Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Obiecano po raz drugi – recenzja „Człowieka obiecanego”

„Dzielnica obiecana” była pierwszą polską powieścią z „Uniwersum Metra 2033”. Tytuł udowodnił, że Polacy poradzą sobie po apokalipsie, a nasz rodzimy autor potrafi stworzyć wciągającą historię, wpasowującą się w klimat serii. Po dwóch latach dzieło doczekało się kontynuacji.

W poprzednim epizodzie, zdobiący jego okładkę, Król poprowadził swą hordę jednomyślnych w stronę Nowej Huty, siejąc spustoszenie. Federacja i Muzeum upadły, a Kombinat odniósł spore straty, lecz wierzy, że nienarodzone dziecko Ewy i Króla jest nadzieją na przetrwanie i podniesienie się z kolan. Jednak maluchem nie jest zainteresowana jedynie ta frakcja. Kandydatów do wykorzystania zdolności malca jest tyle, co do dostania się do „Top Model”, a i w obu przypadkach znajdzie się napakowany weteran wielu walk, ktoś niespełna rozumu, czy bestia spod Wawelu.

Od premiery poprzedniej części minęły dwa lata, a więc nie każdy pamięta, co się w niej działo. Niestety na początku dzieła autor nie przypomina wydarzeń, które miały miejsce, lecz czytelnik zdobywa te informacje śledząc fabułę. Kawałek po kawałku odświeżane są elementy przygód Marcina, Pitali czy Szurniętego Stacha. Osoby ze słabszą pamięcią mogą czuć się zakłopotane, ponieważ niektóre fakty odkrywane są po kilkudziesięciu stronach. Jednak nie odbija się to na ogólnym odbiorze książki, lecz jest niewielką niedogodnością.

Jak poprzednio, tak i tym razem fabuła prowadzona jest dwutorowo: za pomocą grupy ocalonych z Nowej Huty oraz żołnierzy z Twierdzy w Krakowie. Ciekawostką jest, iż część wojskowych wzorowana jest na uczestnikach II Konwentu Preppers Poland. Zatem Kaktus czy Kamila naprawdę wiedzą jak przetrwać apokalipsę. Pisarz, przybliżając fabułę, nie skacze co rozdział od jednych postaci do drugich. Wręcz przeciwnie. Poświęca im sporo czasu, a czytelnik może wczuć się w ich przygody.

Zaletą książki jest mnóstwo akcji i spora doza humoru. Walk, pościgów i ukrywania jest tu tyle, że nawet w „Power Rangers” tak często stawano w szranki z adwersarzem. W połowie jest to powieść drogi, jednak nie zrealizowano tego tak, że co dwa kilometry na protagonistów wyskakuje mutant. Przygody są bardzo zróżnicowane i nieprzewidywalne. Tereny po Pożodze dają spore pole do popisu, a wyobraźnia Pawła Majki doskonale to wykorzystała. W wielu dziełach z Uniwersum Metro 2033 można znaleźć motyw jednomyślności czy wpływania na umysł, a tu jest to motorem napędowym powieści. Wszystko okraszono poczuciem humoru, sprawiając, że „Człowieka obiecanego” czyta się lekko i z przyjemnością.

Mocną stroną pozycji są wyraziści bohaterowie. Każdy czymś się wyróżnia, w danych sytuacjach zachowuje się inaczej oraz reprezentuje odmienne ideały. Dzięki temu bieg wydarzeń nie jest do przewidzenia. Ponadto za pomocą niektórych postaci, autor ma możliwość przeprowadzenia refleksji na temat życia przed Pożogą. Jak się zachowywali, co doceniali i dlaczego doprowadzili świat do zagłady. Te pytania nurtują nawet dzieci zrodzone po apokalipsie.

Sporą zaletą książki są historie sprzed wojny atomowej. Paweł Majka zaprezentował, jak wyglądał Kraków w momencie, gdy spadły bomby. Opowieść o tym jest niezwykle emocjonująca i ucieszy wielu fanów Uniwersum Metro 2033, bo zazwyczaj pisarze przedstawiają chwile jedynie po katastrofie. Przeszłość ukazywana jest tylko za pomocą wspomnień ludzi, którzy przeżyli. Tutaj natomiast dokładnie dowiemy się, co ludzie zaczęli robić, gdy uświadomili sobie zagrożenie.

Warto było czekać na drugą część historii po Pożodze, ponieważ autor utrzymał poziom i zaserwował czytelnikom kawał dobrego postapo. Jest tu sporo wydarzeń na powierzchni, dużo przemyśleń i mnóstwo akcji. Jak ludzie radzą sobie po tym, co zgotował im Król? Jak zrodziła się jednomyślność? Co stanie się z dzieckiem Ewy? Warto uzyskać odpowiedzi na te pytania.

Ocena: 4/5

Dyskusja