Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kobiety Wolności – recenzja książki „Dziewczyny z Solidarności”

Anna Herbich w swej najnowszej książce obnaża minioną epokę polskiego komunizmu – nie mylić z komuną, która choć w założeniach politycznych podobna, oznacza co innego – ukazując czytelnikom kobiety walczące o wolność, o prawo do wyboru, o dostęp do dóbr i informacji, to książka o płci pięknej, która wywalczyła prawdę, a są to prawdziwe historie o damach polskiego podwórka. Bez ogródek.

W przeciwieństwie do książek Kamila Janickiego, Anna Herbich nie pisze w sposób popularnonaukowy, ani nie stara się ubarwiać swego utworu zbeletryzowanymi momentami, to raczej reportersko-dziennikarska praca, pisana stylem publicystycznym, który na dłuższą metę – mimo wszystko – nie męczy. Oddać autorce trzeba jednak, że jest to dzieło na temat, merytorycznie spójne, rozbudowane i pełne ciekawych – niedostępnych nigdzie – informacji.

Jak się okazuje, każdy okres historyczny niesie za sobą wielkie osobistości – Janek Wiśniewski, Lech Wałęsa czy Karol Modzalewski to nie jedyne ważne postacie w czasach polskiego komunizmu, w kraju – co prawda na mniejszą skalę, ale zawsze z wiarą i werwą – działał też szereg znakomitych, kobiecych osobistości, których biografie czasem wydają się wyciągnięte rodem z powieści Ludluma czy Fleminga. Kto by pomyślał, że pani Jadwiga może być ścigana listem gończym i wielokrotnie zmieniać tożsamość. A taka Beata, koleżanka ze szkolnej, trafiła praktycznie za błahostkę do więzienia, a potem dowiedziała się, że jej oprawczyni została za niegodziwości nagrodzona… Takie historie to kanwa, z której zbudowana jest owa książka.

Herbich przywraca na piedestał kobiety niedocenione, które przez lata walczyły w imieniu sprawy „Solidarności” – czasem stając naprzeciw tyranicznemu systemowi za zgodą mężów, czasem mimo ich zastrzeżeń. Oto dziewczyny, które nie ulękły się zamknięcia, bicia, tortur oraz ucięcia kontaktu z bliskimi – wierzyły w coś większego, czego nie dało się dostrzec w obecnym okresie. Zależało im na przyszłości dla następnych pokoleń – wolności, dobrobycie i równości, jak widać, ta zacięta, brudna i nieprzynosząca zaszczytów kampania się powiodła, a dziś owe kobiety odeszły niesłusznie w cień, dlatego pora, aby nasza świadomość zaznaczyła ich obecność w historii Polski.

„Dziewczyny z Solidarności” to książka o naszej przeszłości, o tym, co zbudowało dzisiejszą Polskę, o tym, co pozwala nam współcześnie siąść przed telewizorem i przełączać kanały, serfować po Internecie czy przeglądać Facebooka, a przede wszystkim mieć wpływ na nasze otoczenie i prawo głoszenia swych poglądów.

Herbich stworzyła swoisty przegląd, poczet kobiet doby „Solidarności”, przedstawiając ich historie z wielu perspektyw, z pierwszej ręki i różnych innych źródeł, a wszystko podane w bardzo przejrzysty i jasny w przekazie sposób, bez udziwnień i wariacji lingwistycznych. I właśnie ta książka utwierdza mnie w przekonaniu, że aby poznać historię współczesną, dawną oraz nowożytną przez odmienny punkt widzenie i jakby z cienia wydarzeń, wypada sięgnąć po serię „Prawdziwe historie”, której „Dziewczyny z Solidarności” są częścią.

Najnowsza książka Anny Herbich wskrzesza sylwetki bohaterek czasu komunizmu, czasu sekretnej okupacji i cichego terroru – pamięć o damach z „Solidarności”, bowiem o to się tutaj rozchodzi, dzięki temu utworowi publicystycznemu zostaje przywrócona. Jednak to nie jedyne zadanie książka, ta ma ich wiele – przedstawienie nietuzinkowych perypetii, studium obyczajowe i polityczne, akcent podziałów społecznych stanowią garść tego, co można w woluminie znaleźć.

Ocena: 4/5

Dyskusja