Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Enigmatyczność, atmosfera i przekaz krokiem do doskonałości – recenzja książki „Pustki”

Chwalona przez Stephena Kina powieść „Pustki” zaskakuje sugestywnością, wyczuciem i alegorycznością języka rodem z poezji Edgara Allana Poego oraz Williama Szekspira. A to że rekomenduje ją król współczesnego horroru nie oznacza wcale, iż jest to prosta i czysto rozrywkowa opowiastka, strasząca i niepozostawiająca głębszych refleksji. Andrew Michael Hurley pokazuje, że literaturę grozy stać na bardzo wiele i nie musi ograniczać się do kliszowych granic.

Co ciekawe Hurley nie ma znacznego dorobku literackiego, dotychczas na jego koncie znajdowały się ledwie dwa zbiory opowiadań, a „Pustki” to jego pierwsze pełnoprawne dzieło powieściowe, ale najwyraźniej nie zawsze potrzeba długoletniej praktyki pisarskiej, aby stać się mistrzem pióra. Chociaż w owej materii można się spierać, bowiem autor na co dzień wykłada literaturę angielską i prowadzi kursy kreatywnego pisania – co ewidentnie pomogło mu w pracy artystycznej. I właśnie ta praca odróżnia go między innymi od twórców pokroju Stephena Kinga czy Grahama Mastertona – oni są rzemieślnikami w swym fachu, nie kreują dzieł sztuki, tylko popularny produkt, Hurley zaś wykonał tekst iście artystyczny.

Plastyka opisów oraz barwa języka sprawia, że autorowi bliżej do Deana Koontza, szczególnie do stylu jaki zaprezentował w „Mieście”, acz to zasadniczo dwa zupełnie różne warsztaty, ulokowane na podobnym poziomie. Jednak rozchodzi się o to, że Hurley już w pierwszej autorskiej powieści sięga wysoko stylem artystycznym, niestety coraz rzadziej widzianym w beletrystyce. Metaforyka słów, porównań i całych fraz jest jednym z czynników pozytywnego odbioru lektury, ale stanowi również element zazębiający się i wspomagający budowanie wyważonego klimatu – drugiego aspektu za który można książkę pokochać.

Nie należy też zapominać o intrydze utworu, niespychanej na dalszy plan przez narrację, atmosferę czy formę. Na szczęście i w owym obrębie autor wychodzi obronną ręką, udowadniając, że równowaga ma ogromne znaczenie w całościowym ujęciu dzieła. Warstwa fabularna opiera się tutaj przede wszystkim na wyraźnej osi: swoistej pielgrzymce, mającej na celu uzdrowienie pewnego chłopca i pobudzenie świadomości religijnej w uczestniczących – co nie do końca zakwita tak, jak zakładali inicjatorzy.

Grupa przyjaciół wraz z młodym księdzem rusza do samotni, gdzie w pokoju od zgiełku wielkiego świata przycupnęła osada Moorings, ukryta w cieniu i wychylająca się z niego. Znajduje się tam święte źródełko o rzekomo cudownych właściwościach, które wraz z siłą modlitwy oraz wiary mają uleczyć Hanny, chłopca, który nie rozwinął się w pełni emocjonalnie i intelektualnie – będącego motorem napędowym pielgrzymki. To dla grupy także świetna okazja, aby pogłębić swą wiarę i przygotować się na wielkanocne nadejście Chrystusa. Niestety, mistyka jedynie w założeniu jest taka cna i godna podziwu, bo miast prawdziwego, czystego oddania na wierzch wychodzi fanatyzm oraz nieokreślone stanowisko wobec zjawisk nadprzyrodzonych, nierzadko zawierających w sobie wiarę w melanż pogańskich obrządków, jak i typowo chrześcijańskich rytuałów. A w tle lokalna społeczność, zamknięta na obcych, skrywa niepokojące tajemnice.

Wielowątkowość nie jest cechą wyróżniającą utwór, bowiem poboczne motywy są dodatkiem kontrastującym albo wspomagającym rozwój wydarzeń bądź głębsze przedstawienie bohaterów. Czytelnik nie ma także do czynienia z sztucznymi wypychaczami, mającymi poszerzyć wolumin czy sprawić, aby książka stała się bezzasadnie „bogatsza” – wręcz przeciwnie autor zmyślnie nie wyjaśnia wielu zjawisk, lecz pozostawia gdzieniegdzie tropy, które pozwalają interpretatorowi samemu dochodzić do znaczenia oraz na własną rękę poszukiwać rozwinięć. Takie założenie już na samym początku zmusza odbiorcę do głębszego skupienia, skoncentrowania uwagi na szczegółach i pobudzenia wyobraźni. Sugestywność ta przyczynia się do nadania powieści charakteru przybliżonego do powieści gotyckiej, aniżeli współczesnego horroru, aczkolwiek nie można tutaj stricte wyznaczyć potwora czy zjawisko paranormalne. Jedno jest jednak pewne, w scenerii urokliwego, choć mrocznego i niepokojącego Moorings działają siły nie z tego świata.

Hurley dodatkowo stawia na przekaz, wyrażony w „Pustkach” za pomocą różnych środków, które mają też zastosowanie w lekturze – warstwa obyczajowa i relacje rodzinne autor zarysowuje tutaj zgrabnie, obnażając jednocześnie nieprzykładną moralność oraz alienację członka familii, umotywowaną czynnikiem kompletnie od niego niezależnym. Do tego dochodzą kwestie powiązane z wiarą – jej oblicza: dogmatyczne, fanatyczne, wymuszone czy sztuczne; to aspekty poddane analizie podczas narracji, gdzie pisarz działa jedynie jako rejestrator, nie wartościujący zagadnień. Niemniej, odczytanie zachowań, credo i obrzędowości raczej nie będzie jednoznaczny, a przynajmniej nie czysto pozytywny względem przedstawianych zjawisk.

Sylwetki bohaterów również odgrywają przy interpretacji dużą rolę, ale nie jako postacie działające według określonego fabularnie wzorca. Hurley zadbał o to, aby bohaterowie posiadali głębię, chociaż częstokroć pozostawia pewne sekrety i luki dla odbiorcy, które interpretator musi sobie samodzielnie wypełnić. Jednak motywacje i cele dużego grona charakterów są dla czytelników jasne i w jakimś stopniu zrozumiałe. Dzięki takiemu podejściu świat przedstawiony zyskuje na realizmie, chociaż sam w sobie jest mocno nierealistyczny.

Moorings, Pustkami zwane, to miejsce – a także pełnoprawny, acz cichy bohater – które emanuje aurą niepokoju, niebezpieczeństwa, tajemniczości i posępności, co tylko wzmacnia pokusę zajrzenia do owej miejscowości. Nader urokliwej i budzącej w człowieku osobliwe przekonania. Należycie zarysowana sceneria oraz jej modus operandi sprawiają, że czytelnik od razu wczuwa się w skrzętnie budowaną atmosferę miejsca. I to bodaj ostatni z wielkich plusów powieści Hurleya.

Mimo że książka ma leniwe tempo, a akcja powieści – przede wszystkim skoncentrowana na głównej osi fabularnej książki – rozwija się stopniowo, nieśpiesznie, to „Pustki” magnetyzują sprawnie poprowadzoną narracją, sekretnością lokacji, bohaterów i zjawisk, barwą języka oraz tłem wierzeniowo-socjologicznym. I chociaż powieść nie porywa w zawrotny wir zdarzeń, nie epatuje widowiskowymi scenami i nie zmienia gwałtownie biegu wypadków, to pochłania czytelnika szeroką gamą innych aspektów, które z pewnością połechczą co wybredniejsze gusta.

Ocena: 4.3/5

Dyskusja