Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wprowadzić do nowego kanonu – recenzja książki „Nowy Świt”

„Nowy Świt” to awanturniczo-przygodowa space opera, z bohaterami znanymi u nas z animowanego serialu „Rebelianci”, napisana prosto, zjadliwie, ale mocno rozbudowująca uniwersum. Jednak poza poszerzeniem przestrzeni świata przedstawionego serii zasadniczo nic do niego nie wnosi, co nie zmienia faktu, że książkę czyta się szybko i całkiem przyjemnie. O ile ktoś nie liczy na przełomowy utwór, podszyty wartościami wyższymi niż czysto rozrywkowe.

Powieść Johna Jacksona Millera jest jedną z pierwszych dzieł z nowego kanonu „Gwiezdnych Wojen” i miała generalnie dwa zadania: primo, otworzyć przed jak największym gronem czytelników uniwersum w bardzo przystępny i łatwy w odbiorze sposób, oraz wprowadzić do animowanego serialu „Rebelianci”. Na polskim rynku pojawiła się jednak nieco później – zarówno telewizyjna produkcja, jak i kilka woluminów spod znaku, jest już za nami, a odbiorcy mieli sporo czasu, aby oswoić się z kanonicznymi realiami, ustanowionymi przez Disneya.

Nie oznacza to jednak tego, że powieść jest w tym wypadku zbędna. Stanowi znakomitą genezę i prequel „Rebeliantów”, chociaż sama w sobie również smakuje nie najgorzej. Fabuła co prawda to typowy schemat z tego świata, który możemy kojarzyć już choćby z motywów filmowych, lecz trzeba podkreślić, iż tutaj wszystko sprawdza się jak należy. Od bohaterów po wydarzenia.

Kanan Jarrus wiedzie żywot wagabundy po tym, jak ledwo uszedł mordercom, wykonującymi rozkaz 66, a wypada wiedzieć, że wcześniej przed nim rysowała się wcale świetlana przyszłość rycerza Jedi. Cóż… nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jako tułacz co i rusz dorabia sobie to tu, to tam, a że aktualnie wylądował na Gorse, ima się dostępnej pracy. I być może nie wyróżniałby się specjalnie z tłumu, gdyby nagle na planetę nie przybyła imperialna kontrola, przed którą chciał się skryć, ale na jego drodze niespodziewanie stanęła Hera Sydulla, buntowniczka-Twi’leknka, córka Chama Sydulli, i wciągnęła go w lokalny konflikt pomiędzy tamtejszymi rebeliantami a siłami Palpatine’a.

Scenariusz powieści ułożony jest z puzzli oklepanych i wyciśniętych z ostatnich soków motywów: awanturnik trafia w łapy swych nemezis, spotyka buntowniczkę i po długiej serii końskich zalotów, udaje mu się ją udobruchać, w tle szykuje się rząd batalii, księżyc Gorse – Cynda – ma zostać zniszczony… Czyżby komuś to przypominało „Nową nadzieję”? Albo „Imperium kontratakuje”? No właśnie… Miller korzysta z ogranych klisz, ale skleja je tak, że czyta się to całkiem dobrze, chociaż bez większych uniesień, a sama treść jakoś niespecjalnie z nami zostaje.

Rzecz ma się podobnie z światem przedstawionym – garść nowych informacji, fakty uzupełniające (szczególnie „Rebeliantów”) oraz prezentacje Gorse i jej księżyca Cyndy. Reszta wtórna i sztampowa. Z bohaterami podobnie, Kanan Jarrus to awanturnik, posiadający drobne umiejętności władania Mocą, ale niedużo wnoszą one ani do fabuły, ani do samego uniwersum. Chociaż nie można powiedzieć, że został potraktowany po macoszemu, ponieważ autor zadbał o to, aby jego sylwetka miała swą historię, motywacje i cele, ma wady i zalety. I pomimo że nie jest zbyt oryginalny, to raczej z nim odbiorcy będą się utożsamiać. Jest też Hera Syndulla z tajemnicami oraz pobudkami, które zaciekawiają interpretatora, co nie zmienia tego, że jak na protagonistkę mogłaby być bardziej rozbudowana. Nie najgorzej wypadają tu też antagoniści – Rea Sloane, kapitan sił imperialnych i hrabia Denetrius Vidian, postać bardzo niejednoznaczna, dbająca przede wszystkim o własne interesy. Takie zestawienia na szczęście obfituje w kilka ciekawych relacji, a zagadkowość konkretnych bohaterów utrzymuje uwagę czytelników.

„Nowy Świt” stanowi zatem opowieść awanturniczo-przygodową, która wypełnia parę luk fabularnych i lekko poszerza świat przedstawiony, ale nie epatuje niczym szczególnym. Wybitną powieścią nie jest, co widać na każdym kroku, zwłaszcza, że większość motywów jest nam znakomicie znanych, zaś konsekwencje lwiej części zdarzeń są do przewidzenia. Utwór Millera na pewno pojawi się na liście niejednego fana uniwersum i zapewne nie będzie to zakup nieudany, acz dla szukających lepszych wrażeń znajdzie się ogrom ciekawszych dzieł.

Ocena: 3/5

Dyskusja