Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Łyk starosłowiańskości – recenzja książki „Bestiariusz słowiański. Część druga”

Kontynuacja „Bestiariusza słowiańskiego” okazuje się bardzo ciekawą książką, która ma nieco inny wyraz od poprzedniczki, ponieważ większość przedstawianych w niej stworów raczej nie należy do grona przyjaznych, pomocnych, ani specjalnie uczynnych, co potęgują mroczne ilustracje i sugestywne zarysy. Paweł Zych i Witold Vargas po raz kolejny zaskakują zebranym materiałem, bowiem jest go niemal dwa razy więcej niż w przypadku wcześniejszego tomu.

Pierwsza część „Bestiariusza słowiańskiego” wydana przeszło kilka lat temu nie była typową książką opisującą i przedstawiającą nieludzkie istoty ze słowiańskiego folkloru, co zresztą podkreślają autorzy we wstępie. Ich dzieło miało formę edukacyjno-poznawczą o charakterze popularyzatorskim z tym, że nie prezentowało wyłącznie charakterystyk oraz informacji na temat poszczególnych monstrów, duchów czy demonów, dodatkowo twórcy zaserwowali odbiorcy zwizualizowane wizerunki bestii we własnej interpretacji graficznej. Taką postawę utrzymują i w części drugiej „Rzeczy o biziach, kadukach i samojadkach”, zresztą i w pozostałych albumach z serii „Legendarz”, rozrastającej się we wcale odpowiednim tempie.

Jak już wspomniałem – tym razem książka nie jest równomierna w dobre, pożyteczne monstra i szkodliwe, wredne bestie, te drugie stanowią niepokojącą większość, co mówi nam o naszych przodkach mniej więcej tyle, że strach było wychodzić z domu (choć i tam niemało stworów się kryło) bez uprzedniego ubrania amuletu, wykonania konkretnej czynności czy wymówienia formułki, poza tym na duktach i gościńcach też lżej nie było, bowiem za co drugim krzakiem skrywała się udająca nadobną niewiastę potworzyca, baczny strażnik lasu bądź nielubiący sąsiadów humanoid. Vargas wraz z Zychem zebrali sporą ilość podań, opowiastek, wspomnień i tekstów, w których pojawiają się istoty nadprzyrodzone, dziś uważane za fantazje zabobonnych praszczurów.

Niemniej, każda z istot pełniła kiedyś pewną rolę w życiu społeczno-wierzeniowym mieszkańców – spełniała przypisane jej funkcji i zadania, jakich nie dałoby się osiągnąć za pomocą ludzkich możliwości. Oczywiście, nie twierdzę, że stworki istniały i nagle wyparowały, chodzi o to, iż same społeczności w nie wierzyły oraz miały one dla nich bardzo ważkie zastosowania. Gdyby na przykład nikt nie stworzył, wymyślił bądź nie ujrzał czegoś na kształt, co potem zostało namalowane w jego wyobraźni, jakiegoś stwora to nie przestrzegano by tak ściśle zasad (w dużym uproszczeniu). Jakby rodzice nie przestrzegali dzieci przed kradzieżami owoców i warzyw, motywując to karą możliwości spotkania okrutnego monstra, dziatki być może nie zastanawiały się dwa razy nad złamaniem jakiegoś zakazu.

Owa książka dokładnie takie sprawy sugeruje, chociaż głównym założeniem „Bestiariusza…” jest funkcja popularyzacji rodzimych – i nie tylko – wierzeń szerszemu odbiorcy. W sposób przystępny, interesujący i oryginalny. Mimo że większość uważa wolumin za skierowany przede wszystkim do dzieci, to jednak zapoznanie się ze szkicami, stylizowanymi na średniowieczne groteskowo-abstrakcyjne ryciny, oraz plastycznymi opisami być może zmieni nieco podejście do książki, bo treść jest dla wszystkich, podobnie jak rzeczona forma przekazu.

Wydanie również zasługuje na wspomnienie, bowiem opatrzone ilustracjami opisy to nie koniec kompozycji samego woluminu – do tego dochodzi jeszcze gruby, ozdobny papier (imitujący strony starej księgi) oraz twarda oprawa z klimatyczną okładką. Skład i łamanie też zostały wykonane należycie, dzięki czemu czytelnik otrzymuje produkt kompletny, po przeczytaniu którego z godnością będzie prezentować się w kolekcji.

Druga część „Bestiariusza słowiańskiego”, tak samo jak pierwsza, nie zawodzi odbiorców i wręcz zadziwia bogactwem stworów w folklorze i mitologii naszych przodków, a grafiki interpretujące wygląd wszystkich prezentowanych tutaj monstrów zapewne pobudzi niejedną wyobraźnię do działania. Vargas i Zych głoszą, że prawdopodobnie z bestiami nie będą się już w takim formacie mierzyć, co nie jest miłą wiadomością, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – na pewno pracują już nad kolejną tematyczną książką do serii „Legendarz” i mam szczerą nadzieję, iż niedługo ujrzymy w takim wykonaniu panteon słowiański.

Ocena: 4/5

Dyskusja