym wszyscy będą równi i wszyscy będą szczęśliwi.

Mimo że Allomancja jest największym zachwytem i perełką tej książki, pod jej osłoną, Sanderson wprowadza kilka spostrzeżeń o ludzkiej naturze. Pokazuje, jak niewiele trzeba, aby ludzie zwrócili się przeciw sobie, że dobra materialne i małostkowe pobudki mogą stać się ważniejsze od drugiego człowieka i wymazać uczucie empatii. O wiele ciężej jest odwrócić ten proces i ponownie nauczyć się ufać sobie wzajemnie. Otoczenie, wśród którego się poruszamy ma nas ogromny wpływ, jednak ostatecznie, to my sami decydujemy, jakimi chcemy być ludźmi, jeśli tylko nauczymy się odróżniać dobro od zła i wybierzemy odpowiednią drogę. Główna walka toczy się w nas samych, a wszystko zależy od naszej siły woli. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że tak naprawdę to arystokraci są niewolnikami – pieniędzy, ustawianych małżeństw, czystej, wyrachowanej polityki. I chociaż skaa nie posiadają luksusowych dóbr materialnych, mają coś znacznie cenniejszego – zaufanie, miłość – i to są właśnie priorytety, które powinny rządzić naszym życiem.

Nawet osoba obrzydliwie bogata, nigdy nie będzie szczęśliwa, nie mając kogoś, kto szczerze go kocha, kogoś, kto go ceni i nie knuje za jego plecami. Książka mówi także o tym, że, jeśli dać człowiekowi odpowiedni bodziec, jest on w stanie zmobilizować się i stanąć w walce o lepsze jutro, o to, w co wierzy. Daje do zrozumienia, że tylko zjednoczeni, ludzie mogą coś zmienić, żaden głos nie jest bez znaczenia, gdyż każdy z nich ma ogromną wartość, możliwość zmiany całego świata, jeśli tylko zachowa nadzieję.

„Z Mgły Zrodzony” Brandona Sandersona to utwór warty uwagi. Zawarte w nim elementy nietypowej magii, dynamiczne i szczegółowe opisy walki oraz elementy intrygi i strategii, zmyślnie poprzeplatanych między sobą, sprawiają, że książkę czyta się z zapartym tchem i bez znudzenia, budzi ciekawość odbiorcy oraz wywołuje pozytywną niecierpliwość, by przeczytać kolejna stronę. Wszyscy, dla których fantasy to coś więcej, niż smoki i bitwy, znajdą w tym dziele to, czego szukają.

Ocena: 4.7/5

Dyskusja