Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sensacja w zawrotnym tempie razy dwa – recenzja książki „Zagadka Bourne’a” oraz „Przewaga Bourne’a”

Dwa najnowsze tomy z Jasonem Bourne’em w roli głównej to wciąż ta sama, dobrze wyważona i pełna dynamicznych scen opowieść, o człowieku niezwykle wyćwiczonym i nieuchwytnym, która poruszała czytelników jeszcze, gdy tworzył ją pierwotny twórca. Niemniej, Eric van Lustbader oddaje wielki pokłon swemu mistrzowi i w zręczny sposób powraca z jego bohaterem w nowych, emocjonujących, acz nieco innych historiach.

Jason Bourne, stworzony przez Roberta Ludluma, to jedna z najbardziej ikonicznych postaci powieści sensacyjnych, tuż obok Jamesa Bonda czy Jacka Reachera, lecz ten fakt, nie powinien nikogo dziwić, ponieważ autor stosuje się do swoistego kodu, sprawiającego, że odczytywane przez czytelników historie, pochłaniają ich, a potem wymuszają po sięgnięcie po więcej, zaś wszystko opiera się praktycznie na tym samym schemacie, tylko ze zmiennymi punktami fabularnymi.

„Przewaga Bourne’a”, dwunasty z kolei tom serii, zabiera interpretatorów wraz z Jasonem do Kataru, gdzie protagonista odgrywa syryjskiego ministra, bowiem od roku zajmuje się podszywaniem pod znane osobowości, co ma je ustrzec przed atakami i zamachami, jemu zaś ułatwia to unieszkodliwianie przestępców oraz ich chwytanie. Jednak udając polityka zostaje napadnięty, reszta rządowców wymordowana, zaś on uprowadzony. Jak się później okazuje, to nie jego fałszywa tożsamość była motorem napędowym zdarzenia, lecz on sam – pewien terrorysta pragnie wykorzystać Bourne’a do zamachu stanu, zanim dojdzie do podpisania paktu izraelsko-palestyńskiego.

Główna oś fabularna sprowadza się do jednego – do rozwiązania sprawy, po drodze napotykając się z licznymi

przeszkodami, które zasadniczo określić można jako serię scen akcji, z wybuchami, spektakularnymi wyczynami, emocjonującymi starciami i pojedynkami, zaś wisienką na torcie jest tutaj nieopadające praktycznie ani na chwilę napięcie, w jakim trzyma czytelników autor.

Umberto Eco opracował nawet pewien model – wprawdzie uczynił to na potrzeby analiz powieści Iana Fleminga – rozszyfrowywania punktów wspólnych, dzięki któremu moglibyśmy porównywać tę część perypetii superagenta z poprzednimi, bądź następną „Zagadką Bourne’a”, która choć na pierwszy rzut różna, to po głębszym zastanowieniu nawet w zarysie fabularnym podobna do każdej innej przygody Jasona. Zmienia się jedynie szata poszczególnych elementów i układ wydarzeniowych puzzli, początek i zakończenie są zaś kalkami – smakowitymi rozrywkowo – a reszta przemieszcza się, mimo że funkcje pozostają takie same.

„Zagadka Bourne’a” z kolei przenosi bohatera do Rosji, gdzie od wielu tygodni pewien agent pilnie pragnie się spotkać z tytułową postacią, a gdy już dochodzi do rozmowy, nagle kurtyna opada i tuż po niej szef kontrwywiadu zostaje zamordowany, zaś sam modus operandi zabójcy przypomina działanie fanatyka religijnego, albo osobę doskonale wyszkoloną i potrafiącą mylić trop. Nie jest to jednak jedyna tego typu zbrodnia w okolicy, ktoś dwa tygodnie wcześniej zabił kuriera owego agenta, a tej samej nocy giną również inni mężczyźni. Wszystko wskazuje, że Bourne po raz wtóry wplątał się w szeroko zakrojoną intrygę rangi państwowej i jak wykazuje swoiste śledztwo, bardzo prawdopodobne jest to, że ktoś z rosyjskich elit maczał w tym palce.

Sumarycznie, poza niektórymi motywami, dostajemy powtórkę z rozrywki – zgodnie z tezami jakimi kierował się Eco w badaniach prozy Fleminga, wszystko poukładane jest podobnie, uwzględniając oczywiście zmiany, jakie musiały zajść w fabule. Jednak to nie to przyczynia się do poczytności tej literatury, sam wielki boloński semiotyk nigdy nie traktował takiej beletrystyki krytycznie, przyczyniają się zabiegi, mające utrzymywać czytelnika w ciągłym napięciu oraz co i rusz podsycające jego ciekawość. Podobne triki serwuje Dan Brown, lecz to zupełnie inna kategoria, gdzie potencjał nie jest tak bardzo wykorzystywany, co nie zmienia faktu, że zaczyna się krystalizować „przepis na bestseller” (Umberto Eco napisał dzięki niemu dwie pierwsze powieści[1]).

Bohaterowie w swej konstrukcji także mają wypadać interesująco dla czytelników – Jason to outsider, człowiek drogi, posiadający własne kryterium oceniania moralności, które pozwoliło mu przeżyć już dobre parędziesiąt zdarzeń prawie śmiercionośnych. Choć uzdolniony, utalentowany i wyćwiczony, nie jest jednak nader złożoną postacią, dzięki czemu odbiorca nie skupia na nim wielkiej uwagi, poświęca ją zaś jego poczynaniom. Z innymi sylwetkami pozytywnymi rzecz ma się podobnie, z tym, że często otrzymuje się tutaj bohaterów służących jedynie jako tło dla działań protagonisty i antagonistów. Negatywne charaktery z kolei mają budzić niechęć, ale i fascynację, co skrzętnie udaje się autorowi – są niejednoznaczni, umotywowani, acz nierzadko zagadkowi i, po dłuższym czasie, prości.

Jasny i przejrzysty musi być też język powieści, dlatego Lustbader nie bawi się w bardziej wyszukane metaforyzmy, nie zarzuca czytelnika głęboką problematyką, ani tematami, na którymi ten mógłby się zastanawiać – magnetyzuje dynamiczną fabułą z licznymi zwrotami akcji.

Oba najnowsze na naszym rynku tomy przygód Jasona Bourne’a to nie powrót do początków bohatera, gdzie wszystko podane zostało w mniejszych proporcjach, a sam protagonista był dopiero odkrywany, ukazują paletę swych możliwości i zdolności. „Przewaga Bourne’a” oraz „Zagadka Bourne’a” są poniekąd hołdem dla twórcy postaci – Roberta Ludluma – lecz Lustbader stosuje wiele modyfikacji, zaś szkice początkowych części cyklu pozostawia już w spokoju.

[1] „Superman w literaturze masowej”, Umberto Eco, Kraków 2008, ISBN 978-83-240-0923-7.

Ocena: 3.75/5

Dyskusja