Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jazda na gapę według Monthy Pythona – recenzja książki „Autostopem przez galaktykę”

Witajcie Ziemianie! Bardzo przykro przerywać wasze popołudniowe zajęcia, ale właśnie przybyliśmy, żeby zniszczyć planetę. Nie bierzcie tego do siebie, nic do was nie mamy, serio. Chodzi o to, że Ziemia zupełnym przypadkiem znalazła się na trasie nowej galaktycznej autostrady i cóż, po prostu musimy usunąć tę przeszkodę – nomen omen – z drogi. Tylko nie mówcie, że nie daliśmy możliwości protestu! Przecież ogłoszenie o planowanej rozbiórce zostało umieszczone na powierzchni Alfy Centaurii ledwie dziesięć lat świetlnych od was. Skoro nie zechciało wam się nawet ruszyć i przeczytać ogłoszenia, to tym bardziej kierowanie jakichkolwiek wyrzutów w naszą stronę jest nieuzasadnione…

W dużym skrócie tak właśnie rozpoczyna się książka Douglasa Adamsa „Autostopem przez galaktykę”. Jej głównym bohaterem jest Artur Dent, przeciętny mieszkaniec podlondyńskich przedmieść, którego dom ma zostać zburzony, ponieważ stoi na trasie planowanego już od dawna rozwoju infrastruktury drogowej. Na całe szczęście Artur ma przyjaciela, Forda Perfecta – imię nietypowe tak jak sam znajomy, który okazuje się kosmitą. Ford utknął na Ziemi w trakcie zbierania materiałów do książki „Autostopem przez galaktykę” – czyli do najlepszego przewodnika dla wszystkich pragnących zwiedzić wszechświat za grosze. Szczęśliwy zbieg okoliczności doprowadza do tego, że obu bohaterom udaje się zwiać z środka Armagedonu, co rozpoczyna ich niezwykłą podróż przez kosmos, w trakcie której będą poznawać nieodkryte wcześniej światy, spotykać się ze starymi znajomymi, czy nawet dążyć do rozwiązania tajemnicy sensu istnienia. Wszystko to podlane cudownym humorem w stylu Monthy Pythona.

Douglas Adams reprezentuje brytyjski typ humoru. Dlatego jeśeli nie śmieszyły was nigdy żarty związane ze świętym Graalem, bądź żywotem Briana, to tutaj również raczej nie będziecie się zbyt często uśmiechać. Wszystkich miłośników Johna Cleesa i spółki nie trzeba będzie raczej namawiać do tego, by po „Autostopem przez galaktykę” sięgnęli. Absurd goni tutaj absurd, jedna zabawna sytuacja przechodzi w drugą. Siłą tej książki bez wątpienia są te wszystkie wspaniale skonstruowane sytuacje, przypominające dobry skecz brytyjskiej grupy komików (zresztą Adams pisał dla Monthy Pythona niektóre skecze). Kierownik rozbiórki proszony o to, aby położyć się w błocie i powstrzymać dalszą jazdę buldożerów, rasa kosmitów wyjątkowo nieznosząca wszelkiej maści pasażerów na gapę i dysponująca straszliwą zdolnością do torturowania swoją poezją, wreszcie statek międzygwiezdny „Serce ze złota” wykorzystujący napęd nieskończonego nieprawdopodobieństwa, pozwalający poruszać się szybciej od światła i dotrzeć do tych zakątków galaktyki, które wydawały się istnieć jedynie w legendach. Nie byłoby tych wszystkich zabawnych sytuacji, gdyby autor nie stworzył odpowiednio przerysowanych postaci. I tak mamy Artura Denta, typowego przedstawiciela planety Ziemia, który bez przerwy stara się odnaleźć w totalnie dla niego obcej rzeczywistości. Jest Ford Perfect, który przejawia ciągoty do mocnych alkoholi i całkowicie pochłania go praca nad aktualizacją książki. Oprócz nich nie wolno zapominać o prezydencie galaktyki o dwóch głowach, czyli o Zaphodzie Beeblebroxie, który mógłby służyć jako idealny przykład na to, że powiedzenie „co dwie głowy to nie jedna” jest kłamstwem. Towarzyszy mu ziemska kobieta imieniem Trillian, a całą paletę postaci dopełnia superinteligentny robot Marvin, który znajduje się w stanie permanentnej depresji.

„Autostopem przez galaktykę” to nie tylko nieprzerwana dawka brytyjskiego poczucia humoru. Gdzieś tam w tle możemy odnaleźć próby przemycenia filozoficznych rozważań nad istotą wszystkiego – w książkach Douglasa Adamsa to zjawisko ma nawet specyficzną nazwę – Wielkie Pytanie o Życie, Wszechświat i całą resztę. Każdy z nas przecież z pewności zastanawiał się nad tym: „Co ja tutaj robię?”; „Po co to wszystko jest?”. W książce nie znajdziemy łatwych odpowiedzi, cóż, mówiąc szczerze nie znajdziemy żadnych odpowiedzi, jedynie wskazówki, które mogą zmienić w pewnym sensie nasz sposób myślenia, oczywiście cały czas pozostając w stylistyce krzywego zwierciadła. Także jeżeli obawialiście się, że powieść w pewnym momencie zacznie stanowić jedynie serię przerysowanych filozoficznych rozważań to spieszę uspokoić, że autor prawie idealnie zharmonizował oba elementy swojego dzieła, przez co czyta się je tak dobrze. Nie można także zapomnieć o wpisach prosto z „Autostopu przez galaktykę”, które znajdziemy w przerwach pomiędzy kolejnymi rozdziałami. Bo trzeba powiedzieć, że początkowo książka była słuchowiskiem radiowym w odcinkach, także aby słuchacze nie wypadli z obiegu i pamiętali, co się wydarzyło np. tydzień temu, autor przypominał, bądź zapowiadał nadchodzące wydarzenia za pomocą tych krótkich wpisów z najlepszego przewodnika dla kosmicznych wędrowców. Czy i wy jesteście chętni wybrać się w podróż za garść kosmicznych kredytów? Jeśli tak, to siadajcie wygodnie, zapnijcie pasy, bo odpalamy napęd nieprawdopodobieństwa i mkniemy na spotkanie nieznanego!

Ocena: 4/5

Dyskusja