Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Królicza odyseja – recenzja książki „Wodnikowe Wzgórze”

Króliki to małe, puchate stworzonka, które jako ludzie nauczyliśmy się zamykać w domowych klatkach dla własnej uciechy. Na większości wsi ciągle jeszcze króliki stanowią jeden z elementów hodowli, by po odpowiednim czasie zostać zamienionymi w pasztet. Są wreszcie „króliki dzikie” (zające), te zamieszkałe w naszych lasach, z dala od ludzkich siedzib, starające się żyć własnym, wolnym, króliczym życiem. O tych właśnie królikach jest książka „Wodnikowe Wzgórze” – o zwierzątkach, zdolnych do wielkich czynów, które przeżywają wielkie przygody, mimo swoich małych, króliczych serc.

Richard Adams stworzył „Wodnikowe Wzgórze” w trakcie podróży samochodem wraz ze swoimi córkami. W czasach, kiedy nie było internetu, w radiach nie zawsze leciały interesujące audycję, także aby umilić dzieciom drogę, autor opowiadał im historię o królikach. Wszystko dzieję się na angielskiej prowincji. Królikarnia Sandleford żyję w błogiej idylli. Długousi mieszkańcy spędzają dnie na jedzeniu, parzeniu się i przetrawianiu bobków. Leszczynek i Piątek to dwaj bracia, niczym nie wyróżniający się spośród króliczej społeczności – ot po prostu kolejni członkowie stada. Sęk w tym, że Piątka od jakiegoś czasu zaczynają męczyć dziwne przeczucia, które każą mu zabierać się jak najszybciej ze Sandleford, gdyż zbliża się do nich wielkie niebezpieczeństwo. Leszczynek początkowo nieprzekonany histerią brata z czasem zaczyna mu wierzyć i przekonywać resztę swoich współplemieńców do wielkiej wyprawy. Wyprawy tym trudniejszej, że króliki to zwierzęta z natury strachliwe i nie oddalające się zbytnio od swojej bezpiecznej nory. Dlatego tym bardziej niezwykła będzie to podróż, pełna drapieżników, codziennej walki o przetrwanie i wielkich pokazów męstwa i braterstwa.

Stylistyka książki i ten krótki opis mogą budzić mylne skojarzenia. „Wodnikowe Wzgórze” raczej nie są książką dla dzieci. To nie jest powieść w stylu „Kubusia Puchatka”, gdzie wesołe zwierzątka przeżywają swoje niezwkłe przygody, po czym wracają na noc do przytulnego mieszkania, jedzą kolację i idą spać. „Wodnikowe Wzgórze” przypomina raczej „Odyseję”; gdzie każda kolejna perypetia może się skończyć dla uczestników wyprawy śmiercią. Z każdej strony czeka straszny drapieżnik: lis, sowa, pies kot. Po drogach pędzą samochody, a trzeba przecież jeszcze powiedzieć o ludziach, którzy polują na króliki, czy to dla mięsa, czy to dlatego, że te gryzonie im przeszkadzają. Na całe szczęście depresyjna atmosfera nie jest w stanie utrzymywać się długo i choć niejednokrotnie w trakcie lektury mogą nas dopaść silniejsze emocje (zwłaszcza w trakcie opowieści o tym, co się stało w królikarni Sandleford) to przez większość czasu spędzonego nad książką będziemy chłonąć wspaniały styl Adamsa. Bo czyta się „Wodnikowe Wzgórze” niczym baśń, nie tylko przez wzgląd na elementy fantastyczne wplecione w świat przedstawiony, ale głównie dzięki wspaniałym opisom przyrody, które sprawiają, że z każdą linijką będziemy niemal czuć świeżo skoszoną łąkę południowej Anglii. To, co jednak autorowi wyszło najlepiej, to przedstawienie królików. Na stronach „Wodnikowego Wzgórza” kicające ssaki mają własny język, hierarchię, a nawet mitologię. Opowieści o El-ahrerze, księciu królików, są cudowną odskocznią od głównej linii fabularnej, dodatkowo pogłębiając jeszcze wiedzę czytelnika o tajemniczym świecie futrzanych zwierzaków.

Nie mogłoby by być dobrej powieści bez odpowiednio zarysowanych charakterów. Początkowo imiona i postacie królików mogą się czytelnikowi mylić, zupełnie tak jak w rzeczywistości, gdzie wiele z kłapouchych wygląda prawie tak samo, jednak po dłuższym czasie zaczynamy dostrzegać różnice. Leszczynek od początku kreowany jest na przywódcę i lidera, który wie, kiedy podjąć ryzyko, zmotywować swoich przyjaciół do działania, czy wreszcie znaleźć rozwiązanie w sytuacji bez wyjścia. Z biegiem czasu zaczniemy zauważać coraz więcej podobieństw, między tym uroczym stworzeniem a herosem świata królików El-ahrerą. Nie można zapomnieć o bracie Leszczynka Piątku, który jako piąty z miotu jest stworzeniem raczej kruchym i delikatnym. Jednak ma coś, co wyróżnia go na tle współbraci – są to zdolności do przewidywania przyszłości, co niejednokrotnie pomoże grupie w wydostaniu się z tarapatów. Jak w każdej powieści tak i tutaj na drodze naszych bohaterów stanąć musi antagonista, w jego rolę w „Wodnikowym Wzgórzu” wciela się Generał Czyściec, który zahartowany przez swoją tragiczną historię zdziczał i teraz stanowi postrach wśród swojej królikarni, trzymając ją na krótkiej smyczy za pomocą wiernych mu pomocników.

„Folwark zwierzęcy” pokazywał na przykładzie farmy zło, jakie niesie ze sobą totalitaryzm. „Wodnikowe Wzgórze” zaś przemyca pod postacią cudownej baśni morał o wolności, która jest największą wartością dla żyjących stworzeń. Przez kolejne strony będziemy odkrywać kunszt autora nie tylko pod względem niezwykle estetycznego wizerunku świata przedstawionego, który zamienia południową Anglię w krainę z baśni, nie tylko ze względu na niesamowity klimat powieści, ale również ze względu na warstwę filozoficzno-moralną. Tego klasyka literatury anglosaskiej polecam absolutnie wszystkim – książka, której nie można nie znać.

PS Nowe wydanie zawiera ilustracje Aldo Galli, które są wprost obłędne i dodatkowo podnoszą wartość estetyczną książki

Ocena: 5/5

Dyskusja