Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Adiós Alibabo – recenzja mangi „Magi” #2

Druga odsłona komiksowego cyklu „Magi” nie epatuje już tak rubasznym i infantylnym humorem, ale wciąż sprawia odbiorcy wiele przyjemności, a to głównie za sprawą dwóch głównych bohaterów – rezolutnego a wielce beztroskiego chłopca Aladyna oraz tajemniczego młodzieńca Alibabę, zamieszkującego ulicę, lecz znającego maniery oraz sztuki rodem z królewskiego pałacu.

Po lekturze pierwszego tomu zdawać by się mogło, że seria „Magi: The labyrinth of magic” będzie fabularnym tasiemcem, którego cel intrygi zatrze się w natłoku pobocznych wątków oraz niekończących się gagów. Jednak druga odsłona sprawia, że wizja przyszłości cyklu krystalizuje się jako mozaikowa forma, bowiem recenzowana część zamyka główną oś historii rozpoczętej w startowym tomie.

Alibaba i Aladyn meandrują po bezkresnych tunelach, salach i grotach sekretnego labiryntu, pełnego starożytnych zagadek, magicznych inskrypcji, śmiercionośnych pułapek oraz morderczych stworów. Na szczęście w zanadrzu mają potężnego a wstydliwego dżina, wyciągającego ich z największych opresji. Jak się jednak okazuje, nie tylko jego zdolności okazują się wcale przydatne – zarówno jeden, jak i drugi chłopak zaskakuje nieprzeciętnymi umiejętnościami, a te z pewnością się przydadzą, ponieważ po piętach depcze im Jamil, skorumpowany władca miasta Qishan, wraz z niebezpieczną obstawą.

Większa część akcji toczy się w jednym z labiryntów (nie licząc epilogu) i mimo że rozwój wypadków nie jest zbytnio skomplikowany, ani złożony, potrafi utrzymać uwagę czytelnika aż do końca tomiku. Tym razem na bohaterów nie czekają trudne do rozgryzienia łamigłówki czy sprawy wręcz nierozwiązywalne, przez lwią część przeszkód przechodzą bez najmniejszego problemu, co nieco zawodzi czytelnika, gdyż postacie prowadzone są za rękę przez autorkę – nie wpływa to dobrze na autentyzm świata przedstawionego. Szczęściem, owa komedia fantasy raczej nie stawia na realizm, bardziej zajmując się magicznymi wyczynami oraz humorystycznymi scenami.

Jeżeli chodzi o sztafaż – nie jest on zbyt często zarysowywany, lecz twórczyni od czasu do czasu przemyca informację o uniwersum, które choć inspirowane wczesnośredniowieczną kulturą arabską oraz – szczególnie – „Baśniami z tysiąca i jednej nocy”, ma także elementy autorskie, jak specyficzna hierarchia bytów wyższych niż zwykli śmiertelnicy czy niezwykłych labiryntów, gromadzących w sobie często coś zupełnie innego, aniżeli się powszechnie uważa. Do tego nie brak tutaj magii i czarodziejskich przedmiotów, ale te swój rodowód wywodzą z wcześniej wspomnianego epokowego arcydzieła literackiego.

Graficzna oprawa z kolei została skrojona w tradycyjny dla japońskich komiksów o charakterze rozrywkowym – w miarę proste, acz bardzo plastyczne ilustracje, wypełnione przez raster lub kreskowanie, zorientowane są przede wszystkim na postacie i ważne dla opowieści przedmioty, czasem jednak autorka uraczy czytelników znacznie szczegółowszym tłem. Nie stroni też od wizualnych zabiegów typowych dla utworów komicznych, które rozluźniają atmosferę permanentnej wędrówki przez labirynt.

Druga część cyklu „Magi” to bardzo przyjemne czytadło, acz pozostawia bardziej niedosyt, niż satysfakcjonuje, ale w przypadku owej serii to zasadniczo plus, bowiem czytelnik ma ochotę poznać sens wielu wyborów bohaterów oraz odpowiedzi na pytania, które pozostawiła po sobie lektura obu tomów. I mimo że adresat nie ma do czynienia z idealną mangą, (pop)kulturowy melanż zaserwowany przez Shinobu Ohtaka zapewnia mu wcale miłą chwilę z czymś więcej, aniżeli komiksowy fast food.

Dyskusja