Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót pana Durdena – recenzja komiksu „Fight Club 2”

Jak się okazuje literackie dzieło spod kilkunastu lat może wciąż inspirować i oddziaływać na popkulturę, nie dziwne więc, że po czasie autor postanowił powrócić do niego, kontynuując je w iście niebanalny sposób, bowiem sięga po medium komiksowe, w ramach którego tworzy „Fight Club 2”, łączący w sobie dawne rozwiązania z zupełnie nowymi doświadczeniami.

Chuck Palahniuk przyzwyczaił swych czytelników do brutalnego, irracjonalnego oraz nasiąkniętego mięsistą ordynarnością świata przedstawionego, co wyraźnie widać praktycznie w każdym jego dziele, począwszy na „Podziemnym kręgu”, przez „Opętanych”, na „Pełni piękna” nie kończąc. Jednak ostatnio zdecydował się literacką twórczość przekonwertować na medium pokrewne, choć rządzące się zgoła odmiennymi prawami. Powieść graficzna z pewnością była dlań wyzwaniem – niemniej o czym świadczy sam utwór i gorące jego gorące przyjęcie, próbę Palahniuka można uznać za wcale udaną.

Dziesięć lat po zwieńczeniu historii z „Podziemnego kręgu” Sebastian nie jest już tym samym człowiekiem, co

niegdyś – lekarstwa pomogły mu opanować swe mroczne alter ego, stał się biurowym pracownikiem korporacji zbrojeniowej i ożenił z Marlą, z którą doczekał się męskiej latorośli. Rutyna życia dopada jednak oboje i chociaż mężczyzna sukcesywnie stara się wieść spokojną, rodzinną egzystencję, to jego partnerka pragnie wyrwać się z monotonii – dlatego też podmienia mu lekki, budząc w nim drugą połówkę rozdwojonej jaźni, swoistego pana Hyde’a. Początkowo taka zmiana podoba się Marli, acz Tyler Durden szybko wymyka się spod kontroli, lecz tym razem pragnie dopełnić większego celu, zniszczyć świat. Zaczynając od własnego domu. A właściwie domu Sebastiana.

Warstwa fabularna zdaje się jednopłaszczyznowa i mało skomplikowana, przekaz jest jasny, ale wszystko zaczyna dziwić w realiach „Podziemnego kręgu”, mimo psychodelicznych aspektów świata całkiem realistycznego. Niemniej, komiksowa narracja prowadzona jest generalnie przez Durdena, co owocuje dość skrzywioną perspektywą postrzegania otoczenia, zaś minimalistyczna maniera i pełen ironii, czarnego humoru oraz ordynarności warsztatowa Palahniuka doskonale oddaje atmosferę irracjonalnej historii „Fight Clubu 2”. Warto również wspomnieć o licznych kontekstach kulturowych, sięgających nawet starożytnego dziedzictwa, jak dzieje Adama i Ewy – zręcznie i subtelnie wplecionych do opowieści.

Jednak komiks nie byłby tak udany, gdyby nie szata wizualna, wykonana przez Camerona Stewarta, rysownika, i Dave’a Stewarta, odpowiedzialnego za nałożenie i zbalansowanie barw, to właśnie oni postarali się, aby grafika współgrała z wyrazem tekstualnym obrazkowej historii. Posępne, niepokojące i dość proste rysunki zazębiają się z minimalistycznym stylem Palahniuka, z kolei niezróżnicowana kolorystyka w pełni oddaje – a przede wszystkim potęguje – problematyczny charakter „Fight Clubu 2”.

Graficzna powieść w doskonały sposób przywołuje esencję „Podziemnego kręgu”, oferując czytelnikom całkowicie inne doświadczenia, związane przede wszystkim z nową formułą przekazu, która nie tylko sprawiła, że historia zyskuje bardziej współczesne brzmienie, lecz pozwala hiperbolizować niektóre aspekty na płaszczyźnie problematyczno-tematycznej. Palahniuk zaś spełnia się roli scenarzysty, zaskakując innowacyjnymi w swym warsztacie podejściami oraz zabiegami, które już bardzo dobrze znamy – ironia, patos, brutalność czy wisielczy humor to znak firmowy autora i nie zabrakło go również w „Fight Club 2”.

Dyskusja