Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sherlock w grach wideo – recenzja książki „Gamedec. Granica rzeczywistości”

Współcześnie gry zmierzają do jak najdokładniejszego odzwierciedlenia rzeczywistości. Gracz przemierzając lasy czy zamki chce, aby do złudzenia przypominały prawdziwe. Według Marcina Przybyłka pod koniec XXII wieku będzie to możliwe, jednak czy ma to jedynie pozytywny wydźwięk?

Dwudzieste drugie stulecie naszej ery nie jawi się w jaskrawych barwach. Każde z miast jest klatką, otoczoną barierą ABB (Anty Bios Barier), oddzielającą mieszkańców od niebezpiecznej fauny i flory. Władzę sprawują korporację, a gry są tak rozwinięte, że większość ludzi woli wirtualną rzeczywistość, nie interesując się prawdziwym życiem. Świat sensoryczny stał się tak ważny, że problemy zaistniałe w nim wymagają poważnego rozwiązania, a najlepszym jest gamedec – detektyw od gier.

„Granica rzeczywistości” została wydana przez Dom Wydawniczy Rebis, w ramach serii „Horyzonty Zdarzeń”, w której ukazały się także inne dzieła Marcina Przybyłka. Między innymi „Orzeł Biały”, do którego część bohaterów wymyślali sami czytelnicy. Przygody gamedeca po raz pierwszy wydrukowało wydawnictwo SuperNOWA (2004 roku), a wersja z 2016 r. jest drugim, poprawionym wydaniem. Zmiany rzucają się w oczy już po spojrzeniu na okładkę. Nową grafikę opracował Tomasz Maroński i patrząc na tę z poprzedniej odsłony, śmiało można stwierdzić, że poznańskie wydawnictwo dobrze zrobiło zlecając oprawę graficzną na miarę naszych czasów. Ilustracja jest bardzo futurystyczna, zawiera sporo nawiązań do zawartości książki, a głównego bohatera przedstawia w płaszczu, tak bardzo charakterystycznym dla detektywów z dawnych lat.

Dzieło liczy czterysta sześćdziesiąt sześć stron i zawiera czternaście opowiadań. Przed każdym z nich znajduje się cytat z uniwersum stworzonego przez autora, co w ciekawy sposób wprowadza w kolejne wydarzenia. Mimo iż fabuła jest podzielona na kilkanaście części, to i tak zachowano ciągłość zdarzeń, a więc zaleca się czytanie wszystkiego po kolei. Rozczłonkowanie historii sprawiło jedynie, że szybciej i przejrzyściej można zapoznać się z przygodami protagonisty. O wiele wygodniejsze jest myślenie „jeszcze jeden rozdział”, niż wertowanie pozycji zapisanej ciągiem. Warto również zwrócić uwagę na słowniczek zamieszczony na ostatnich stronach. Pomaga on rozwiać wszelkie wątpliwości, jednak przeczytany przedwcześnie może zdradzić pewne fragmenty historii, o czym przestrzega autor wraz z wydawnictwem, a więc należy czytać rozważnie.

Nawet będąc fanem spędzania czasu przed PC albo konsolą można sobie pomyśleć: „Solver (spec od rozwiązywania zagadek w wirtualiach)? To brzmi dziwnie.” Każdy, kto z takim podejściem odłoży książkę na sklepową półkę, popełni błąd. Koniecznie trzeba zapoznać się z pierwszym opowiadaniem, aby zrozumieć, co autor wykoncypował. W „Małpiej Pułapce” do głównego bohatera, Torkila Aymore’a, zgłasza się niesamowicie piękna kobieta, co przywodzi na myśl klasyczną scenę z detektywem w kapeluszu za biurkiem i ogromnie urodziwą zleceniodawczynią. Ponadto narracja jest pierwszoosobowa, a więc czytając, poznajemy od razu myśli protagonisty, co także wielokrotnie było ukazane w klasyce gatunku. Pisarz doskonale wkomponował stereotypowy obraz w futurystyczny krajobraz. Pierwsze opowiadanie doskonale przedstawia świat nowoczesnej Warszawy oraz zalety i wady wirtualiów. Dalej, jest już tylko lepiej.

Marcin Sergiusz Przybyłek stworzył niezwykłą wizję przyszłości. Historia dzieje się w Warsaw City, w którym znajdują się takie dzielnice jak: Ursynou czy Jollybou, a nazwy te wywołują uśmiech na ustach czytelnika doceniającego poczucie humoru pisarza. Po niebie suną latające auta, budynki lewitują na platformach, a wszystko od reszty świata oddzielone jest przez ABB. Przez niebezpieczeństwo związane z zagrożeniami znajdującymi się za barierą, krajobraz realium ogranicza się jedynie do miasta. Nie można przez to sądzić, że tło będzie monotonne i powielane, ponieważ spora część akcji osadzona jest w grach, a tam to hulaj dusza! Duchy, dinozaury, super szybkie samochody i wiele, wiele innych!

Torkil otrzymuje różne sprawy, a każda z nich jest mniej lub bardziej złożona, jednak tak samo zajmująca. Zagadki wciągają, a zakończenie sprawy niezwykle ciekawi. Ponadto problemy poruszane przez pisarza zadowolą miłośników dumania, ponieważ w świecie, w którym wirtualne życie uderzająco przypomina rzeczywiste, łatwo można przestać dostrzegać granicę. Ten aspekt jest niezwykle ważny, a sam główny bohater może mieć z tym problem. Wizja gier na pewno spodoba się fanom MMO (Massively multiplayer online), bo dzięki niej, inaczej spojrzą na swoje zainteresowania.

„Gamedec. Granica rzeczywistości” jest dziełem zawierającym niezwykłą wizję, dopieszczoną w każdym szczególe. Dzięki osadzeniu fabuły w grach, krajobrazy zmieniają się prawie co rozdział, a każdy z nich tak samo zaciekawia. Mimo iż książka przedstawia przygody detektywa, to czytelnik nie uświadczy tu sztampowych śledztw związanych z morderstwem. Za to otrzyma wiele rozważań związanych z rzeczywistością i ludzkimi pragnieniami.

Ocena: 4/5

Dyskusja