Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Co tam piszczy – recenzja komiksu „Cmentarz bezimiennych”

Cmentarze budzą strach, ale i sentyment za zmarłymi. Są bliskie, choć z drugiej strony dalekie, zdystansowane, odcięte od reszty miasta czy miejscowości. Są czymś enigmatycznym, łagodzącym wewnętrzny ból, lecz także budzą lęk, wprawiają w stupor i sprawiają wrażenie, jakby miały pochłonąć odwiedzającego. Cmentarz bezimiennych zaś to cmentarz nieznany, którego dopiero trzeba zbadać i nadać mu tożsamość (i jego mieszkańcom).

Na obrzeżach Nowego Jorku znajduje się Potter’s Field — miejsce, gdzie grzebani są anonimowi zmarli. Tajemniczy mężczyzna postanowił jednak zwrócić tożsamość tym, którzy zostali z niej obdarci! Poznajcie Johna Doe. Nikt nie wie, kim jest. Nie ma przeszłości. Nie zostawia odcisków palców. Wykorzystując tajną sieć agentów, którzy nie wiedzą o swoim istnieniu, Doe ratuje tych, których nikt nie chce ratować, i rozwiązuje tajemnice zbrodni, które pozostały nierozwiązane!

Fabuła powieści graficznej stoi na bardzo wysokim poziomie i mimo że wymaga od czytelnika dużego wkładu skupienia i zastanowienia, a przede wszystkim niemałej pracy wyobraźni. Jednak na przyzwoicie skleconej intrydze dobre strony „Cmentarza” się nie kończą. Bohaterowie to także aspekt, który sprzyja odbiorowi utworu. Jeżeli jakaś sylwetka pojawia się na kartach tej powieści, to znaczy że ma konkretną rolę do odegrania, nie ma charakterów pojawiających się jedynie jako po to, aby zapełnić trochę stron więcej. Nie ma również powtarzających się kreacji, każdy bohater ma indywidualne cechy i zaciekawia odbiorcę, zwłaszcza gdy jest nad wyraz zagadkowy, a takich postaci w „Cmentarz” nie brakuje.

Azaceta odpowiedzialny za ilustracje, przyczynił się do tego, że komiks wygląda i dobrze, i źle. Dobrze z tego względu, że mamy do czynienia z plastycznymi rysunkami, wprawdzie niezbyt szczegółowymi, ale współgrającymi z przedstawianą historią i przyjemnymi wizualnie. Źle z kolei dlatego, że proporcje konkretnych elementów nie są jednolite – rozmieszczenie oczu czy kształt ciała topią się w chaosie braku spójności. Na szczęście tę wpadkę tuszuje nieco cieniowanie oraz dobór barw – jaskrawych, intensywnych i wcale pasujących do całości, a przede wszystkim współgrających ze sobą.

Ocena: 4/5

Dyskusja