Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Młodzieżowo na wesoło – recenzja książki „Zły jednorożec” oraz „Puchaty smok”

Literatura młodzieżowa wcale nie dzieli się na dzieła wartościowe pokroju „Harry’ego Pottera” czy „Nie kończącej się historii” oraz na utwory czysto rozrywkowe, które nierzadko mają kłopot z logiką, jak „Igrzyska Śmierci” bądź „Więzień labiryntu”. Proza dla nieco młodszych odbiorców reprezentowana jest także przez całkiem przyzwoite książki, zawierające w sobie motywy, które należy traktować z przymrużeniem oka, ale i pokazujące wartości wyższe, kształtujące świadomość. Do takich powieści zalicza się twórczość Platte’a F. Clarka, w szczególności zaś trylogia „Zły jednorożec”.

Warsztat autora do wysokoartystycznych nie należy, co w tym przypadku się chwali, ale nie można powiedzieć, że jest choćby w ułamku trywialny. Clark dba o to, aby warstwa leksykalna nie była uboga, lecz także nie sprawiała odbiorcom problemów, wszak to literatura rozrywkowa, jedynie z woli pisarza przemycająca wartości moralizatorsko-wychowawcze oraz skrywająca w sobie nienachalną problematykę. Na plus wysuwa się również płynność lingwistyczna i stylistyka, które przyczyniają się do tego, że odbiór jest niezwykle przyjemny, a tekst czyta się gładko i szybko. Zarówno w „Złym jednorożcu” (tomie pierwszym), jak i „Puchatym smoku” czytelnik nie uświadczy dłużyzn, ani zgrzytów.

Pierwsza część wprowadza nas do świata za sprawą Maxa Spencera, chłopca, który dostąpił zaszczytu przeczytania „Kodeksu nieskończonej poznawalności”. Już czytają przedmowę młodzieniec dowiaduje się, że złamał surowe prawa, rozpoczynając lekturę woluminu i grozi mu za to przywiązanie do Drzewa Niedoli, gdzie lizać go będą przez wieczność ogniste kocięta; ale to nie koniec, owej karze towarzyszy jeszcze zapowiedź zagrożenia ze strony wiewiórek oraz sugestia, że jego tropem rusza właśnie Księżniczka, jednorożec łaknący jego mięsa. Maxowi przychodzi więc zmierzyć się z wieloma niebezpieczeństwami, lecz determinacja, motywowana faktem, iż jako jedyny może ocalić siebie i swych bliskich, sprawiają, że nie zamierza się łatwo poddać.

Dla nikogo nie będzie pewnie zaskoczeniem, że książka skończy się… szczęśliwie. Wszak to literatura młodzieżowa korzystająca z szablonów, ale z drugiej strony często przełamująca schematy. Prawie liniowa fabuła, czasem mącona jest zwrotami akcji i różnorakimi niespodziankami, które nie dość, że przykuwają uwagę czytelnika, to jeszcze napędzają główną oś intrygi. Punkt kulminacyjny i sam finał łatwe są do przewidzenia już po kilku pierwszych rozdziałach, acz nie znaczy to wcale, że nie satysfakcjonują odbiorcy. Wręcz przeciwnie, dostarczają zamierzoną – odpowiednią – dawkę rozrywki.

Co rzuca się szczególnie w oczy, Clarke złamał tradycyjne wizerunki, czyniąc na przykład jednorożca krwiożerczym potworem, na usługach mrocznego czarnoksiężnika – ten zaś mag to już archetypiczna sylwetka. Jednak nie brak tutaj także innych dość osobliwych kreacji, ogniste koty czy waleczne wiewiórki to zaledwie kilka z nich. Sam protagonista, Max Spencer, z kolei został zarysowany bardzo dobrze, dzięki czemu interpretator – zwłaszcza w wieku młodzieżowym – łatwo może się z nim identyfikować i przejmować jego losami.

„Puchaty smok” bezpośrednio kontynuuje losy bohaterów poprzedniej części. Max Spencer mógł dotychczas posługiwać się „Kodeksem nieskończonej poznawalności”, ale teraz jego magia wysiadła i aby przywrócić księdze moc, musi udać się do miejsca jej stworzenia. Musi więc udać się do Wieży Maga, siedziby jego nemezis, Rezormoora Przerażającego. Na szczęście sprawę ułatwia mu fakt, że czarnoksiężnik poszukuje go między wymiarami, więc dostanie się do środka nie będzie aż takie trudne, jej opuszczenie to zupełnie inna kwestia, lecz wykonując te zadanie nie będzie sam.

Po raz kolejny otrzymujemy ciekawie przerobiony topos, który został wzbogacony motywami znamionującymi klasyczną fantasy – wyprawa, żeby przywrócić moc artefaktowi oraz próby powrócenia do domu we względnym pokoju. Clarke postępuje podobnie, jak w poprzednim tomie, aczkolwiek pamięta o tym, aby dostarczać odbiorcy coraz to nowych powodów do zainteresowania historią – i co najważniejsze nie uświadczymy tutaj syndromu środkowego tomu, choć kilka drobnych przypadłości wypełniacza pomiędzy początkiem i końcem trylogii da się w książce łatwo wyłapać.

Na przestrzeni dwóch tomów doskonale też widać przemiany wewnętrzne bohaterów, zwłaszcza protagonisty, który staje na wysokości zadania, jego portret psychologiczny rozwija się, jego motywacje albo ulegają zmianie, albo zostają rozbudowane, podobnie jak wszystkie cząstki, składające się na ową postać. Poza nim są jeszcze inne sylwetki warte uwagi i – tak samo jak wcześniej – przełamujące archetypy: mały olbrzym i puchaty smok, to bohaterowie obok których bynajmniej przejść obojętnie raczej się nie da.

Dwa pierwsze tomy trylogii „Zły jednorożec” (pierwszy tom o tym samym tytule oraz „Puchaty smok”) wypada wliczyć w poczet książek doskonałych dla młodzieży na wolną chwilę, nie dość, że dostarczą jej przyzwoitą dawkę zdrowej rozrywki, to jeszcze udaje im się czegoś nauczyć, coś przekazać, wykształcić pewne wartości estetyczne i moralne. Platte F. Clark zatem to pisarz, któremu warto się bliżej przyglądać – zwłaszcza, że na horyzoncie majaczy ostatni tom, „Dobry ogr”.

Ocena: 4/5

Dyskusja