Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wieloświat Sandersona – recenzja książki „Bezkres magii”

Brandon Sanderson wita swych polskich czytelników tym razem zbiorem opowiadań z cosmere, gdzie osadzona jest akcja większości jego dzieł. Okazuje się, że i w krótkiej formie autor radzi sobie wprawnie, choć w porównaniu z nieco dłuższymi tekstami, jak „Dusza cesarza” oraz „Tajna Historia”, które również znalazły się w tym tomie, te niedługie wypadają dość blado, ale same w sobie są całkiem przyjemne. Nie ulega też wątpliwości, że „Bezkres magii” przede wszystkim przeznaczony jest sympatykom Sandersona, a całe szczęście w Polsce fandom pisarza rośnie i obecnie ma się czym poszczycić.

Cosmere jest jednym z największych multiwersów w historii literatury fantastycznej, a jego autor dopiero zaczyna je tworzyć, mimo że na obecną chwilę w jego błoniach znajduje się już osiem diametralnie różnych światów, z czego sześć mocno rozbudowanych. Sanderson pracuje nad cosmere parę długich lat i chociaż na karku ma zaledwie cztery krzyżyki (czyli mniej więcej tyle, ile miał Sapkowski, gdy debiutował) na swym koncie ma około czterdzieści utworów, które robią wrażenie. Wydany niedawno zbiór opowiadań i mikropowieści „Bezkres magii” stanowi dowód koronny tego, jak ogromnym i ambitnym zarazem projektem jest cosmere.

Jednakże „Bezkres magii” nie stanowi pozycji dla osób, które nie miały wcześniej styczności z prozą Sandersona, gdyż wiele utworów albo jest wplecionych w fabułę wydanych już dzieł, jak „Z Mgły Zrodzony: Tajna Historia” czy „Tancerka Krawędzi”, których zrozumienie wymaga obeznania z innymi historiami, a i trochę mogą zaspoilerować. W zbiorze znajduje się też kilka opowieści całkowicie autonomicznych, niezależnych, jak „Dusza cesarza” (recenzja osobnego wydania), „Cienie dla Ciszy w Lasach Piekła” bądź „Szósty ze Zmierzchu” – i to właśnie one mogą być swobodnie czytane przez nieznających zupełnie nic z cosmere. Co innego z „Jedenastym metalem” czy fragmentem komiksu „Biały Piasek”, z którymi można się zapoznawać raczej swobodnie, mimo osadzenia w różnych światach.

„Biały Piasek”, czarno-biały wycinek z powieści graficznej, w zasadzie stanowi reklamówkę, próbkę tego, co czeka nas w zapowiedzianym na marzec dziele, podzielonym na trzy części, utwór nader intrygujący, choć nie można powiedzieć o nim jeszcze nic konkretnego. Widać za to, że Sanderson rozbudował w nim świat według sprawdzonego schematu, acz oczywiście finalnie stanowiącego oryginalne uniwersum. „Jedenasty metal” to swoisty prequel do „Z Mgły Zrodzonego”, w którym pierwsze skrzypce gra Kelsier. Z kolei w tekście „Allomanta Jak i Czeluście Eltanii, odcinki od 28 do 30”, będącym stylizacyjnie groszową opowieścią z gazet, osadzoną w świecie Scadrial („Z Mgły Zrodzony”); widzimy lekkie rozbudowanie świata, w nieco nieprzewidzianym kierunku, choć podobne wycinki można było znaleźć w „Stopie prawa” (opinia) czy „Cieniach tożsamości”. Jeżeli rozchodzi się o krótsze formy, na uwagę zasługuje „Nadzieja Elantris”, czyli krótka opowieść, dziejąca się podczas kulminacyjnych wydarzeń z powieści „Elantris” (recenzja wznowienia).

„Bezkres magii” spisuje się znakomicie, jako zbiór zamykający klamrą cosmere, ukazujący, że mimo rozmachu i wielu punktów stycznych, Brandon Sanderson potrafi kreować światy bardzo od siebie różne, nie tylko ze względu na rozbudowane systemy magii, ale także kulturowe, społeczne, filozoficzne bądź ekologiczne. Na kartach książki otrzymujemy możliwość bezpośredniego skonfrontowania tych światów, analizy porównawczej oraz podjęcia się próby zrozumienia multiwersum, bowiem „zawsze jest kolejna tajemnica”.

Książka oferuje także możliwość zapoznania się z paletą styli, wykorzystywanych przez Sandersona w poszczególnych utworach, sprawdzenia rozmaitych poetyk, jakimi się posługuje, a to zaledwie wierzchołek góry lodowej, gdyż autor nie ogranicza się wyłącznie do jednego gatunku fantastyki, coraz częściej wędruje w sfery science fiction, acz takich opowieści, jak „Idealny stan” czy „Broniąc Elizjum” w „Bezkresie magii” nie uraczymy. Jednak do samego pióra Sandersona raczej nikt nie powinien mieć zastrzeżeń, pisze w sposób niezwykle zrozumiały, przejrzysty, a przy tym nierzadko używa metafor i porównań, sprawiających, że opisany świat zyskuje specyficznych barw. Jedyną wadą jest nie do końca dokładna korekta, acz przekręcone słówka czy literówki jakoś szczególnie nie szkodzą całości.

Niewątpliwie, mamy do czynienia z rozkwitem twórczości Brandona Sandersona, a z nastaniem marca bieżącego roku, czeka nas przeniesienie cosmere na zupełnie nowe medium – komiks – i kto wie, czy nie okaże się to sukcesem i wyznaczeniem dodatkowej ścieżki w karierze pisarza. Na pewno „Bezkres magii” jest dziełem szczególnym, na kartach którego może ukazać swoje – myślę, że nie przesadzę określając go w taki sposób – magnum opus, cosmere, wieloświat, skrywający niejeden sekret i mam nadzieję, że ten główny zostanie kiedyś czytelnikom zdradzony.

Ocena: 4/5

Dyskusja