Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Działamy w ciemności, by służyć światłu – recenzja książki „Assassin’s Creed”

Mający światową premierę pod koniec grudnia 2016 roku (w Polsce niecały miesiąc później) film „Assassin’s Creed” doczekał się swojego papierowego odpowiednikach. Na półkach księgarń książkę oznaczoną mianem „oficjalnej powieści filmu” można znaleźć od niecałego miesiąca. To nie lada gratka dla każdego fana serii o asasynach.

Książkę przy pomocy firmy Ubisoft, odpowiedzialnej za cykl gier oraz na podstawie scenariusza Michaela Lessli, Adama Coopera oraz Billa Collage’a, popełniła Christie Golden, utalentowana i wielokrotnie nagradzana pisarka (jej tytuły osiem razy gościły na liście bestsellerów „New York Timesa”!), mająca w swoim dorobku kilkadziesiąt powieści i opowiadań z gatunku fantastyki naukowej, fantasy i horroru, w tym kilka głośnych serii takich jak „Star Trek’, „World of Warcraft”, „StarCraft” czy „Star Wars”.

Fabułą książka stoi

Callum Lynch, główny bohater powieści nie jest aniołkiem. Czytelnik poznaje go w chwili, gdy ten czeka wyrok śmierci w więzieniu stanowym za zabójstwo. Jego życie się kończy – jednak Lynch nie zdaje sobie sprawy, że to wcale nie jest koniec. Uratowany przez Abstergo Industries, a martwy dla świata, ma uczestniczyć w eksperymencie, mogącym udoskonalić ludzkość. Dzięki mechanicznemu ramieniu – maszynie o nazwie Animus oraz zaawansowanej technologii genetycznej jest on w stanie wejść w skórę swojego przodka, Aguilara de Nerha, który w piętnastowiecznej Hiszpanii należał do tajemnego stowarzyszenia asasynów. Podróż śladami wspomnień Aguilara ma doprowadzić naukowców, na których czele stoi Alan Rikki do Jabłka Edenu. Artefakt ten wedle Biblii zawiera ziarno pierwszego nieposłuszeństwa człowieka, wedle zaś naukowców – gen odpowiedzialny za skłonności do przemocy. Odnalezienie Jabłka pomogłoby wyeliminować przemoc ze społeczeństwa i świat stałby się spokojnym, bezpiecznym miejscem.

Dążenie do utopii to główna oś akcji. Wokół Calla, który niekoniecznie chce stawać się Aguilarem krąży grono postaci w identycznej jak on sytuacji, ludzi, których cechuje skłonność do agresji. Każdy z nich wśród swoich przodków ma asasyna i dziś po genetycznym śladzie szuka wskazówek, co do miejsca ukrycia Jabłka. Niepodporządkowanie się naukowcom może mieć bolesne konsekwencje, natomiast podporządkowanie się im jest wbrew zaszczepionym w przeszłości ideom i wartościom. Wszak „działając w ciemności, służą światłu”. A przeszłość jest wciąż żywa – tak, jak żywy jest wróg asasynów. Wzbogaceni o wspomnienia, a także umiejętności waleczne przodków asasyni znów będą musieli zmierzyć się z potężną organizacją templariuszy – tym razem w XXI, nie XV wieku.

Zaprzepaszczona szansa

Podczas pisania książki na podstawie filmu trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że zmienia się zupełnie opisywane tworzywo. Tak jak producent ma do dyspozycji kamerę, aktorów, dźwięk czy komputerowo dodawane efekty, pisarz pracuje na języku. Językiem kreśli świat, jaki odbiorca ma zobaczyć. W sytuacji, gdy film już jest, zadanie to staje się nieco karkołomne. I o tyle, o ile pod względem fabuły nie można nic Golden zarzucić, tak kwestia psychologizacji postaci oraz ukazania ich motywacji pozostawia wiele do życzenia. W większości miejsc strumień świadomości bohatera zostaje zwyczajnie przegadany. Czytanie kilku akapitów tego, co bohater „wiedział, czuł, pamiętał, czego miał świadomość, co mu się wydawało” jest drogą przez mękę. Motywacja wyłożona łopatologicznie, wręcz, jak to się kolokwialnie ujmuje, jak krowie na rowie sprawia, że bohater traci spontaniczność i autentyczność, a odbiorca prędkość, którą książce nadaje wartka akcja i zwyczajnie utyka on wśród wielu niepotrzebnych słów. A szkoda, bo wystarczyłoby nieco zdynamizować przemyślenia, wyrzucić to, co niepotrzebne, a w końcu „pokazywać”, a nie „opisywać”, by całość – i warstwa fabularna, i warstwa psychologiczna idealnie ze sobą współgrały. Gdyby na podstawie oficjalnej powieści filmu nakręcić „Assassin’s Creed”, odbiorca dostałby godzinę jazdy bez trzymanki oraz godzinę głosu narratora z off-u, który tłumaczyłby wszystkie zachowania postaci. Z tym zagadnieniem autorka sobie nie poradziła: przegadała i przedobrzyła, zamiast zachować wskazany umiar. W tym przypadku książce wyszłoby to z pewnością na dobre.

Do kina czy do księgarni?

Odbiorca jest w tej szczęśliwej sytuacji, że książka scena po scenie faktycznie pokrywa się z filmem. I o tyle, o ile kinomaniak ucieszy się z widowiskowych scen walki, tak amator książek będzie miał oprócz dokładnych i szczegółowych opisów przedstawione także uczucia i psychikę bohaterów. Książka dodatkowo jest zupełnie autonomiczna i nie trzeba znać całej serii, by odnaleźć się w fabule. Nie zostają streszczone poszczególne wydarzenia, a jedynie nakreślony zarys konfliktu między templariuszami i asasynami. Niewątpliwym in plus powieści działają bonusowe opowiadania traktujące o innych członkach Bractwa, dołączone do powieści po historii Calluma.

Książka „Assassin’s Creed” spełnia założenia powieści przygodowej – wciąga i porywa, jednak sposób opisania rzeczywistości jest momentami nieco nużący. Niemniej piętnastowieczna Hiszpania odmalowana została bardzo klimatycznie, współczesne dokonania nauki są realne, bohaterowie – z pewnością nie papierowi i równocześnie nie jednoznaczni. Każdy ma w sobie odrobinę i światła, i ciemności… Zetknięcie przeszłości ze współczesnością powoduje konflikt, dzięki któremu finał powieści również jest nieoczywisty, a zakończenie otwiera drogę kolejnym, miejmy nadzieję, książkom i filmom.

Ocena: 4/5

Dyskusja