Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czar oddechu – recenzja książki „Rozjemca”

Brandon Sanderson oczarował swoimi historiami już niejednego czytelnika i nawet w Polsce grono jego fanów wzrasta w obiecującym tempie. „Elantris”, druga i pierwsza era „Ostatniego Imperium” oraz „Dusza cesarza” na naszym rynku pojawiły się wreszcie w nowej szacie graficznej, przygotowanej przez Dominika Brońka, jednego z najlepszych ilustratorów w kraju. A teraz przyszedł czas na „Rozjemcę”.

Dawniej „Siewcę Wojny”, czyli wielopłaszczyznową historię z szeroko zakrojoną intrygą polityczną w tle, gdzie nietypowa magia oraz wręcz boskie istoty, chodzące między ludźmi. Sanderson macza palce – podobnie jak w przypadku „Z Mgły Zrodzonym” w tworzeniu świata, metafizyki oraz fizyki na logicznych podstawach, które – mimo że nie dają się zawsze wyjaśnić w sposób czysto pozytywistyczny – to są klarowne i zrozumiałe.

Na Nalthis, bardzo wyjątkowej planecie, znajduje się wiele królestw, lecz to dwa odgrywają w „Rozjemcy” najważniejszą rolę. Idris to maleńkie, górskie państewko, leżące w cieniu potężnego kraju-molocha, Hallandren, rządzonego przez Króla-Boga, istotę o nieopisanych możliwościach, ale nie jest to niczym dziwnym w pięknym a barwnym mieście stołecznym, T’Telir, gdzie magia wręcz pełza po ulicach, zaś bóstwa żyją w wysokich pałacach. Mniejsze królestwo obawia się, iż niedługo nadejdzie czas włączenia go w administrację hallandreńskiej hegemonii, dlatego też łapie się brzytwy, aby choć na parę lat, odsunąć widmo globalizacji i przełamania religijno-kulturowego dziedzictwa.

W tym celu Dedelin, władca Idris, postanawia wypełnić złożoną dawno przysięgę i ofiarować w zamian za wolność swego narodu córkę. Na początku miała to być Vivienna, acz król zbyt mocno się do niej przywiązał i była dla niego oczkiem w głowie, dlatego postanowił obejść co nieco umowę, posyłając do Hallandren młodszą córę – niesforną, niezdyscyplinowaną, a przede wszystkim nie baczącą na credo swego ludu. Młoda księżniczka, nieprzygotowana mentalnie na takie posunięcie, zostaje zatem wysłana w paszczę lwa, bowiem T’Telir to dla społeczności Idris centrum piekła na ziemi, a jak wiadomo piekłem włada szatana we własnej osobie, na tronie Hallandren z kolei Król-Bóg, żywa herezja.

Oczywiście starsza siostra, Vivienna, nie może pozwolić na to, żeby nieprzygotowana na nic Siri trafiła w szpony wrogów i została żoną okrutnego tyrana. Wyrusza więc do Hallandren, aby ocalić młodszą córkę Dedelina, a przy okazji zapewnić pokój Idris. W tym samym czasie pewne pomniejsze bóstwo, Dar Pieśni, zaczyna w dniach przesiąkniętych lenistwem dostrzegać brak czegoś i marnotrawstwo swej boskości, która powinna być lepiej spożytkowana względem świata, dlatego postanawia to naprawić. Bez zbędnego pośpiechu. Ostatnim istotnym graczem tego świata jest Vasher, mroczna postać o nie do końca jasnych pobudkach oraz celach.

Sanderson bardzo dobrze zarysował bohaterów, ich motywacje, historie, sposób myślenia, czynniki na niego wpływające i całą gamę spraw, wywierających nacisk albo decydujących o tym, co wybiorą. Zapewne każdy wśród postaci pierwszoplanowych odnajdzie sylwetkę, której losy pochłoną go tak wyraźnie, że zacznie przejmować się jej losami i będzie miał nadzieję, że się spełnią, ale będzie mógł się z nią także identyfikować, co jest równie ważne, żeby wciągnąć się w lekturę.

Siri to buntowniczka, wystraszona, acz zdeterminowana do działania i osiągnięcia celu. Vivienna, mimo że biegła w wielu sprawach, nie zdawała sobie sprawy, że życie w T’Telir może okazać się tak trudne, na szczęście odnalazła w mieście (nie)właściwych przyjaciół. Dar Pieśni, głęboko wierząc w religię, której jest częścią, sądzie, że ongiś był wojownikiem i postanawia dociec kim tak właściwie jest. Vasher podróżuje po mieście załatwiając tajemnicze sprawy. I niewygodnych osobników. Na koniec pozostaje sylwetka Susebrona, władcy i tyrana, okazującego się zupełnie kimś innym, niż mówią o nim pogłoski. Wszyscy bohaterowie mają w sobie coś niezwykłego, co sprawia, że książka magnetyzuje i nie pozwala oddziaływać do ostatniej strony, a nawet dalej.

Podobna mi się także sposób w jakim została napisana powieść – Sandersona starannie dobiera słowa, kreując imponujący świat, gdzie magia – Biochroma – ma wielki wpływ na otaczającą bohaterów rzeczywistość. Plastyczne opisy pozwalają ujrzeć monumentalne komnaty, ludną metropolię, ustronne a zacienione uliczki, podejrzane szynki oczyma wyobraźni. Wszystko – mimo skomplikowanego fundamentu fizyki świata – jest napisane jasno i zrozumiale, a autor potrafi zapewnić nam nie tylko ucztę fabularną, ale też językową.

Wydana przez wydawnictwo MAG powieść „Rozjemca” to kolejny dowód na to, że Brandon Sanderson pisać wspaniałe, porywające opowieści potrafi jak mało kto. Bogactwo świata, ciekawi i dopracowani bohaterowie, głęboko zakorzeniona intryga polityczno-religijna oraz oryginalna magia to elementy, sprawiające, że książka wyróżnia się na tle innych jej podobnych.

Ocena: 5/5

Dyskusja