Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Święta kreska i treść bogata – recenzja książki „Święci i biesy”

Odręczne szkice oraz merytoryczna wiedza z podręczników i naukowych tekstów razem mogą stworzyć ciekawy a przyjemny dla odbiorców melanż dwóch mediów, doświadczanych na różne, odmienne sposoby – i taki pomysł wykorzystali między innymi Witold Vargas i Paweł Zych, wspólnymi siłami pisząc i rysując komponenty do woluminów spod znaku Legendarza. Jednym z takich dzieł są „Święci i biesy”, czyli nareszcie w pełni odzwierciedlona tematyka tytułu etnograficzno-teologicznego cyklu.

Wydawnictwo Bosz prężnie wydaje albumy poświęcone podaniom, legendom, wierzeniom ludowym czy mitologii, które w serii Legendarz, tworzą Paweł Zych i Witold Vargas oraz Bartłomiej Grzegorz Sala – zachwycające wnikliwą treścią, nie raz kilkoma wersjami konkretnego opowieści wspomnieniowej bądź historii bohatera folkloru, graficznym uzupełnieniem oddającym atmosferę tekstu i sylwetki (albo miejsca, legendy itd.). Autorzy jednak przyznają się, że nie są do końca specjalistami, to raczej ich pasja, którą chcieliby podzielić się z innymi, a także pokazać, iż polska (i nie tylko) tradycja etnograficzna jest nader bogata i wciąż może inspirować, czemu sami dali dowód kreując szkice do przedstawianych postaci oraz wydarzeń.

Przede wszystkim nazbyt często zdarzało się twórcom popełniać błędy logiczne, ale w tym tomie na szczęście mankamenty pokroju złego nazewnictwa danego zjawiska nie mają miejsca, lub są wcale rzadkie. Dajmy na to terminem legenda – opowiadaniem o charakterze religijnym – raczej nie powinniśmy określać podania, opowiadania wspomnieniowego czy historii postaci z folkloru. Z samą treścią również bywa różnie, bo mimo że czasem prezentowana jest bujnie, to nie zawsze daje się odszukać właściwe źródła, co wprowadza w swego rodzaju ambaras związany z autentycznością – znając wcześniejsze utwory twórców, zakładam jednak, że okazali się bardzo dociekliwymi poszukiwaczami.

Niemniej, nie należy zapomnieć o samej esencji „Świętych i biesów” – nikogo zatem nie zdziwi, że tytuł mówi tu wszystko. Zych i Vargas biorą na warsztat żywota świętych i nieodmiennie towarzyszące im monstra rodem z piekielnych czeluści. Autorzy przytaczają czytelnikom historie z nimi związane, legendy właśnie, uzupełniając treść nie tylko nastrojowymi i wzorowanymi na ryciny ilustracjami, ale także przesądami bądź zwyczajami powiązanymi z dniem konkretnego świętego. Żywoty i legendy są natomiast plastyczne i nie zawsze takie same w każdym regionie, co duet twórców nie omieszkał zauważyć umieszczając częstokroć kilka opowieści z poszczególnymi świętymi w rolach głównych.

Jeżeli chodzi o warsztat to nie mamy do czynienia z zawodowymi pisarzami – na kartach albumu nie uświadczymy wyrobionego pióra, górnolotnego stylu czy plastycznych opisów, na szczęście wolumin nie jest usiany także mało zjadliwymi dla interpretatorów frazami. Jest prosto, jasno i rzeczowo. Z drugiej strony jednak mamy bardzo dobrze wyobrażone ilustracje, które udowadniają, że choć w piórze autorzy nie sięgają wyżyn, to już z ołówkiem radzą sobie niby Święty Jerzy z kopią.

„Święci i biesy” to pozycja nader ciekawa i godna uwagi, z pewnością nie jest przeznaczona dla osób szukających beletrystycznych intryg, emocjonujących faktów czy zarejestrowanych zjawisk paranormalnych, ponieważ – podkreślmy – to książka etnograficzna, skierowana generalnie do laików, którzy chcieliby po trosze liznąć kultury ludowej, powoli odchodzącej w zapomnienie. Warto znać, warto czytać, warto podziwiać.

Ocena: 4/5

Dyskusja