Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach – recenzja mangi „Gdy zapłaczą cykady: Księga uświadomienia”

„Gdy zapłaczą cykady” to bardzo ciekawa seria o klątwie, miłości i przestrzeganiu zasad – zarówno zamkniętej społeczności, jak i rodzinnego credo – która sprawia, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad tym, co jest w życiu istotne, co warto przeżyć i na co trzeba uważać. A wszystko opiera się na przekleństwie, jakie ciąży na Hinamizawie, wiosce władanej przez trzy wielkie rody.

Shion to młodsza siostra bliźniaczka Mion, a to w rodzinie Sonozakich – jednej z wielkich rodzin Hinamizawy – nie oznacza niczego dobrego, zwłaszcza, że egzystencja kogoś takiego uważana jest przez członków familii za coś niegodnego, niepożądanego i mogącego sprowadzić nieszczęście. Dlatego dziewczyna została wysłana do szkoły z internatem, gdzie miała być odseparowana od rodu, lecz Shion po pewnym czasie sprzeciwiła się woli babci i postanowiła wrócić w znane z dzieciństwa regiony, więc zahaczyła o miasteczko, pod którym leży wieś – Okinoiya – tam zaś zamieszkała u wuja.

Shion stara się normalnie funkcjonować i boryka się z demonami przeszłości, które bodaj nie dadzą jej spokoju, dopóki nie doczeka swych dni. Nie ma również szczęścia w miłości, ani w codziennym życiu – gdy nieszczęsnym trafem przewraca motory, a ich właściciele nie mają dla niej miłej odpowiedzi, w tym momencie jej los przecina się z Satoshim, chłopakiem z rodu Houjou, pogardzanym oraz przeklętym. Shion po tym jak starał się ją obronić zaczyna coś do niego czuć, acz nie jest to uczucie dozwolone.

Warstwa fabularna z pewnością nie będzie dla nikogo odkrywcza, zwłaszcza dla obeznanych z wcześniejszymi tomami oraz serialem animowanym, zresztą sam tom stanowi pewne dopełnienie historii z „Księgi Dryfującej Bawełny”, przez co manga skierowana jest raczej do fanów serii. Przez większą część komiksu intryga utworu będzie linearna, dzięki czemu wszystkie wydarzenia są uporządkowane i nie ma się odczucia, że coś jest chaotyczne, mimo że poszczególne wątki przeplatają się z przedstawianymi w „KDB”. Jednak Yutori Houjyou nie pozwolił, aby czytelnicy posądzali go o całkowity brak suspensu, bo ten czeka na zainteresowanych w finale i absolutnie nie stanowi niczego do przewidzenia.

Nie jest to także samowystarczalne dzieło, ponieważ wiele otwartych w „Księdze uświadamiania” wątków czeka na dalsze wyjaśnienie, choćby los Satoshiego. Cała treść tomu koncentruje się przede wszystkim na konsekwencjach niesubordynacji Shion wobec głowy swego rodu oraz relacji między nią a siostrą bliźniaczką, wyraźny jest tutaj także motyw miłosny, w którym drugą główną rolę gra młody Houjou. Na pewno nie możemy mówić, że komiks prowadzi nas wartką akcją i spektakularnymi zdarzeniami, to zasadniczo opowieść poprzedzająca, pełna ciekawostek i dopowiedzeń, które usatysfakcjonują czytelników „Księgi Dryfującej Bawełny”.

Jeżeli chodzi warsztat graficzny to nie otrzymujemy nic nowego, co wcale nie znaczy, że jest źle – wręcz przeciwnie. Kreska utrzymana jest na klasycznym dla serii, całkiem przyzwoitym poziomie, chociaż tło pozbawione jest tutaj szczegółów, które podkreślają, iż świat przedstawiony nie jest w opowieści istotny – liczą się wydarzenia oraz relacje pomiędzy nimi. Uświadczyć możemy też charakterystyczne dla utworu wyolbrzymienia i karykatury, które od czasu do czasu przełamują monotonie i wprowadzają do całości co nieco humoru.

„Gdy zapłaczą cykady: Księga uświadomienia” to pozycja skierowana w głównej mierze do stałych czytelników serii, zaznajomionych szczególnie z „Księgą Dryfującej Bawełny”. Tom wprowadza wiele wyjaśnień, przedstawia niektóre nowe sylwetki oraz pogłębia psychikę już poznanych, bazuje na motywach działania Shion, poza tym przez lwią część treść niespecjalnie zaskakuje i jest właściwe spisem ciekawostek, co sprawia, że niektórzy będą czuć się zawiedzeni, lecz znajdą się i tacy, którzy zaangażują się w losy młodszej z bliźniaczek Sonozakich.

Dyskusja