Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kiedy przeznaczenie ma inne plany – recenzja książki „Opowieść o Kullervo”

John Ronald Reuel Tolkien to jeden z najbardziej znanych pisarzy na świecie, symbol literatury fantastycznej oraz przykład potęgi i bezkresu ludzkiej wyobraźni. Jego utwory zachwyciły i zdobyły sympatię milionów czytelników na całym świecie. Jednak wiele jego tekstów nie ujrzało jeszcze światła dziennego – w tym jeden z pierwotnych w dorobku angielskiego mistrza pióra. „Opowieść o Kullervo” wreszcie zawitała do Polski.

O czym to właściwie jest?

To podstawowe pytanie, jakie zada sobie czytelnik, sięgając po książkę „Opowieści o Kullervo”. Główną postacią jest chłopiec o nieszczęśliwym dzieciństwie. Wychowuje się w gospodarstwie swojego wuja, który zabił jego ojca, porwał matkę, a samego dziecka nie darzy sympatią. Traktowany jak ciężar Kullervo, dzięki strzegącemu go psu, Mustiemu, trzykrotnie unika próby morderstwa z rąk swojego opiekuna.

Tylko jednej osobie zależy na bohaterze – siostrze bliźniaczce – Wanonie. Niestety, kiedy wuj sprzedaje Kullervo kowalowi, chłopak traci także i ją. Życie, dorosłego już, bohatera wcale się nie poprawia. W nowym miejscu doznaje kolejnych upokorzeń i nienawiści, a jego wytrzymałość psychiczna zostaje nie raz wystawiona na próby. W końcu postanawia się zemścić za wszystkie przykrości, które go spotkały, lecz los, wyraźnie zwrócony przeciw niemu, funduje Kullervo tragiczne zakończenie.

Powieść napisana przez – wówczas – dwudziestoletniego Tolkiena, nie jest w pełni pomysłem oryginalnym. Autor, jak sam przyznał w swoich listach, silnie inspirował się fińskim eposem „Kalevala”. Spostrzegawczy czytelnik zauważy również wpływ szekspirowskich dramatów („Hamlet”), greckiej tragedii („Edyp”), czy toposów wspólnych wielu mitologiom. „Opowieść o Kullervo” to także najwcześniejsza próba stworzenia dzieła tragicznego oraz pierwsze kroki we własnym mitotwórstwie pisarza. Znajdziemy tu mnóstwo form – mieszaninę baśni, tragedii, mitu, poezji i opowiadania. Sama narracja natomiast jest zalążkiem tego, co spotkać możemy w kolejnych, bardziej dopracowanych dziełach Tolkiena. W utworze, duży nacisk został położony na psychologię głównego bohatera, przedstawiając, jak zmieniało się jego zachowanie i do czego prowadziły traumatyczne przeżycia. Oprócz tego, autor stara się wprowadzić aurę tajemnicy, potęgując ją mrokiem opowieści, poruszając trudne, brutalne tematy. Tragizm podkreśla narracją, dzięki której czytelnik doskonale wie, co czeka nieświadomego bohatera i patrzy jak ten powoli wpada w pułapkę przeznaczenia. Taki zabieg sprawia, że odbiorca czuje bezsilność wobec tego, co ma się wydarzyć. Na każdym kroku pokazuje nieuchronność losu oraz jego niezależność – bez względu na starania postaci, każdy jego wybór prowadzi do zguby.

Warto także wspomnieć o formie, w jakiej „Opowieść o Kullervo” została opublikowana. Jest to oryginalny tekst J.R.R. Tolkiena, przeniesiony z manuskryptów i maszynopisów prosto na karty książki w takiej postaci, w jakiej został znaleziony. Poza niewielkimi poprawkami redakcyjnymi oraz rozwinięciami skrótów myślowych, tekst nie został zmieniony. Adresat trafi zatem na liczne skreślenia i poprawki, zgodne z notatkami pisarza, a w niektórych momentach na dziwne odstępy, odwzorowujące odręczne zapiski. Historia nastręczy odbiorcy wielu problemów z czytaniem, ze względu na częste zmiany imion. Początkowo, autor posługiwał się tymi z wspomnianej wcześniej „Kalevali”, stopniowo próbując je zastąpić własnymi odpowiednikami, by potem wrócić do poprzednich, lub wymyślić kolejne, zupełnie różniące się od swoich poprzedników.

Opowiadanie wydaje się być chaotyczne, niedokończone, miejscami niejasne, ze względu na liczne eksperymenty językowe i fabularne, a nieznajomość wszystkich nazw własnych przypisanych do każdego, pojedynczego elementu historii sprawia, że utwór traci na płynności czytania. Nie jest więc to dzieło, przy którym zrelaksujemy się w zimowy wieczór. Wymaga ogromnego skupienia, kilkakrotnej analizy tej samej strony, a czasem przewracania kartek w poszukiwaniu indeksu imion, potrzebnego, by nie zgubić się w wątkach i zachować orientację, o kim w danym momencie traktuje opowieść.

Jak z krótkiej historii zrobić ponad dwustustronicową książkę

Książka wydana jest w formie nietypowej i rzadko spotykanej, bowiem zawiera zarówno tłumaczenie polskie, jak i oryginał w języku angielskim. Dodatkowo zamieszczono skany manuskryptów Tolkiena. Wydanie podzielone jest na kilka rozdziałów. Znajdziemy tu nie tylko opowieść właściwą, ale również robocze streszczenie fabuły, szkice oraz rozprawy pisarza – wszystko w dwóch wersjach językowych. Całość uzupełniona jest o szczegółowe przypisy i komentarze redaktorki, bez których utwór byłby trudny do zrozumienia.

Taka forma „Opowieści o Kullervo” jest niewątpliwą zaletą, zwłaszcza dla fanów pióra pisarza. Wersja oryginalna daje możliwość zapoznania się ze stylem pisarskim autora oraz, przy dużej znajomości języka, na samodzielne przeczytanie i zrozumienie utworu – bez narzuconych tłumaczeń. Należy jednak pamiętać, że Tolkien miejscami używa języka staroangielskiego, zatem można napotkać archaizmy, których wyjaśnienia odbiorca będzie musiał poszukać sam. Przypisy i komentarze celowo zostały zamieszczone w formie jednej notatki, na końcu każdego rozdziału, by nie rozpraszać czytelnika. Podobnie sytuacja ma się z indeksem imion, jednak – w tym wypadku – o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby zamieszczenie krótkich wyjaśnień na dole strony, aby pozwolić adresatowi kontynuować lekturę bez zbędnych trudności i przerw.

Szkic referatu Tolkiena o „Kalevali”, który również w książce znajdziemy, jest o tyle przydatny, że pozwala na oswojenie się z eposem, stanowiącym inspirację pisarza. Odbiorca ma możliwość zrozumienia jego fascynacji tym utworem, gdyż zawiera on szczegółowe rozważania na jego temat.

Ponadto, czytelnik trafi także na analizę dzieła redaktorki. Verlyn Flieger czerpie z wielu źródeł, by jak najbardziej przybliżyć okoliczności powstania manuskryptów. Przytacza więc fragmenty listów autora, jego biografii czy znawców jego twórczości i uzupełnia je o własne przemyślenia i tezy, wymienia i omawia różnice i podobieństwa między historią Kullervo, a fińskim poematem, a także zestawia utwór z życiem prywatnym twórcy i wyciąga wnioski.

Fundament twórczości fantastycznej Tolkiena

„Opowieść o Kullervo” była zaledwie impulsem, który pchnął pisarza do dalszego tworzenia i rozbudził jego wyobraźnię. Czytelnicy dobrze znający utwory Tolkiena zauważą podobieństwo głównego bohatera do Turina Turambara. Można rzec, że Kullervo to pierwowzór tej postaci i to na niej opiera się historia „Dzieci Hurina”.

Z racji faktu, że tworzy ona spójną całość z resztą Mitologii Śródziemia, można stwierdzić, że bez „Kalevali” i idącej za nią pierwszej próby napisania tego typu przekazu, „Silmarillion” czy „Niedokończone opowieści” mogłyby nie powstać lub pojawić się w odmiennej formie, pozbawionej psychologii i elementów tragizmu, które odgrywają ogromną rolę w dziełach Tolkiena. Widać zatem analogię fabuły, opartej na tych samych motywach, czy zbieżność imion i nazw własnych. To właśnie fiński epos pobudził autora do rozwijania i ulepszania swojej opowieści, w celu stworzenia czegoś niezapomnianego i chwytającego za serce.

Ale… czy warto?

To mroczne i złowróżbne opowiadanie z pewnością nie jest pozycją dla każdego. Fani Tolkiena, zaznajomieni i przyzwyczajeni do stylu jego pióra, na pewno uznają utwór za pozycję obowiązkową, która umożliwi im zrozumienie i interpretację całego dorobku literackiego pisarza. Obeznanie z jego dotąd wydanymi dziełami niewątpliwie pomoże w zapoznaniu się z „Opowieścią o Kullervo” i pozwoli spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy. Natomiast autentyczność wydania zbliży niektórych odbiorców do autorytetu, jakim jawi się J.R.R. Tolkien – adresat pozna proces myślenia i tworzenia autora z samego źródła, nieprzefiltrowany, niezmieniony i autentyczny.

Ocena: 4.7/5

Dyskusja