Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Szkarłat i błękit – recenzja mangi „Księga Vanitasa” #1

Jeżeli ktoś lubi serie-tasiemce (mangowcy wiedzą o co się rozchodzi), tematykę wampirów, urban fantasy i raczej humorystyczne opowieści – na „Księdze Vanitasa” z pewnością się nie zawiedzie. Jednak jeśli będzie doszukiwał się tam głębokich przemyśleń i górnolotnych treści może się sromotnie zawieść, bowiem Jun Mochizuki – autorka „Pandora Hearts” – stawia na czysto rozrywkowe utwory.

Wampir Noe zostaje wysłany przez swego mistrza do Paryża, gdzie ma odnaleźć mityczną Księgę Vanitasa, artefakt o bardzo potężnych właściwościach. Podczas podróży na pokładzie luksusowego sterowca napotyka pewnego mężczyznę, podającego się za osławionego – w wampirzym światku – Vanitasa, dodatkowo posiadającego ów magiczny grymuar, który zresztą wykorzystuje do uzdrawiania krwiopijców. Noe, pomimo niechęci, postanawia się do niego przyłączyć, choć jego motywacje nie są do końca znane, poza tym, że pragnie zdobyć tytułową księgę i poznać jej prawdziwą naturę.

Właściwie tomik stanowi typowe wprowadzenie do świata przedstawionego – dostajemy wiele akcji, za pomocą której autorka po trosze zarysowuje portrety charakterologiczne, acz nie wnoszące zbyt wiele do intrygi utworu. Pierwsza część zasadniczo wyznacza kierunki dla dalszych odsłon, otwiera wątki i skupia się na objaśnianiu motywacji, dążeń, obaw, sposobu rozumowania i postrzegania świata przez bohaterów, ale wszystkie te aspekty zostają tutaj jedynie liźnięte, co nie oznacza wcale, że manga jako całość jest niepoprawnie skomponowana.

Niewątpliwie ciekawą stroną komiks jest sztafaż świata przedstawionego – akcja toczy się w alternatywnej rzeczywistości iście steampunkowej, gdzie magia i nadnaturalne zjawiska łączą się z epoką à la wiktoriańska i wynalazkami rodem z XIX wieku oraz przełomu pary, jak mechaniczne konstrukty, charakterystyczna dla subgatunku estetyka et cetera. Wszelakie koła zębate, złożone mechanizmy i maszyny napędzane parą istnieją w uniwersum mangi, lecz póki co czytelnik posiada szczątkowe informacje o modus operandi całego świata. Na pewno wyjątkowe wydaje się podziemie wampirów, które ma swoją własną mitologię, tajemnice i system społeczny, z obrzędowością włącznie.

Szata graficzna – bardzo charakterystyczna dla Jun Mochizuki – jawi się w „Księdze Vanitasa” podobnie do „Pandora Hearts”, adresat otrzymuje schludną, zadbaną kreskę, tworzącą dość przyjemne wizualnie plansza, w których nie brak drobiazgowości oraz szczegółowego tła. Autorka dba także o to, aby projekty bohaterów były dokładne, rozpoznawalne i oferujące indywidualne akcenty; Jun nie stroni również od dokładnego cieniowania i niejednokrotnie korzysta z rozmaitych rodzajów rastra, żeby wypełnić tło bądź części szat, postaci czy innych przedmiotów.

Pierwsza część nowej serii Jun Mochizuki zapowiada się całkiem obiecująco, zważywszy na pytania pozostawione po zakończeniu i kuszący świat przedstawiony. Jednak na razie trudno mówić cokolwiek o bohaterach oraz możliwych celach ich podróży. Bardzo intrygująca komedyjka pełna jest humorystycznych scenek i dynamicznej akcji, dzięki czemu komiks się nie dłuży i zapewnia odpowiednią ilość rozrywki. Czy zatem warto sięgnąć po najnowsze dzieło autorki „Pandora Hearts”? Jeżeli liczysz na przednią rozrywkę – jak najbardziej.

Dyskusja