Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Drugie życie baśni – recenzja książki „Dziki łabędź i inne baśnie”

Baśnie żyją. W kulturze popularnej – filmach, literaturze, malarstwie, a co najważniejsze – w tradycji czytania ich do snu dzieciom. Takie zdaje się być przeznaczenie bajek, choć pierwotnie nie były one historiami zawsze skierowanymi do dzieci. Michael Cunningham wraca do korzeni. I jest to spektakularny powrót.

Autor zadał sobie pytanie, czy ze znanych wszystkim motywów można wyciągnąć coś jeszcze. I okazało się, że można, i to całkiem sporo. Wystarczy nieco zmienić uniwersum i klasyczne postaci wrzucić do czasów współczesnych. Brzmi banalnie? Nic bardziej mylnego. „Baśnie dla dorosłych” udowadniają uniwersalność i ponadczasowość starych historii, ale pokazują też, co zmyślne, dowcipne i utalentowane pióro może wyczarować z od dawna osłuchanych, znanych wszystkim bajek.

Sam autor uznany jest za jednego z najciekawszych współczesnych pisarzy amerykańskich. Na swoim koncie ma „Dom na krańcu świata”, „Z ciała i z duszy”, „Godziny” – nagrodzone Pulitzerem oraz PEN/Faulkner Award, zekranizowane przez Stephena Daldry’ego (w rolach głównych Meryl Streep, Julianne Moore oraz Nicole Kidman), „Wyjątkowe czasy”, „Nim zapadnie noc” i „Królową Śniegu”.

Cała fabuła, choć trudno o takowej mówić w zbiorze opowiadań skoncentrowana jest wokół kilku pytań, które być może pojawiły się u czytelnika po lekturze baśni, a mianowicie: dlaczego Piękna poprosiła ojca tylko o białą różę? W jaki sposób zostaje się czarownicą? Co się dzieje z królewiczem skazanym na życie z łabędzim skrzydłem zamiast ramienia? Jaki los czeka bohaterów bajki ludowej, gdy wybrzmi „I żyli długo i szczęśliwie”?

Odpowiedzi na te pytania prowadzą do unowocześnionych, uwspółcześnionych wersji. I tak w zbiorze Cunninghama znajdują się tytułowy „Dziki łabędź”, „Baba Jaga”, „Piękny Jaś”, „Małpia łapka”, „Ołowiany, dzielny”, „Bestie” i kilka innych. Czytelnik wkracza w ten świat z poczuciem, że to świat bardzo dobrze mu znany. Pierwsze zaskoczenie spotyka go już w rozdziale wstępnym, zatytułowanym „Roz.Czarowanie”.

Większość z nas może czuć się bezpieczna. Jeśli nie jesteś delirycznym snem wyśnionym przez bogów, jeśli twoja uroda nie drażni gwiezdnych konstelacji, nikt nie rzuci na ciebie zaklęcia. Nikomu nie będzie się chciało zamieniać cię w bestię ani usypiać na sto lat.

Michale Cunningham napsocił. Okiem dorosłego spojrzał w świat, tak bezkrytycznie i naiwnie przyjmowany przez dzieci. Zreinterpretował motywy i spojrzał dużo głębiej w psychikę bohaterów, którzy do tej pory mieli przyklejone łatki „dobry” lub „zły”. I okazało się, że w typowym antagoniście typu Baba Jaga drzemie wielkie, nieszczęśliwe serce, a sztampowi protagoniści à la książę całujący Śpiącą Królewnę mają niejedno za uszami. Odkrywcze jest samo wrzucenie sylwetek w znane nam realia. Baśnie uczą, że miłość jest w stanie pokonać największe przeciwności – ale chyba tylko w bajkach ludowych. Dziś która z panien chciałabym mieć za męża mężczyznę z łabędzim skrzydłem zamiast ramienia? Ten oczywiście nie ustaje w poszukiwaniach takowej, jednak tu trudno o szczęśliwe zakończenie, chyba żeby szczęściem nazwać cowieczorne upijanie się i budzenie z kacem, za kompana mając tylko to kłopotliwe skrzydło. Tak, czasami koniec „spada na wszystkich jak ostrze gilotyny” – ciut za wcześnie, ciut za późno, nie w tym momencie… To zachwycający eksperyment, skłaniający do głębokiej refleksji, ujawniający mroczne oblicze baśni i mroczne oblicze ludzi, takich z krwi i kości, nie tylko pięknych, młodych, wiedźmowatych lub książęcych.

Wielką zaletą tej publikacji jest jej język. Każde zdanie jest wyważone i czemuś służy. Nie ma zbędnych słów i opisów, to w pewien sposób surowy język – ale takie są właśnie baśnie, dość krótkie, ale nasycone treścią i z dobrze scharakteryzowanym światem przedstawionym. Samo wydanie jest przepiękne i tu wielkie ukłony dla wydawnictwa REBIS za kremowy, sztywny papier, wielką staranność w składzie i złamaniu tekstów, za wielką klasę, dzięki której sensualne obcowanie z książką jest prawdziwą przyjemnością. Historie opatrzone są ilustracjami Yuko Shimizu, utalentowanej japońskiej artystki, której prace publikuje m.in. „Time”, „New Yorker” czy „New York Times”.

Trudno określić target tej książki. Z jednej strony owszem, to utwory stylizowane na baśnie – jednak czy są odpowiednie, by czytać je najmłodszym do snu? Niekoniecznie. Ich całą magię odkryje ktoś, kto już zadawał sobie pytania, na które nie znalazł odpowiedzi w baśniach – dorosły i nieco bardziej dojrzały czytelnik. Nie oznacza to jednak, że wersje Cunningham przeznaczone są tylko i wyłącznie dla dorosłych. Pytanie tylko, czy dzieci będą zadowolone z prozaicznie rzeczywistego świata, w którym magia ma tak gorzki posmak, a długo i szczęśliwie nie oznacza miłości po grób?

Ocena: 5/5

Dyskusja