Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Debiut Serafina – recenzja mangi „Serafin Dni Ostatnich” #4

Sięgając po rozrywkowe komiksy oczekuje się tego, że zaangażują nas emocjonalnie oraz wciągną w wartką, przykuwającą uwagę intrygę, która ani nie będzie zbyt rozbudowana, ani przesadnie uboga, do tego wypadałoby, aby kreacje bohaterów w jakiś sposób odzwierciedlały ludzkie problemy i rozterki, co pomaga identyfikowaniu się z nimi. „Serafin Dni Ostatnich” spełnia wszystkie powyższe, zaś fakt, że utrzymany jest w poetyce typowej dla popularnych mang, czyli ogrom specyficznego japońskiego dowcipu i szablonowych scen wcale nie wpływają na jakość odbioru.

Przeszło czekać cztery tomy, aby wreszcie coś na temat tytułu cyklu mang zaczęło się wyjaśniać, i choć są to objaśnienia nikłe i mgliste sprawiają, że wzrasta ciekawość odbiorcy wobec tego, co stanie się potem – zwłaszcza, że niektóre wątki rozwinęły się nad wyraz szybko, a narracja przerzuciła bohaterów z epicentrum z powrotem do bazy, z tym, że na światło dzienne wyszło parę dość kontrowersyjnych i zastanawiających wieści. Oblężenie miasta zaś zostało odparte i póki co ludzkość – za sprawą głównych sił Cesarskiej Armii Demonów – jest górą, ale jak się okazuje, wampirom w ogóle nie chodziło o zdobycie terytorium, tylko odkrycie sekretu tytułowego Serafina Dnia Ostatnich.

Większość akcji skupia się w obleganym przez krwiopijców Shinjuku (powyższe zdradzenie wygranej ludzi nie jest istotnym punktem fabuły), gdzie drużyna Gurena mierzy się z siłami Ferida, a z odsieczą przybywa im Yuu z kompaniom, którzy odkrywają nowy sposób walki z wampirami. Bardzo ważnym elementem tego tomu są wewnętrzne rozterki i introspekcje głównego bohatera oraz Mikaela, przyszywanego brata Yuu, uważanego za zaginionego. Ich konfrontacja wprowadza swoisty, choć spodziewany zwrot w wątku walk w Shinjuku, prowadzący ostatecznie do wyzwolenia Serafina.

Na razie samych informacji o owym jest niewiele i to właśnie główny punkt pobudzający ciekawość względem dalszego rozwoju wypadków, który może stanowić środek do przezwyciężenia wampirycznego imperium. Ostatecznie jednak czytelnik zostaje pozostawiony pod ścianą, ponieważ autor jednym zabiegiem przewartościowuje odrobinę pewność wygrany. Niemniej, komiks sukcesywnie zmierza do obranego celu, zbaczając od czasu do czasu, ale rytm narracyjny na szczęście nigdy nie zwalnia.

Graficzna szata dotychczas utrzymana była na przyzwoitym poziomie, co jest zasługą Yamato Yamamoto, a czwarty tom go nie zaniża – więcej tutaj dynamicznych scen i póz imitujących ruch, wykonanych bardzo starannie i żywo. Wypełnienia teł i obiektów ponownie są albo puste, albo zamalowane, albo nałożono na nie raster oraz kreskowanie, dzięki czemu ilustracje ogląda się całkiem przyjemnie, bez wrażenia monotonii.

Czwarty tom „Serafina Dni Ostatnich” nie wnosi ilościowo wiele nowego, za to nareszcie wprowadza „postać” tytułową oraz parę innych elementów. Niemniej, czyta się tę część nader szybko, a wraz z tym przyjemnie, nie ma w komiksie wprawdzie graficznych arcydzieł czy głębokich treści, ale nie na tym polega zadanie tej mangi. Ona swe spełnia co do joty – zapewnia czystą rozrywkę.

Dyskusja