Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Krew na naszych rękach – recenzja książki „Pola krwi”

Wojna, przemoc, pogrom to hasła, które pozornie jakoś nijak się mają do terminu „religia”, częstokroć nawet odbierane są jako wyrazy antonimiczne, lecz Karen Armstrong rozwiewa wątpliwości odnośnie do powiązań między powyższym związkiem. Jak się okazuje – to główna teza „Pól krwi” – u podstawy większości większych wierzeń leży terror, wyzysk i przemoc, aczkolwiek badaczka daleka jest od tego, aby samą religię nazywać złą i destruktywną. Winni zaś wszystkim negatywnym sprawunkom są naturalnie wyznawcy, a właściwie ich religijni przywódcy i, nierzadko ich prywatne interesy.

Nie jest to bynajmniej reguła, absolutnie nie można w tej sferze generalizować – co zresztą czyni Armstrong – jednak należy podkreślić, że nie religia wyznaczała krwawe ścieżki swym wyznawcom, lecz ci, który mieli ją ukształtować. Problem zatem nie ma charakteru odgórnego, wierzeniowego, to ludzie od wieków ruszali na krucjaty, na wyprawy mające nieść słowo nawrócenia. Najprostszą metodą, żeby powiększyć grono wyznawców, okazała się brutalna siła – a tę wykorzystywano nagminnie.

Karen Armstrong, brytyjska specjalistka od zagadnień religioznawczych i tematów raczej stanowiących w tym obrębie tabu, bierze na warsztat religie – w szczególności trzy największe, monoteistyczne: judaizm, islam, chrześcijaństwo – i wyłuskuje z ich historii sceny, które ewidentnie świadczą o ofensywnym systemie wierzeń. Dochodzi jednak do tego, że winne są od początku konteksty kulturowo-polityczne, sprawiające, że wyznawcy miast trzymać się pierwotnych i, w zasadzie, jedynych założeń swej wiary, podążają za syntetycznymi doktrynami oraz czczymi obietnicami. Obusieczny jest mimo wszystko ten miecz, bowiem i „prawodawcy”, i „prawobiorcy” odstępują często świadomie od credo, jakim powinni się kierować w założeniu swej religii.

Ale i strach przed siłami wyższymi, przejawiany przez maluczkich, odegrał tutaj także niemałą rolę, gdyż to właśnie on kierował poczynaniami ludzkimi, skłaniał do zbrodni w imię nie wiary, lecz obawy przed karą za brak posłuszeństwa i z ramienia boskiego, i z ramienia ziemskich posłanników. Nikt także nie chciał zostać obciążony klątwą, odtrąceniem od społeczności przywiązanej do religijnych tradycji, dlatego też szedł naprzeciw innowiercom. Jednak to zaledwie skrawek fragmentu tego, co tak naprawdę leżało u podstaw w dążeniach do wyplenienia różnowierców.

Ideologia religijna dokooptowana do wojen, pogromów, pacyfikacji i rzezi ma najczęściej inne oblicze, a sama prawda jest o wiele bardziej pragmatyczna, niżby się mogło zdawać. Wiele zależało od władz kościelnych, które pozornie byłby niezwiązane z świecką, lecz po prawdzie nieraz tuliły się uściskiem braterskim a zdradzieckim. Rozchodziło się zatem o władzę, dominację, płynące z tego profity i oczywiście skarby wszelakiej maści, ziem, złota, zbóż, złóż mineralnych i ludzkich zasobów. Dlatego religia – służyła niejednokrotnie jak aparat wyzysku – wpisana w ustalony porządek społeczno-polityczny, zbudowany od podstaw na wyzysku i przemocy.

Wykazanie związków religii i agresji, uporządkowanie wszystkiego i dokładna, obiektywna analiza, bez wartościowania, była pracą zapewne trudną. Armstrong postarała się, aby jej dzieło było kompletne, wnioski miały podstawy, zaś stwierdzenia podpierały się mocnymi dowodami i badaniami innych autorytetów. Fakty są w „Polach krwi” wręcz niepodważalne i ciężko się z nimi nie zgodzić, nawet jeśli wychowało się w kulturowym kręgu, którego zasady niejako zostały w naukowym opracowaniu złamane. Niemniej, lektura utworu jest bardzo pouczająca i ciekawie zarysowuje wiele aspektów, mających wpływ na rodzenie się przemocy w grupach wyznaniowych.

Sięgając po wojny starożytnego Sumeru, epokę Gilgamesza, aż po współczesne zamachy terrorystyczne i plan ataku z 11 września, Karen Armstrong, stara się – rekonstruując wiele wydarzeń – zaakcentować punkty wspólne, które stanowią ogniwa łańcucha, łączącego religię z przemocą. Badaczka wprost mówi o tym, że kościoły i wyznania nigdy nie były święte, nie zawsze dążyły do pokoju i… najwyraźniej nigdy nie będą. Jednak to zaledwie garść tego, co oferuje autorka w napisanym sprawnym, nie nużącym stylem dziele, obnażającym czarne plamy w historii religii.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja