Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Komiks na salonach – recenzja komiksu „Maus”

Jeżeli ktokolwiek wciąż sądzi, że powieści graficzne są niedojrzałym tworem kultury i skierowane są przede wszystkim do młodszych odbiorców, powinni sięgnąć po utwór „Maus” Arta Spiegelmana, który choć działa w innym medium, bezsprzecznie stoi na tym samym poziomie, co „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella (z którym zresztą ma wiele wspólnego) czy „Władca Much” Williama Goldinga.

Co prawda komiks nie oferuje wyszukanych smaków graficznych, ani wysokoartystycznych plansz, niemniej formalistycznie i alegorycznie odkrywa nowe ścieżki – warto zaakcentować, że wybitne dzieło Orwella, podobnie jak „Maus” Spiegelmana metaforycznym aparatem czyni szatę zwierzęcą, bowiem to antropomorficzne istoty są bohaterami utworu, a dobór ich wyobrażeń wcale nie jest przypadkowy.

Koty – popkulturowo i nierzadko folklorystyczne – napiętnowane negatywnymi cechami oraz oddziaływaniem stają się tutaj nazistami; skórę mysz, czyli częstokroć domowych i polnych szkodników do wytępienia, ubierają w powieści graficznej Żydzi, co doskonale odwzorowywuje ideologię eksterminacji podludzi III Rzeszy; świniami stają się tu Polacy, a jest to nic innego, jak nawiązanie do określania nadwiślańskiego narodu przez Niemców „polskimi świniami”; psami zaś Amerykanie, z kolei żabami Francuzi.

Jednak formuła to jedno, o wyjątkowości utworu „Maus” decyduje natomiast podejmowana tematyka oraz problematyka – primo, autor przedstawia tutaj relację ze swoim ojcem oraz po trosze jego rys psychologiczny, secundo, dokładnie szkicuje w dziele wspomnienia okupacyjne i przedwojenne rodziciela. Ciekawe są także stosunki Polaków wobec Żydów – według doświadczeń Władysława Spiegielmana – która raczej nie napawają dumą, lecz stanowią istotne dopełnienie studium nad kondycją człowieczeństwa naszych rodaków doby II Wojny Światowej.

W utworze „Maus” przekaz jest kluczowy – w alegoryczno-symboliczny sposób przedstawia historię utalentowanego a sprytnego Żyda, który starał się jak mógł, aby w czasie kryzysu, potem zaś katastrofy, zapewnić rodzinie byt i szanse przetrwania. Art odmalowuje Sosnowskie getto, wszelakie próby uwolnienia się oraz ukrycia, bez cenzury i koloryzacji wystawia czytelnikom stosunki międzyludzkie, nie zawsze moralne i przywołujące pytania, o granicę ludzkiego sumienia. Na kartach graficznej powieści co ciekawe występuje wyłącznie jedna jednoznacznie pozytywna postać polska – ksiądz spotkany przez Władka w Auschwitz.

Niewola, głów, chłód, okrucieństwo, utrata bliskich i wszędobylska śmierć stanowią motywy fundamentalne dla fabuły opowieści – czasem aż trudno uwierzyć, że jeden człowiek mógł być świadkiem tak wielu emocjonujących zjawisk, jeszcze trudniej zdać sobie sprawę, że do tego doprowadzali inni ludzie, a właściwie koty… oczywiście, amorficzne alegorie tych pierwszych i to konkretnej społeczności. Art Spiegelman obnaża przewiny oraz destruktywną ideologię nazistów.

Warstwa wizualna przy innych stronach powieści graficznej wypada zatem odrobinę bezbarwnie, aczkolwiek metoda porównawcza nie jest w przypadku tego utworu właściwa, bowiem warsztat plastyczny współgra z holistycznym wyrazem dzieła. Stylistyka undergroundu, przywołująca twórczość podziemną – nierzadko w trakcie światowego konfliktu zbrojnego wykorzystywana przez kontrkultury czy ruch oporu. Czarno-białe rysunki, mocna, wyraźna kreska, pełne wypełnienia, choć odrobinę schematyczne wyobrażenia postaci (jeżeli chodzi o zarys) oraz plansze ukazujące przekrój pomieszczeń z detalami to skład kompozycji graficznej, która tworzy utwór „Maus”, i trzeba przyznać, że pobudza emocje lepiej, niż niejeden malarski komiks.

Art Spiegielman za sprawą „Mausa” wyniósł powieści graficzne na salony, sprawił, że świadomość popkulturowa została zrewolucjonizowana, a medium komisku przestało być postrzegane jako naiwne, niedojrzałe bądź niskowartościowe, lecz przede wszystkim udowodnił – chociaż nie był pierwszy, ani ostatni – iż w historiach obrazkowych można przemycać ideały, wplatać w niełatwe tematy oraz zajmować się nimi w tak samo poważny sposób, jak czyni to literatura czy film. Czy warto więc zajrzeć do wnętrza tego konkretnego medium wizualnego? – myślę, że owe pytanie wypada pozostawić retorycznym.

Dyskusja