Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Opowieść o przyjaźni, władzy, ambicji i sile informacji – recenzja mangi „Do Adolfów” #1

„Do Adolfów” to jedna z opowieści, która porusza emocje czytelnika niczym wytrwany bard struny lutni, a do tego na podobnym poziomie snuje narrację o czynach wielkich, lecz nie zawsze chwalebnych i godnych, acz z pewnością wartych zapamiętania. Osamu Tezuka to wielce ambitny artysta, potrafiący niełatwe tematy przedstawić w zręczny a plastyczny sposób, nie zacierając przy tym morału, co wcale nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać.

Osamu Tezuka w latach 80., w których wydano pierwotnie w Japonii recenzowany komiks, podjął się w swej fabularyzowanej opowieści tematu bardzo kontrowersyjnego, choć nie zmuszającego do żadnych antypatii i ksenofobii – wręcz przeciwnie, rzucającą zupełnie inne światło na problematykę działań hitlerowców oraz naczelnego wodza ówczesnej Rzeszy w dobie rządów niesławnego Adolfa. Okazuje się bowiem, według opowieści Tezuka, a także miejskich legend, które coraz bardziej zbliżają się do prawdy; że dyktator III Rzeszy mógł mieć żydowskie oraz afrykańskie korzenie.

W Berlinie ma odbyć się Olimpiada, na którą przybywa japoński dziennikarz, Sohei Toge, postanawiający spotkać się z młodszym bratem, pragnącym jak najszybciej przekazać mu ważkie dokumenty. Jednak na skutek zawodów, Sohei spóźnia się na umówione spotkanie, co nie kończy się zbyt przychylnie. W międzyczasie po drugiej stronie świata, w Kraju Kwitnącej Wiśni rodzi się przyjaźń dwóch Adolfów – syna niemieckiego konsula oraz żydowskiego piekarza. Nikogo nie powinno więc dziwić, że germański dyplomata o skrajnie nazistowskich poglądach postanawia odesłać latorośl do krainy przodków, gdzie w specjalnej szkole odbierze „należyte” wychowanie i edukację. Sam zaś z chęcią wikła się w odnalezienie pewnej, bardzo ważnej dla najwyższych władz Rzeszy figurkę.

Wielowątkowa intryga utworu nie dość, że skonstruowana jest tak, aby sensacyjnymi nutami utrzymywać uwagę czytelnika na pełnych obrotach i w stałym zainteresowaniu, to jeszcze co i rusz podrzuca mu istotnych ciekawostek oraz drobinek wiedzy odnośnie do nazistowskich Niemiec tamtego okresu, jak i japońskich dominiów. Tezuka stara się połączyć przyjemne z pożytecznym, podając wraz z rozrywką powody do głębokich rozmyślań i analizowania przedstawianej problematyki na kilku płaszczyznach, aby uzyskać kompletny obraz, a przy okazji ułatwić sobie pracę przy rozumieniu niektórych treści.

Wcale istotną kwestią owego komiksu jest również relacja pomiędzy poszczególnymi bohaterami, która nie tylko popycha wydarzenia do przodu i dostarcza czytelnikowi potrzebnych wieści o sztafażu świata przedstawionego, ale także odkrywa rysunki psychologiczne tych postaci. Oczywiście adresat w „Do Adolfów” ma do czynienia ze zindywidualizowanymi charakterami, co generalizuje się dzięki osobistym cechom, pobudkom, sposobem myślenia, celom czy obawom – tak właśnie buduje się bohaterów wielowymiarowych.

Szata wizualna nie wlicza się wprawdzie w poczet wysokoartystycznych dzieł, lecz autor utrzymuje całość w specyficznym starym stylu – bardzo przejrzystym, wyraźnym i plastycznym, oferującym podstawowe wartości graficzne, bez udziwnień i dekoracji. Plansze wykonane zostały w tradycyjny, odręczny sposób, więc wypełnienia ilustracji to zazwyczaj jednolity tusz albo kreskowanie, nierzadko też rysunki są po prostu czyste, ale nie wpływa to negatywnie na odbiór mangi. Najważniejsze jest jednak to, że warstwa graficzna zazębia się z przekazywaną treścią.

Pierwsza część „Do Adolfów” okazała się znakomitym utworem, przenoszącym nas na mało znane historyczne połacie, ukazuje rzadko wspominane relacje – szczególnie między Japonią a III Rzeszą – oraz objawia prawdziwą naturę spaczonych ideologicznie umysłów. Niemniej, graficzna powieść wcale nie należy do przesadnie trudnych w odbiorze, a chociaż ambitne treści przeplatają się tutaj z rozrywkowymi nutami, odbiorca nie odczuwa niekompatybilnego melanżu, ani tym bardziej groteski.

Dyskusja