Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Brud, kał i deszcz strzał – recenzja książki „Azincourt”

Bernard Cornwell to popularny pisarz angielskiego pochodzenia, na stałe mieszkający w USA. Autor specjalizuje się w beletrystyce historycznej, do jego najpoczytniejszych dzieł zalicza się cykl „Wojny Wikingów” (na podstawie którego nakręcono w 2015 roku serial „The Last Kingdom”) oraz serię „Kampanie Richarda Sharpe’a”, osadzoną w czasach wojen napoleońskich (również zaadaptowaną na potrzeby telewizji, z Seanem Beanem w tytułowej roli). W recenzowanej książce, uznawanej przez wielu odbiorców* za ukoronowanie twórczości anglika, poznajemy kulisy jednej z najciekawszych bitew z okresu Wojny Stuletniej.

Wygrana Anglii z Francją pod Azincourt z 25 października 1415 roku przeszła do legendy. Wojska Francuskie mimo kilkukrotnej przewagi, poniosły klęskę w starciu mizerną i osłabioną przez dyzenterię, armią Henryka V. Stało się to dzięki zasłudze oddziałów angielskich strzelców, uzbrojonych w długie łuki. Jednym z nich był Nicholas Hook, główny bohater omawianej powieści.

Mężczyznę poznajemy jako nastoletniego leśniczego na usługach pomniejszego brytyjskiego lorda. Nick popadł w niełaskę, targając się na życie członka rodziny Perrillów, przedstawiciela rodu od pokoleń skłóconego z Hookami. Chcąc ratować skórę, protagonista udaje się na banicję i dołącza do wojsk najemnych, walczących dla Burgundczyków we Francji. Cornwell odrobił zadanie domowe i dobitnie zobrazował przed czytelnikiem średniowieczny świat. Poprzez postać Nicka, pisarz zabiera nas w podróż przez niziny społeczne średniowiecznej Anglii. Opisana rzeczywistość dosłownie ocieka brudem i przeżarta jest chorobami. Panuje bieda, ludzie bezwolnie podporządkowani są głosowi Kościoła, na ulicach szerzą się gwałty i morderstwa a wszelkie zło na świecie tłumaczone jest wolą Pana. Główny bohater nie odbiega od ówczesnej normy i nie grzeszy inteligencją. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jego portret psychologiczny jest „prosty jak konstrukcja cepa”. Hook to nieokrzesany i przygłupi młodzieniec, który ma talent do strzelania z łuku. Na kartach książki nie uświadczymy za wiele jego egzystencjalnych rozterek, bohater zwyczajnie nie ma na nie czasu, starając się przeżyć w niegościnnym świecie. Wojenny żywot przepędzi bohatera przez znaczną część Francji ostatecznie, czyniąc go członkiem zbrojnej wyprawy Henryka V, roszczącego sobie prawa do francuskiej korony.

„Azincourt” jest reklamowane słowami Georga R.R Martina (autora cyklu „Pieśni lodu i ognia” tj. „Gry o tron”): „W żadnej innej książce nie znajdziecie takich scen bitewnych, jak u Bernarda Cornwella. Sprawdziłem!”. Trzeba przyznać, że naczelny amerykański socjopata wie co mówi. Strefa batalistyczna powieści robi piorunujące wrażenie. Książkę podzielono na 4 części, pomiędzy którymi występują nieznaczne przeskoki czasowe, ogniskujące akcję wokół danych działań wojennych. W pierwszej z nich obserwujemy rzeź burgundzkiego miasta Soissons (za którą Francja została rzekomo ukarana przez opatrzność pod Azincourt), w drugiej, dziejącej się w Normandii, razem z angielską armią szturmujemy przez wiele miesięcy twierdzę Harfleur by następnie przemaszerować przez kraj Karola VI i doprowadzić do ostatecznej bitwy, której nazwa zdobi okładkę książki. Każdy z obszernych rozdziałów obrazuje inne oblicze wojny. Raz wczuwamy się w rolę obrońców i przeżywamy dramat grabionego miasta, by następnie zmienić perspektywę i poznać trud oblegających. Doświadczymy także „uroków” wielkopańskiego życia, towarzysząc rycerzom zakutym w zbroje płytowe, którzy zostali zmuszeni do prowadzenia walk na bagnistym gruncie (takie zbroje zdecydowanie utrudniają wtedy życie). Cornwell lubuje się w dantejskich scenach, opisy jego bitew są do bólu realistyczne. Rycerski honor nie istnieje, podczas walk panuje chaos, wojownicy nurzają się po pas w błocie i własnych nieczystościach, mordując, rąbiąc oraz grabiąc poległych. Wojnę poznajemy z perspektywy Hooka, jest to bardzo dobry zabieg pozwalający wczuć się w sytuację podrzędnego łucznika i przeżyć na własnej skórze horror średniowiecznej batalii. Oczy są wyrywane, kończyny miażdżone, krew leje się strumieniami, ludzie srają przysłowiowo w gacie a z nieba spadają pierzaste strzały niosące śmierć. Wielotysięczne starcia zostały odmalowane przez Cornwella z niezwykłą lekkością pióra. Narracja jaka im towarzyszy jest szybka i dynamiczna, oczami wyobraźni bardzo wyraźnie widzimy epickie starcia Anglików z Francuzami. Działaniom zbrojnym poświęcono lwią część książki, lektura mija błyskawicznie, wciąga odbiorę a talent angielskiego pisarza do obrazowania piekła wojny wylewa się z kartek razem ze skutkami dyzenterii, dręczącej armię Henryka.

Co natomiast można postrzegać jako mankament omawianej pozycji, to zbytnia umowność fabuły. Wszystkie zwroty akcji są dla uważniejszego czytelnika, łatwe do przewidzenia. Historia Nicholasa Hooka stanowi tylko fundament wokół którego wzniesiono narrację dotyczącą Azincourt. Dzieje młodego Anglika dobrze wpisują się w sentencję „od zera do bohatera”. Od zgnębionego i nieopierzonego chłopaka, protagonista ewoluuje w zaprawionego w bojach łucznika, jednakże czyni to zaliczając krok, po kroku ograne rozwiązania narracyjne. Nick udał się na banicję przez zatarg ze znienawidzonymi Peerillami, chcąc oczyścić swoje imię, zaciągnął się do wojska gdzie przypadkowo uratował z opresji piękną niewiastę, będącą córką potężnego francuskiego lorda oraz poznał samego króla Henryka V. Oczywiście, przeznaczenie złączyło losy wspomnianych bohaterów na polu bitwy pod Azincourt… To wszystko czyta się bardzo dobrze, jednak potrafi wzbudzić w odbiorcy uczucie pobłażania. Opisy bitew porywają swoją skalą i poziomem realizmu, jednakże ich ton kontrastuje z perypetiami młodego łucznika, zdającymi się być miejscami zbyt bajkowymi, wręcz hollywoodzkimi.

Podobnie rzecz ma się z konstrukcją książki. Nabyłem przekonania, że Cornwell jest pisarzem, który nie lubi zostawiać niczego dziełu przypadku. Podczas lektury towarzyszy nam odczucie, podążania odgórnie wytyczoną przez autora ścieżką, bacznie pilnującego aby nie umknął nam żaden szczegół opowieści. Wszystkie wątki poboczne narastające wokół głównej osi fabuły, znajdują swoje rozwiązanie na ostatnich stronach książki. Ich zatrważające nagromadzenie w finale, rzutuje na odbiór świata przedstawionego, sprawiającego przez to wrażenie sztucznego. Trudno uwierzyć w sytuację, mającą miejsce w centrum zażartej bitwy, gdzie Nicholas na każdym kroku mierzy się z zastępem drugoplanowych (a niekiedy trzecioplanowych postaci, które przewinęły się przez wcześniejsze rozdziały „Azincourt”.

Pomijając te bolączki, książkę Cornwella można postawić na równi z najlepszymi dokonaniami twórców pokroju Kena Folleta. Odbiór swoistej filmowej narracji w jakiej utrzymana jest pozycja, pozostawiam prywatnemu gustowi czytelników. Z jednej strony mamy do czynienia ze zwartą, naszpikowaną akcją powieścią, w przystępny sposób prezentującą zawiłe realia historyczne, z drugiej wkrada się w nią pewna umowność i naiwność, kontrastująca z porażającym opisem okropieństw wojennych. „Azincourt” to pozycja skierowana do wszystkich miłośników literatury historycznej, zarówno młodszych jak i tych starszych. Zapewnia uniwersalną opowieść o szukaniu odkupienia, wiernie przelewa dzieje Wojny Stuletniej na literacki język i oferuje rozrywkę na wysokim poziomie. Do lektury powinni zasiąść także wszyscy odbiorcy zainteresowani łucznictwem, gdyż Cornwell z szacunkiem podszedł do tematu i odsłonił przed nami tajemnice drzemiące w starodawnych łęczyskach. Styl i wizualna wyobraźnia autora przemawiają szczególnie do ludzi filmu. Jak się okazuje prawa do ekranizacji „Azincourt” zostały zakupione przez Micheala Manna, twórcę takich filmów jak „Ostatni Mohikanin” i „Wrogowie publiczni”, oznacza to, że już w najbliższej przyszłości możemy doczekać się na ekranach kin, porażającego skalą konfliktu widowiska wojennego, jednakże nim to nastąpi, polecam zapoznać się z jego wersją literacką i wyrobić sobie własną opinię.

*Książka trafia na nasz rynek po raz drugi, w 2009 roku została wydana przez wydawnictwo ESPRIT pod tytułem „Pieśń łuków: Azincourt”.

Ocena: 3.8/5

Dyskusja