Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Historia w genach zapisana – recenzja książki „Ostatni potomkowie”

„Ostatni potomkowie” to pierwsza część trylogii Assassin’s Creed – Last Descendants. Jest to książka z uniwersum gry komputerowej z roku 2007, opierającej się na pomyśle technologii pozwalającej na dostęp do ludzkiej pamięci genetycznej. Umożliwia ona cofnięcie się do odległych czasów i przeżywanie wydarzeń, których świadkiem był przodek użytkownika maszyny.

Owen to nastolatek wychowywany przez matkę i dziadków. Jego ojciec zmarł w więzieniu, oskarżony o rzecz, której – zdaniem chłopca – nie zrobił. Przez ten pogląd, relacje między rodziną a głównym bohaterem nie układają się dobrze. Pewnego dnia dowiaduje się on o Animusie – maszynie pozwalającej na przeniesienie się do wspomnień genetycznych. Owen dostrzega w niej szansę oczyszczenia taty z zarzutów. Okazuje się jednak, że nie jest to możliwe. Zamiast tego, wciela się w swojego innego przodka, trafiając do drugiej połowy XIX wieku, w sam środek rozruchów przeciw przymusowemu poborowi. Razem z Variusem przeżywa wydarzenia tamtych czasów i dowiaduje się o istnieniu dwóch grup – Bractwa Asasynów i Zakonu Templariuszy, od wieków żywiących do siebie antagonizmy.

Każda ze stron ma inną wizję świata i toczy o nią spór, a przedmiotem, który mógłby dać zwycięstwo jednej z nich, okazuje się Fragment Edenu – artefakt o niezwykłej mocy. Chłopak, podczas symulacji, natrafia na jego ślad i wraz z kilkoma innymi nastolatkami, zwabionymi przez szkolnego nauczyciela możliwościami Animusa, odgrywa krzyżujące się ze sobą sceny z przeszłości ich przodków, aby dowiedzieć się, gdzie przepadł ów przedmiot. O wszystkim dowiadują się zarówno Asasyni, jak i Templariusze, za wszelką cenę pragnący uzyskać informacje na temat Fragmentu, by posiąść władzę, o jakiej się ludziom nie śniło. Jednak aby je zdobyć, potrzebują pomocy i wiedzy uczniów, którzy weszli w kontakt z poszukiwanym obiektem. Rozpoczyna się walka z czasem i gonitwa za zaginionym artefaktem. Każdy z nastolatków widzi teraz świat przez pryzmat doświadczeń zapewnionych przez maszynę. Nie wiedzą, komu mogą ufać, jakie czai się na nich niebezpieczeństwo, ile mogą zdradzić, kto ma rację i po czyjej stanąć stronie.

Książka jest napisana prostym, niewymagającym językiem. Dialogi w świecie współczesnym, sprawiają wrażenie dość płytkich i mało znaczących. Jednak szczególnie irytujące wydaje się być słowo „okej”, nachalnie pojawiające się w niemalże każdym zdaniu. Nieco lepiej prezentują się rozmowy prowadzone w Animusie, między przodkami poszczególnych nastolatków, jednak na próżno szukać dyskusji wysokich lotów, czy głębokich monologów. Autor głównie skupia się na wydarzeniach, gdzieniegdzie wtrącając opisy, które sprawiają wrażenie zbędnych i nic nie wnoszących do kreacji świata, charakterów, czy fabuły. W końcu, komu potrzebny jest opis procesu obierania pomarańczy, gdy w żaden sposób nie wpływa on na otoczenie? Czytelnik może odnieść wrażenie, że Kirby stara się nieco zapełnić opowieść. Bez tego typu wtrąceń, książka byłaby krótsza o co najmniej kilka stron. Zamiast tego, można by oczekiwać większego skupienia na emocjach zawartych w dziele postaci. Niestety, w tytule tego brakuje, a więc odbiorca może czuć niedosyt, gdyż nie jest w stanie wczuć się w role bohaterów, czy z nimi utożsamić.

Postacie w „Ostatnich potomkach” nie są mocno ugruntowane. Matthew J. Kirby tworzy ich zarys, starając się każdemu nadać choć jedną charakterystyczną cechę, czy to charakteru, czy wyglądu. Każda osoba zdaje się być wstępnym szkicem, podstawą do dalszego rozwijania, co daje autorowi spore pole do popisu w kolejnych częściach. Mając na uwadze minimalne zmiany, jakie zachodzą w nastolatkach, po pierwszym doświadczeniu dramatycznych wydarzeń z maszyny, można się spodziewać dalszych przemian w ich psychice. Perspektywa takiej ewolucji budzi zainteresowanie czytelnika, gdyż może prowadzić do powstania silnie rozwiniętych osobowości.

Dziełu brakuje dynamizmu. Mimo że liczy sobie ono trzysta czterdzieści dziewięć stron, większość czasu narracja prowadzona jest zachowawczo. Kiedy odbiorca trafia w końcu na potencjalny zwrot akcji, jego rozwiązanie może budzić zawód. Brak tu oczekiwania, emocji oraz momentu zaskoczenia, który mógłby pozostawić adresata z szeroko otwartymi oczami i niecierpliwie czekającego na przewrócenie kolejnej kartki. Kirby stosuje też sztampowe rozwiązania rodem z amerykańskich filmów akcji – przyciemniane szyby, strzałki ze środkiem nasennym i inne, znane z produkcji Hollywood. Niekiedy również można odnieść wrażenie, że pomijając kilka stron, nic nie zostałoby stracone – co tylko uwydatnia luki fabularne, mimo dużego skupienia na wątkach pobocznych, które historię powinny dopełniać. Dodatkowo, historie te zamieszczone są w dziele kosztem scen poruszania się i walki Asasynów, czyli elementów, które budzą największy zachwyt.

Na plus można zaliczyć spójność książki z grą komputerową. Autor nawiązuje do jej pierwszych części, pamiętając również o stworzonych zasadach funkcjonowania Animusa. W tym aspekcie, nie zapomina o żadnym szczególe i dokładnie wyjaśnia funkcjonowanie oraz możliwości maszyny.
Dla osób zaznajomionych z pierwowzorem historii o Asasynach, może to być moment, w którym uśmiechną się sentymentalnie. Oprócz tego, stara się pokazać wady i zalety Bractwa i Zakonu – nie wartościuje, która grupa jest lepsza, a pozostawia czytelnikowi pole do przemyśleń i podjęcia własnej decyzji, co do słuszności motywów i działań organizacji, obiektywnie przedstawiając racje obu. Opowieść zawiera również wydarzenia wplecione w autentyczną historię, co może potęgować wrażenie realizmu. Matthew J. Kirby muska temat rasizmu, zarówno w XIX, jak i współczesnym wieku. Choć może się on wydawać poruszony jedynie „przy okazji”, zagłębiając się w lekturę, adresat zauważy, że autor nie boi się opisywać brutalności i nie owija jej w kolorową bibułkę, aby była bardziej przystępna. Wprost mówi o nienawiści i sposobie jej okazywania wobec osób o innym kolorze skóry, przy okazji przypominając, że ci ludzie również mają kochające rodziny i także czują ból – zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Pokazuje, jak jedno wydarzenie może kogoś zmienić i zaważyć na całym jego życiu.

„Ostatni potomkowie” Matthew J. Kirby’ego nie jest dziełem wybitnym. Grupą docelową tej książki stają się głównie młodzi ludzie w wieku szkolnym, ze względu na prosty język i konstrukcję fabuły. Mimo wolno rozwijającej się akcji, należy pamiętać, że jest to pierwsza, z planowanych trzech części, a więc stanowi swego rodzaju wprowadzenie i może być jedynie podłożem do opowiedzenia ciekawej historii. Jest to kompozycja otwarta, pozwalająca na pociągnięcie jej w dobrym kierunku. Osoby oczekujące od literatury czegoś więcej – wyszukanego języka, misternych opisów, motywów i odniesień, poruszania problemów natury etycznej i moralnej, zmuszania do myślenia, a także ciągłego napięcia, nie znajdą tu nic dla siebie. Z kolei ci, którzy chcieliby się odprężyć w nudny, zimowy wieczór, przy niewymagającej książce, mogą uznać utwór za wart uwagi.

Ocena: 2.8/5

Dyskusja