Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Widziałem ptaka cień – recenzja książki „Stukanie do mych drzwi”

Seryjni mordercy od zawsze budzili fascynację społeczeństwa. Na ich temat powstało wiele książek, filmów oraz programów dokumentalnych. Zwykłych ludzi z pewnością ciekawi, co się kryje w głowie szaleńca. Czym się kieruje i według jakich kryteriów dobiera swoje przyszłe ofiary. Jednak jak bardzo nie starali byśmy się być cywilizowani musimy sami przed sobą przyznać, że pociąga nas przemoc i odchylenia psychiczne. „Chleba i igrzysk” krzyczano w starożytnym Rzymie. Jak bardzo jest to aktualne w dzisiejszym świecie, a o to kolejny tego przykład…

Jak wyobrażasz sobie detektywa?

„Stukanie do mych drzwi” to pierwsza część cyklu o przygodach sierżanta Nathana Cody’ego. David Jackson przenosi nas na ulice Liverpoolu, po których zaczyna grasować seryjny morderca. Znakiem rozpoznawczym psychopaty są pozostawiane przy zwłokach ptaki oraz krótkie zagadkowe wiadomości. Z czasem okazuje się, że ofiary nie są przypadkowe – wszystkie pracują w policji. Dowody wskazują na to, że ktoś chciał ukarać funkcjonariuszy prawa za dawno doznane krzywdy. Kim jednak jest tajemniczy zbrodniarz? Jakie są jego motywy i co mają symbolizować towarzyszące mu ptaki?

Nathan jest typowym bohaterem powieści kryminalnych. To twardy facet, którego życie nie oszczędziło. Demony z przeszłości wciąż mu o sobie przypominają, a sfera uczuciowa wygląda niczym miasto Grozny po przyjacielskiej wizycie Rosjan. Pomimo usilnych prób zbudowania wielowymiarowego bohatera Jacksonowi udało się stworzyć jedynie zwykłą literacką marionetkę. Sierżant Cody jest do bólu przewidywalny, a czytelnik nie ma wątpliwości, że uda mu się cało wyjść ze wszystkich opresji. Rozwiązania kolejnych problemów pojawiają się zbyt szybko, a wyskakujące znienacka przeciwności losu wcale nie wydają się nie do pokonania. Właśnie przez to w ogóle nie boimy się o życie głównego bohatera. Szybko zdajemy sobie sprawę, że w żadnym momencie książki nie jest ono zagrożone. Thriller nietrzymający w napięciu to raczej kiepski thriller…

Śledztwo, w którym detektyw bierze udział to prawdziwy wyścig z czasem. Każda noc jest nerwowym wyczekiwaniem na kolejny ruch nieuchwytnego przestępcy. Ludzie, którzy na co dzień mają zapewniać bezpieczeństwo obywatelom swojego miasta sami czują się przerażenie i bezbronni. Nathan nie potrafi się skupić wyłącznie na pracy. Trauma z czasów kiedy działał pod przykrywką wciąż się nasila, a jakby tego było mało za partnerkę przydzielono mu jego byłą dziewczynę – Megan Webley. Wszystko to wróży całą serię kłopotów. Niestety tylko wróży, bo okazuje się, że kłody jakie los rzuca policjantowi pod nogi nie są takie duże jakby się mogło wydawać.

Zbrodnia doskonała?

Chociaż Jackson uczy innych kreatywnego pisania sam wpada w pułapkę stereotypów. Wykreowany przez niego bohater niczym nie różni się od setki innych znanych z literatury detektywów. Towarzyszy mu mroczna przeszłość, skomplikowane relacje uczuciowe, nieposłuszeństwo względem przełożonych oraz fakt, że jako jedyny w całym wydziale ciągnie śledztwo do przodu. Poza protagonistą przez karty powieści przewija się cały szereg równie sztampowych postaci: ambitna i całkiem ładna policjantka, budzący niesmak dziennikarz bez skrupułów oraz nadopiekuńczy przełożony darzący szczególnymi względami buńczucznego obrońcę prawa.

W miarę postępu fabuły autor odsłania coraz więcej fragmentów z życia sierżanta Cody’ego. Zakończenie utworu sugeruje, że w niedalekiej przyszłości protagonista będzie musiał zmierzyć się twarzą w twarz ze swoją przeszłością. Miejmy zatem nadzieję, że kolejna część cyklu będzie nieco lepsza niż ta. Akcja w powieści jest niezwykle dynamiczna, do tego pisarz spróbował nawet stworzyć kilka nagłych zwrotów akcji. Nie do końca wyszło to tak, jak powinno, bo czytelnik rzadko będzie czuł się zaskoczony. Książka nie należy do tych najobszerniejszych, a fabuła ledwo się w niej mieści. Wszystko to sprawia, że większość wątków została potraktowana po macoszemu, są one płytkie i aż proszą się o rozbudowanie.

Nieco rozczarowujące jest również samo zakończenie. Ujawnienie czynników, którymi kierował się sprawca zbrodni oraz los jaki go ostatecznie spotkał psuje cały finał. Postać mordercy byłaby znacznie ciekawsza, gdyby skrywała więcej tajemnic lub gdyby motywy jego działań były w większym stopniu irracjonalne. Modus operandi przestępcy był niezwykle ciekawy i przez wiele stron zapowiadało się, że zyska on miano najciekawszego bohatera historii. Ostatecznie okazało się, że w powieści nie ma ani jednej przyciągającej uwagę postaci.

Szara rzeczywistość

Wydawca zapewnia, że „Stukanie do mych drzwi” to niezwykle błyskotliwy i wciągający thriller z wartką akcją. Czego to jednak nie usłyszymy z ust speców od marketingu? Okazuje się bowiem, że powieść Davida Jacksona jest mocno przeciętna. W dzisiejszym świecie rynek kryminałów jest niezwykle rozwinięty i tytuł oferowany przez wydawnictwo Prószyński i S-ka z pewnością nie wybije się przed szereg. Nie zrozummy się źle – to nie jest kiepska książka. Zarówno pod względem fabuły, języka, jak i bohaterów jest poprawna. I tylko tyle. Naprawdę nic nie wyróżnia jej z tłumu. W trakcie lektury czytelnik wielokrotnie doświadczy déjà vu. Większość pojawiających się w utworze motywów była wałkowana już tyle razy, że na wymyślenie ich wystarczyłoby pięć minut. Miłośnicy gatunku nie odnajdą tutaj nic interesującego natomiast osoby sięgające po thrillery raz na jakiś czas mogą potraktować tą książkę jako kryminalny odpowiednik harequina.

Ocena: 3/5

Dyskusja