Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ludzie atakują, wampiry atakują, demony atakują – recenzja mangi „Serafin Dni Ostatnich #2”

Pierwszy tom – wchodzącej na nasz rynek serii o wampirach żyjących pod ziemią oraz ludziach egzystujących na ruinach dawnej cywilizacji i demonach, zaklętych w magicznych przedmiotach, podległych tym drugim – okazał się wcale obiecującym dziełem, które korzystało ze sprawdzonych schematów, chociaż przedstawiało je w bardzo ciekawy sposób. A druga część w niczym nie ustępuje poprzedniczce.

Uwaga na spoilery z pierwszej odsłony.

Co prawda mamy tutaj do czynienia z utworem cierpiącym na niektóre dolegliwości środkowego tomu – wątki rozwijają się powoli i wciąż uzyskujemy więcej pytań niż odpowiedzi, aczkolwiek Takaya Kagami zadbał o to, aby świat przedstawiony został mocno rozbudowany i niejasności prysły niby bańki mydlane. Chyba największy progres możemy obserwować w informacjach o Japońskiej Cesarskiej Armii Demonów, wampirzym królestwie i modus operandi światka demonów – charakterystyki jakie uzyskaliśmy z pewnością udobruchają pragnących poznać szerszy zarys uniwersum, bo o akcję nikt nie powinien się martwić.

Postapokaliptyczne realia: mgły tajemnic wiszące nad resztą świata również zostały co nieco rozwiane – autor uraczył czytelników dodatkami, które pozwoliły obeznać się z sytuacją panującą na całym globie. Z ważniejszych warto wymienić fakt, że zaraza nie uderzyła wyłącznie Japonii, lecz była pandemią, dziesiątkującą całą populację, co potwierdziło wieści przekazane Yuu przez znienawidzone wampiry. Jednak to właśnie Kwiat Kwitnącej Wiśni stanowi największe zagrożenie dla wampirów oraz potworów, nękających ludzkość.

Jak wiadomo czytelnikom poprzedniej części, zaraza ustąpiła, a niewielki odsetek społeczeństwa homo sapiens próbuje odbudować cywilizację na nowo, chociaż najpierw musi uporać się z przeciwnościami losu w postaci między innymi wampirów oraz bestii, aczkolwiek można się spodziewać nowych przeciwników, ale nie zostali oni jeszcze wprowadzeni w tej części. Kwestią napędzania ciekawości czytelnika permanentnie pozostają sekrety historii, bohaterów i samego świata, które z rozwojem wypadków nawarstwiają się.

Fabularnie rzecz ma się następująco: Yuu wraz z przypadkowym przyjacielem oraz nadzorującą go rówieśniczką kontynuują szkolenie na członków Księżycowej Kompanii, zajmującej się eksterminacją krwiopijców. Chłopak nie raz pokazuje, że nie potrafi panować nad gniewem i nie należy do zbytnio cierpliwych osób – mając w pamięci okrucieństwo i bestialskie wymordowanie jego przybranej rodziny, pragnie jak najszybciej dokonać zemsty. Na jego drodze staje równie niespokojny charakter – Shihou – niejednokrotnie stający na drodze do przyśpieszenia realizacji planów Yuu. Powraca również osoba, która pozornie zginęła, acz nie jest już tą samą osóbką, jaką mściwy nastolatek widzi, gdy tylko zamknie powieki.

Jak już wspomniałem warstwa fabularna ciągnięta jest w celu rozwijania konkretnych wątków w przyszłości, lecz nie mamy do czynienia z wciskaniem na siłę zbędnych elementów. Suspens i kolejne tajemnice wciąż pobudzają zainteresowanie czytelnika, a nowe wieści o świecie przedstawionym tylko wzmacniają pragnienie poznania dalszej historii. Kagami najwyraźniej zapoznał się z elementami, które znakomicie przyciągają odbiorców, ale widać także pewne podobieństwa z innymi popularnymi mangami, jak „Noragami” czy „Kuroshitsuji” – niemniej, nie są to kalki i wspólne motywy wychodzą w „Serafinie Dni Ostatnich” na plus.

Rozwój bohaterów także nie zostaje zepchnięty na boczny tor, dzięki czemu możemy jeszcze bardziej zagłębić się w historie konkretnych sylwetek, zarówno tych starych, jak i nowych (a w drugim tomie ich niemało). Yuu przechodzi swoiste procesy dojrzewania, można dostrzec, że targają nim silne emocje i jest to uwarunkowane również w okresie buntu, który właśnie – z wielkimi oporami – przechodzi. Jednak w jego rysie psychologicznym dochodzi do wolnych metamorfoz, pomimo że cel chłopaka ciągle pozostaje bez zmian, czego nie można już powiedzieć o motywacjach. Do tego dochodzi też mocniejsze zarysowanie postaci pobocznych, jak Guren, Yuui czy Shinoa, które uzyskały tutaj większą głębię. Niektórych zapewne ucieszy fakt pojawienia się starego antagonisty, aczkolwiek okazuje się, że zostaje zepchnięty na dalszy plan przez jeszcze większego złego.

Warstwa graficzna specjalnie się nie zmieniła względem pierwszej odsłony – wciąż utrzymuje spójność z przedstawianą historią i dzięki plastycznym, acz względnie prostym i wyraźnym rysunkom pozwala triumfować treści nad formą, co zawsze jest lepszym rozwiązaniem. Yamato Yamamoto jednak czasem posuwa się do bardziej wyrafinowanych interpretacji wizualnych, bardzo dobrze wyznaczających ważniejsze elementy świata przedstawionego i wydarzeń.

Okazuje się, że drugi tom „Serafina Dni Ostatnich” rozwija niepewności i obłoki sekretów, lecz puste pola szybko wypełniają się kolejnymi tajemnicami, ale co równie ważne fabuła zmierza w intrygującym kierunku i można oczekiwać po niej wiele. Rozbudowywany stopniowo świat przedstawiony z kolei jest drugim kluczowym aspektem, który magnetyzuje czytelnika. Aż dziw bierze, że tak z pozoru prosty komiks, może tak bardzo pochłonąć uwagę interpretatora, zmuszonego do niecierpliwego czekania na więcej krystalicznie czystej rozrywki.

Dyskusja