Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Krew Dwóch Róż – recenzja mangi „Requiem Króla Róż” #1 i #2

Niewątpliwie „Requiem Króla Róż” stanowi – jak do tej pory – bodaj jedno z najciekawszych dzieł, osadzonych w realiach Wojny Dwóch Róż, acz wcale nie skupia się na paranormalnych romansach czy ciągłym rozlewie krwi. Wręcz przeciwnie, na luźnych motywach autor przedstawił opowieść, w której liczą się ludzkie relacje, uczucia i rozterki, nie zapomina także o kosztach i stratach, będących efektem tego konfliktu, zaś zjawiska paranormalne to alegoria oraz symbol.

W komiksie japońskim okresy historyczne Wielkiej Brytanii przewijają się niezwykle często – szczególnie czasy wiktoriańskie („Kuroshitsuji”) – fascynacja owym królestwem nie jest niczym nowym, bowiem nawet nasi rodzimi twórcy osadzają tam akcję swych utworów. Trzeba jednak oddać pokłon w stronę komiksiarzy Kraju Kwitnącej Wiśni, którzy do perfekcji opanowali kreowanie fikcji na pozornie nieznanych sobie ziemiach, a czynią to z takim dystansem i znajomością realiów, że nawet mocno je modyfikując zyskują niesamowity owoc.

Wojna Dwóch Róż stanowi jeden z najbardziej znaczących w historii Anglii konfliktów wewnętrznych, kształtujący nie tylko ogólną świadomość kulturowo-polityczną, acz także przyczyniającą się do późniejszych wydarzeń, które na zawsze przemieniły nie tylko oblicze tego państwa, ale i całej Europy. Tak ciekawe czasy zainspirowały już niejednego artystę – ot, choćby George’a R.R. Martina, pisarza, który na podstawie tej wojny stworzył swoje magnum opus: „Pieśń Lodu i Ognia”. Aya Kanno nie jest pierwszą japońską scenarzystką komiksów, sięgającą do tego okresu, ale to ona – moim zdaniem – najciekawiej wykorzystuje owe zdarzenia.

Dwa pierwsze tomy japońskiego komiksu Aya Kanno, „Requiem Króla Róż”, ukazują fascynację Japończyków Anglią, pozornie odległą krainą – niemniej, mocno wyeksploatowane na kartach powieści rysunkowej motywy z dramatów Williama Szekspira stanowią jedynie pretekst, aby stworzyć interesującą, mroczną i tajemniczą historię, w której głównymi bohaterami nie będą wydarzenia i bitwy, lecz ludzie – od tych maluczkich, po bitewnych lwów.

Ryszard Plantagenet, książę Yorku, wyszydzany na dworze królewskim postanawia przywrócić swojej gałęzi rodu świetność i występuje przeciw dalekiemu krewniakowi, Henrykowi VI, co ma przyczynić się do sprowadzenia na głowę Ryszarda korony. I mimo początkowych zapewnień, przez lata wszystko się zmienia, przysięga monarchy o oddaniu insygniów i władzy nie ma już takiej mocy, odkąd królowa Małgorzata i jedyny syn obecnie panującego, Edward Lancaster, zaczynają mieszać. Książę Yorku, ojciec trzech synów – drobne uszczuplenia względem autentycznych dziejów – wyrusza po raz kolejny przeciw swemu seniorowi i odbiera mu koronę, mianując się panem Anglii. Lancasterowie mimo wszystko dalej mają roszczenia oraz garść wojsk, dlatego ruszają na nowego władcę, i udaje im się go zranić tylko podstępem, chociaż ostatecznie i tak nie odbierają Yorkom tronu.

Scenariusz obu tomów może wydawać się na pierwszy rzut oka odrobinę chaotyczny, ale to początkowe – mylne – wrażenie, bowiem po serii otwieranych wątków i dynamicznych scen walki, następują subtelne zwolnienia tempa, które pozwalają czytelnikowi zorientować się co się wydarzyło, jaką kondycję posiadają w konkretnej chwili bohaterowie oraz jak właściwie mają się wszystkie rzeczy.

Nie brak momentów dramatycznych, które skutkują następnymi, a ta machina nie ma zamiaru się zatrzymać, dopóki jedna ze stron całkowicie się nie podda, albo wykrwawi. Na obecną chwilę, przewaga spoczywa w rękach jednych, póki co nie zapowiada się, żeby szybko miało się to zmienić, aczkolwiek przewidywać odbiorca może cios z zupełnie innej strony. Nie ulega także wątpliwością, że – pomimo szybkiego rozwoju wypadków – to dopiero wstęp, wprowadzenie do świata i zapoznanie czytelnika z bohaterami, stworzenie pewnej nici identyfikacji oraz zbudowania troski o ich losy.

Kanno ma talent do tworzenia głębokich rysów psychologicznych, acz kreuje również sylwetki płytkie, egoistyczne i baczące na sprawy ulotne oraz trywialne, co sprawia, że na kartach mang pojawia się wachlarz zróżnicowanych charakterów, które nadają autentyzmu światu przedstawionemu. Przede wszystkim jednak, większość uwagi koncentruje się wokół Ryszarda, syna Ryszarda, księcia Yorku, i młodszego brata Edwarda Yorka oraz Jerzego. Chłopiec nie dość, że wyszydzany jest – najczęściej niejawnie – ze względu na swój dość niemęski, a dokładniej odrobinę zbyt damski wygląd, to jeszcze nigdy nie dane było mu poczuć matczynej miłości, bowiem Cecylia, rodzicielka, traktuje go z rezerwą i twierdzi, że jest diabelskim pomiotem. Na szczęście, wyalienowany Ryszard zawsze odnajdywał ciepło ojcowskiego serca i był względnie szanowany przez starszych braci. Wokół niego zdarzają się paranormalne incydenty, które nie wskazują bynajmniej, aby działy się wyłącznie w jego głowie.

Pozostali bohaterowie także mają specyficzny charakter – mamy chociażby pobożnego Henryka Lancastera, głębokiego pacyfistę, marzącego o spokoju i odosobnieniu. On to właśnie nawiązuje osobliwą więź z młodym Ryszardem, lecz na razie nie da się skrystalizować kierunku w jakim ta nić porozumienia podąży. Jego żona z kolei, Małgorzata, sprawująca faktyczną władzę to kobieta z temperamentem, pragnąca korony i królewskiej przyszłości dla syna. Jednak nie brakuje tutaj także cokolwiek skrytych, niejednoznacznych postaci, jak hrabia Warwick czy Elżbieta.

À propos nadnaturalność w powieści to autorka nie szafuje nią nachalnie – elementy fantasy występują tutaj, lecz ich rola w wielu przypadkach nie jest jeszcze określona. Ryszardowi towarzyszy na przykład widmo młodej Joanny D’Arc, okazujące w dość ciekawy sposób swój stosunek wobec księcia. Ponadto nie ma raczej nic bardziej krzykliwego, a i wspomniany duch pojawia się raczej sporadycznie.

Warstwa graficzna za to trzyma wysoki poziom, i chociaż lwia część wykonana jest w klasycznej technice z większą ilością szczegółów niż zazwyczaj prezentuje się w mangach, to całkiem dużo w „Requiem Króla Róż” obrazów o wyższym standardzie artystycznym, podkreślającym nie tylko kluczowe dla fabuły czy życia konkretnego bohatera, ale także udowadniające, iż twórczyni zna się na rzeczy i wie, jak zadowolić wizualnie odbiorcę. Właśnie dzięki takim zabiegom, udało się jej wyciągnąć z świata przedstawionego esencję, co pozwoliło zbudować niesamowitą atmosferę.

Dwa pierwsze tomy „Requiem Króla Róż” pokazują, że ciekawy okres historyczny ma także inne oblicza, które kuszą, fascynują i przerażają. Aya Kanno z godną pochwały wprawą interpretuje realia Wojny Dwóch Róż, co i rusz zaglądając za kurtynę zmagań największych potęg ówczesnej Anglii. Nieprzypadkowo wplata w wydarzenia też elementy, które nie miały miejsca, bądź całkowicie fikcyjne, ale jako wyrobiony artysta wie, jak „oszukać” czytelnika i sprawić, aby w uwierzył w to, co widzi i co czyta.

Dyskusja