Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rycerze prawdziwego życia – recenzja komiksu „Rycerze świętego Wita”

Na rynku wydawniczym – wbrew pozorom – wcale nie trudno o komiksową perełkę, nawet w sektorze superbohaterskim („Miracleman” według scenariusza Alan Moore, Peter Milligan oraz Grant Morrison czy „Azyl Arkham” tego ostatniego), a ostatnio na polskiej arenie pojawiło się ich całkiem niemało… „Ranx”, „Wieczna wolność”, „Hugo”, „Kościsko”, „Y – ostatni z mężczyzn” bądź właśnie „Rycerze świętego Wita”, i to nie wszystko.

Rodzime wydawnictwa (a co za tym idzie, najwyraźniej czytelnicy również) nareszcie zaczynają dostrzegać potencjał drzemiący w komiksowym medium. Niewątpliwie wiąże się to z przewartościowaniem świadomości kulturowej, bezpośrednio związanej z powieściami graficznymi. Mniej więcej w tym samym czasie – stosunkowo niedawno – światło dzienne ujrzały trzy (dwa wznowione) bezsprzecznie wielkie, światowe tytułu. Co ciekawe wszystkie w zbiorczym wydaniu, „Maus”, „Ranx” i „Rycerze świętego Wita”, zatem każdy z nich miał mocną konkurencję. Jednak jakby nie patrzeć – poruszały różne tematy, zachwycały na odmienne sposoby i dostarczały przeróżnych doświadczeń.

„Rycerze świętego Wita” są bodaj trudni do sprecyzowania, bowiem autor – David B., zaś naprawdę Pierre-François Beauchard – nie serwuje w nich fikcji, ani nie przetwarza faktów z drugiej ręki, historia obrazkowa to tak naprawdę autotematyczna opowieść o tym, jak on to i jego rodzina starali się radzić z chorobą starszego o trzy lata brata, epilepsją, która pojawiła się niespodziewanie i całkowicie zmieniła życie w domu Beauchard. Autobiografie nigdy nie wliczają się w poczet prostych do napisania utworów, oczywiście, gdy są głęboko osobiste oraz autentyczne, bowiem człowiek się nieco odsłania, zdradza swe czyny, które nie zawsze – a przynajmniej w jego opinii – mogą być moralne czy poprawne.

Pierre-François przedstawia w „Rycerzach…” nie tylko zaplecze radzenia sobie z przypadłością Jean-Christophe’a, lecz wystawia czytelnikom proces swego dojrzewania, zarówno intelektualnego, emocjonalnego i fizycznego. Nie bez znaczenia w latach młodzieńczych było dla niego poszukiwanie ideałów, a przede wszystkim własnej tożsamości, budowanie mechanizmów obronnych, aby w kontaktach przy nie do końca normalnej relacji nie zszargać sobie nerwów oraz nie nabyć zaburzeń psychicznych.

Jeszcze jednym istotnym elementem problematyki podejmowanej przez ów autotematyczny album jest okres kształtowania się artystycznego stylu i wrażliwości Davida B., ponieważ to on przyczynił się do finalnego spięcia komiksu absurdalnymi ilustracjami oraz miejscowo groteskowym wyrazem, ale to właśnie te konkretne cechy sprawiają, że warsztat Beaucharda jest charakterystyczny, nie zaś standardowy i bezbarwny w ujęciu rozpoznawczym twórcy.

Co więcej – autor nie unika trudnych tematów, nie kryje bólu i dawnego gniewu, jaki ongiś w nim drzemał, spowodowanego pewnymi rodzinnymi incydentami. Niejednokrotnie adresat odczuwa w przeżyciach bohatera poczucie zagubienia, brak oparcia w otaczającym go świecie, i wcale wyrazista jest walka z środowiskiem oraz późniejsze budowanie zeń relacji.

Warstwa graficzna także odgrywa tutaj integralną rolę z szatą tekstualną – czarno-białe plansze i wizualny zarys świata przedstawionego nadaje całości posępnego, odrobinę niepokojącego charakteru, który potęguje przekazywane w komiksie doświadczenia, szczególnie ból, zagubienie i strach. Groteska i pojawiające się od czasu do czasu absurdy ukazują z kolei, jak złożony i skomplikowany jest młody umysł, zwłaszcza wtedy, gdy dotychczas znany mu świat ulega gwałtownemu przeobrażeniu.

„Rycerze świętego Wita” niosą za sobą wiele uniwersalnych przekazów, lecz treść powieści graficznej – według założeń m.in. Umberta Eco – pozwala na ogrom interpretacji, które przyczynią się do tego, co jest bodaj najszlachetniejszym (skrytym i często niekoniecznym) zadaniem tekstu kultury – zmuszają do myślenia, nierzadko samodzielnego, a o własny umysł wypada dbać, karmiąc go choćby takimi wybitnymi dziełami, jak „Rycerze świętego Wita”.

Dyskusja