Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„To tylko kino” – recenzja książki „Alfred Hitchcock”

Alfred Hitchock był reżyserem, którego twórczość wymykała się tradycyjnym ramom gatunkowym. Filmy jego autorstwa takie jak „Północ, północny zachód”, „Psychoza” czy „Ptaki” na stałe zapisały się w kanonie kinematografii. Określany mistrzem suspensu, z wyglądu pulchny i niepozorny reżyser lubował się w tworzeniu przesiąkniętych grozą thrillerów psychologicznych. Na pytanie, skąd u brytyjskiego filmowca takie a inne zamiłowanie do wprawiania widowni w stan niepokoju, postanowił odpowiedzieć poczytny biograf Peter Ackroyd.

Książka na przestrzeni jedenastu rozdziałów, kompleksowo wyłuszcza przed czytelnikiem wizerunek Hitchcocka. Otrzymujemy wgląd w życie reżysera, poczynając od jego edukacji w szkole katolickiej, stawianie nieśmiałych kroków w brytyjskim przemyśle filmowym, po trudne relacje z kobietami i świętowanie sukcesów w Hollywood. Książka posiada ubogą warstwę wizualną (w środku znajdziemy tylko liczącą kilka stron wkładkę z fotografiami z poszczególnych obrazów Hitchocka i nielicznymi zdjęciami z jego życia prywatnego) oraz stroni od przedruków wywiadów/wypowiedzi reżysera. Ackroyd bazuje na ogólnych, skondensowanych informacjach o Hitchocku, ubarwiając je różnorodnymi anegdotkami i zakulisowymi kontrowersjami z życiorysu filmowca.

W trakcie lektury, możemy odnieść wrażenie, że osoba reżysera jest przepuszczona przez filtr odgórnie narzuconego przez autora klucza interpretacyjnego. Hitchock w ujęciu Ackroyda jawi się jako nieustanny mistrz manipulacji i władca marionetek, który nawet molestując aktorki na planie, kieruje się wyższą ideą. Brytyjski reżyser zarzekał się, że nie lubi, gdy jego dzieła są dogłębnie analizowane i przepuszczane przez wymyślne teorie filmoznawcze (zwykł mawiać „przecież to tylko kino”). Ten fakt nie przeszkodził Ackroydowi w doszukaniu się wieloznaczności w nawet najbardziej błahych zachowaniach reżysera. Z tego powodu, lektura książki często przypomina czytanie rozprawki licealisty. Wygląda to tak: autor tekstu stawia tezę (np. „Hitchcock fascynował się kruchością i ulotnością życia”), następnie mozolnie ją popiera, wybranymi na chybił trafił przykładami (np. „reżyser lubował się w zbijaniu filiżanek po kawie”. Dowód? Dowód! Przecież życie jest kruche podobnie jak porcelanowa filiżanka!).

Wokół tego typu ciekawostek i wyrwanych z kontekstu anegdotek, zbudowana jest narracja książki. Trzeba zaznaczyć, że wiele z przytaczanych w biografii informacji, jest w dużej mierze szczątkowych i niekompletnych. W licznych przypisach, tłumacz polskiego wydania koryguje nieścisłości popełnione przez Ackroyda, poszerza perspektywę na dane zagadnienie i odsyła do dalszych lektur. W raz zapuszczaniem się w dalsze rozdziały pozycji nabywamy przekonania, że twórca przekładu wykazał się bardziej sumienną pracą od autora biografii.

Mimo wspomnianych powyżej bolączek, nie mogę zaprzeczyć, że biografia ma swój urok. Z napisanych prostym językiem stron wydobywa się Hitchcockowski „Duch”. Alfred Hitchcock był człowiekiem pogrążonym w swoim świecie wewnętrznym, myślał obrazami, kształtować świat dookoła poprzez swoją wyobraźnię a kontakt z rzeczywistością przyprawiał go o ataki paniki. Nie stronił jednak od czarnego humoru i dowcipów. Te wszystkie cechy reżysera uwidaczniają się w książce Ackroyda. Można się irytować nadinterpretacją względem postaci reżysera, której dokonuje pisarz, jednak jego umiejętne przeplatanie ze sobą faktów, dziwacznych anegdot i rubasznych historyjek z udziałem filmowca w rezultacie skutkuje wywołaniem uśmiechu na twarzy czytelnika. Gdybym pokusił się na głębszą analizę pokroju tej hołdowanej przez Ackroyda, być może doszedłbym do wniosku, że jest to zabieg celowy, mający oddać w biografii ironiczny sposób bycia Hitchcocka…

Książka stanowi także interesujące źródło historyczne, przybliżając nam historię przemysłu filmowego w Wielkiej Brytanii i odsłaniając kulisy życia w złotej erze Hollywood. Ackroyd bierze na warsztat każdy z filmów Hitchocka, przytaczając ciekawostki z okresu ich produkcji, inspiracje reżysera oraz opowiada o przyjęciu filmów przez krytykę i widzów. Biograf skupia się na ówczesnym duchu epoki, oczekiwaniach widowni i wymogach kinowego rynku. Oczywiście w biografii nie zabrakło także wątku poświęconego fascynacjom reżysera złotowłosymi aktorkami.

Ostatecznie z lektury wyłania się portret człowieka pełnego sprzeczności. Pocieszny i groteskowy z wyglądu mężczyzna jakim był Hitchcock, w swojej twórczości prezentował zgoła inne, bo niekiedy wstrząsające i psychopatyczne oblicze. Mimo stronienia od interpretacji swoich filmów, reżyser zawierał w nich silną symbolikę, osobiście doglądał nawet najmniejszych aspektów produkcji, pochylał się na równi nad kompozycją kadrów i kolorystyką ubioru poszczególnych postaci. Miewał niezdrowe obsesje na punkcie swoich blond gwiazd, jednakże jedyną miłością jego życia pozostała żona Alma, z którą żył w celibacie.

Czytając dzieło Ackroyda, czytelnik obcuje ze zwartą i przejrzystą biografią, jednakże odnosi się wrażenie, że jest to tom napisany bez większego polotu, stworzony głównie w oparciu o wcześniejsze teksty poświęcone postaci kultowego reżysera. Książkę można polecić wszystkim fanom Hitchcocka jak i czytelnikom żądnym wejrzenia w osobiste lęki i demony, targające słynnymi ludźmi kultury. Odnajdą się tutaj także wszyscy aspirujący filmowcy, chcący poznać od kuchni przemysł filmowy. Dodatkowo, nagromadzenie ploteczek i pikantnych anegdotek ze świata filmu, powinno uczynić lekturę przyjemną nawet dla niedzielnych czytelników.

Ocena: 3.75/5

Dyskusja