Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zwyczajny chłopiec – recenzja komiksu „Ranx”

Seks, przemoc, narkotyki, seksizm, alkoholizm, pedofilia i cała paleta innych patologii społecznych oraz zaburzeń psychicznych to codzienność świata przedstawionego w komiksie „Ranx” – przełomowym dziele lat 70., które współcześnie może budzić wielkie kontrowersje, a co dopiero wówczas w niektórych regionach, pomimo kwitnącego okresu hippisowskiego ruchu.

Stefano Tamburini, Alain Chabat i Jean-Luc Fromental, scenarzyści komiksu, postanowili wprowadzić do powieści graficznej ogromne zmiany, a pierwsza z nich widoczna jest już w warstwie sztafażowej uniwersum. Jak wiemy pierwszym przedstawicielem i właściwym prekursorem nurtu cyberpunkowego w literaturze jest Stanisław Lem*, następnie za piewcę owego subgatunku science fiction obiera się Williama Gibsona**, pierwszy „Ranx” wkroczył do sfery komiksowej nieco wcześniej, bowiem w 1978 roku ukazał się pierwotny odcinek powieści graficznej.

Jednak następnym elementem wyróżniającym powieść graficzną jest podejmowana przezeń problematyka, przejawiająca się nawet na odległym planie – mianowicie wszystkie patologie, skrzywienia, zaburzenia czy fetysze stoją w świecie „Ranxa” na porządku dziennym, są wręcz normatywem. Dlatego skonstruowany przez niepoprawnie ambitnego studenta android, złożony przede wszystkim ze szmelcu oraz elektroniki jaka była pod ręką, zaprogramowany przede wszystkim tak, aby ćpał, szwendał się i uprawiał seks, mając otoczenie w głębokim poważaniu; doskonale pasuje do takiego uniwersum. Jedynym problemem jest miłość… choć i ta nie grzeszy krystaliczną czystością i jest równie niepoprawna, co reszta zjawisk społecznych. A może nawet i jeszcze gorsza.

Szafowanie takimi szokującymi i krzykliwymi motywami także nie należy do nowości w dorobku tekstów kultury, za przykład można wciąż choćby markiza de Sade – „Sto dwadzieścia dni Sodomy” czy „Justyna czyli nieszczęścia cnoty” – ale „Ranx” rządzi się zasadniczo innymi prawami. Pełen absurdalnych wizji, prostackich zagrań bądź amoralnych czynów jawi się nam jako groteska, nie tyle szalony eksperyment, co ostrzeżenie o możliwym spaczeniu, jakie może nas dotknąć.

Co ciekawe, „Ranx” nie wartościuje ludzi, jak to robi wiele współczesnych (i nie tylko***) tytułów, kontrastując nie zawsze moralnego człowieka z niewinnym robotem; w świecie przedstawionym komiksu wszyscy są warci siebie nawzajem, nie dbają o kwestie etyczne, nie wykazują empatii, a całe społeczeństwo popada – zdaje się w którąś z kolei – degrengoladę. W obecnych czasach związek dojrzałego mężczyzny z dwunastolatką budziłby nie tyle odrazę czy zdziwienie, co po prostu z góry byłby napiętnowany i zniszczony, a potem ukarany.

Sam komiks podzielony jest na siedem rozdziałów – z czego pierwszy, najwcześniejszy jest bezbarwny i w nim to właśnie dane jest nam poznać genezę głównego bohatera. Warstwa graficzna jest tutaj dość zróżnicowana, bowiem raz tworzony jest według undergrandowych nut, raz akrylowo, raz za pomocą markerów. Nie zmienia to faktu, że cieniowanie czy balans barw stoi na wysokim poziomie.

Trudno jednoznacznie określić wartości płynące z lektury powieści, z jednej strony jest to ciekawe doświadczenie wizualne, z drugiej przełamuje pewne tabu, działając ironicznie, podkreślając zjawiska niepożądane w naszej kulturze, ale na dodatek może być odbierane jako ostrzeżenie przed tym, co może nas spotkać. „Ranx” to ukazanie tworu nieprzeciętnego, którego potencjał został niemalże doszczętnie spaczony, a jednak pojawia się tutaj drobny element – miłość – przyćmiony przez anturaż, mogący stanowić alegorię, wręcz symbol tego, że nawet na najgłębszym dnie, może tlić się iskierka nadziei.

* „Obłok Magellana”, Stanisław Lem, Iskry 1955.
** Opowiadanie „Johnny Mnemonic”, [w:] „Omni” maj 1981.
*** „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”, Philip K. Dick, Prószyński i S-ka 1995.

Dyskusja