Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantastyczna lekcja przyrody? – recenzja książki „Historia naturalna smoków”

Smoki, stworzenia jednocześnie fascynujące i przerażające. Wielkie latające gady były obecne w kulturach praktycznie od zawsze: już w starożytności smok Kadmos bronił dostępu do pięknej Andromedy. W średniowieczu każdy szanujący się przedstawiciel stanu rycerskiego powinien nie tylko uczestniczyć w odbijaniu Ziemi Świętej, ale także uwolnić jakąś księżniczkę z rąk potwora czyhającego w jaskini pełnej skarbów. Z miłości do smoków powstała także książka autorstwa Marie Brennan – „Historia naturalna smoków”, pierwszy tom cyklu „Pamiętnik Lady Trent”.

Książka ma formę pamiętnika. Główną bohaterką powieści jest tytułowa Lady Trent, a właściwie Izabela Hendemore – córka skromnego lorda. Izabela różniła się od dziewczynek w swoim wieku. Zamiast jeździć konno i plotkować z przyjaciółkami, wolała biegać po polach w poszukiwaniu smoków. To niecodzienne zainteresowanie determinowało ją praktycznie od samego początku, przysparzając sporo kłopotów. Jak wiadomo damie nie przystoi interesowanie się czymkolwiek związanym z naukami przyrodniczymi, o groźnych ziejących ogniem gadach nawet nie wspominając. Izabela jednak nie należy do osób, które łatwo się poddają – latami potrafiła pielęgnować swoją pasję w ukryciu i doskonalić swoje umiejętności, a kiedy wreszcie nadarzyła się okazja, umiała je wykorzystać. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że wyszła za mąż za kogoś, kto rozumiał jej pasje i zainteresowania. Wspólne życie państwa Camherst nie było przepełnione rutyną szarego życia. Zwłaszcza, kiedy nadarzyła się okazja, aby późniejsza Lady Trent wzięła udział w swojej pierwszej wyprawie badawczej, której celem były oczywiście smoki. Nic w tej historii nie idzie gładko, a potężne mityczne stworzenia pokazują bardziej niebezpieczną stronę swojej natury.

Świat przedstawiony w książce umiejscowiony jest w bliżej nieokreślonym uniwersum fantasy. Marie Brennan postanowiła jednak, że jej książka będzie wyjątkowo oszczędna, jeśli chodzi o elementy typowe dla literatury fantastycznej. Nie spotkamy zatem praktycznie żadnego rodzaju magii, brak tutaj zjawisk nadnaturalnych. Rzeczywistość przedstawiona w książce zbliżona jest bardziej do przełomu wieku XVIII i XIX, niż do typowych realiów średniowiecza. Dlatego książkę tę przeczytają nie tylko miłośnicy gatunku, ale być może także osoby, które na co dzień fantasy raczej unikają. Fabuła „Historii naturalnej smoków” podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich jest skupiona na początkach przyszłej Lady Trent – dowiadujemy się o jej fascynacji smokami, patrzymy, jak wyłamuje się z towarzyskich konwenansów, łamie zakazy rodziców, byleby tylko podtrzymać swoją pasję. Pierwszą część można z jednej strony potraktować jako rodzaj rozbudowanego wstępu do rzeczywistej akcji w części drugiej, ale warto na nią spojrzeć także pod kątem społecznym. Obserwowanie próby rozbicia szklanego sufitu, cicha walka z tym, czym kobieta powinna, a czym nie powinna się zajmować, tarcia pomiędzy silną osobowością a panującymi konwenansami – to wszystko sprawia, że do połowy książka przypomina trochę film „Służące”, oczywiście w odpowiednich proporcjach.

Potem nadchodzi część druga i rozpoczynają się także kłopoty dla książki. Izabela wraz z mężem i ekipą badawczą wyrusza w daleką podróż, aby zbadać pewien gatunek smoków. Na miejscu nie wszystko idzie zgodnie z planem – miejscowy zarządca wioski, który miał być kontaktem dla ekspedycji zaginął, tubylcy są raczej chłodno nastawieni do przybyłych, a na dodatek jeszcze smoki zaczęły zachowywać się bardziej agresywnie niż zwykle. Brzmi to wszystko bardzo obiecująco i daje nadzieję na to, że po całkiem niezłym początku powieść nabierze rumieńców: niestety tutaj właśnie całe wcześniej budowane napięcie zaczyna przygasać. Wszystko przez brak dwóch niezwykle istotnych rzeczy w książkach przygodowych – wyraziście zarysowanej intrygi, a także postaci antagonisty z charakterem. Jeśli chodzi o pierwszy aspekt – niby wiemy, że smoki stają się agresywne, gdzieś tam rozpoczynają się poszukiwania rozwiązania, Izabela zmaga się z pobłażliwym stosunkiem do jej osoby. Jednak tak naprawdę dopiero gdzieś pod sam koniec cała koncepcja zaczyna się krystalizować – zdecydowanie za późno. Nawet już kiedy dostaniemy powód, dla którego nasi bohaterowie narażają swoje życie, to wcale nas on nie przekonuje. I tutaj wychodzi błąd numer dwa, czyli brak antagonisty. Tak naprawdę praktycznie przez cały czas Izabela i inni członkowie wyprawy muszą się zmagać albo z własną niewiedzą, albo ze sporadycznie atakującymi ich smokami, albo z nieprzyjaźnie nastawionymi mieszkańcami wioski. Nie ma tutaj żadnego łowcy skór, polujących na smoki dla swoich korzyści. Nie ma agentów obcych mocarstw, chcących wykorzystać potężne gady jako broń. Dopiero pod sam koniec, w ostatnich siedemdziesięciu stronach widzimy wyraźnie działanie przeciwników bohaterów, ale jest już za późno, by pozbyć się wrażenia, że zostali oni nam wciśnięci na siłę.

Na siłę wydają się być także stworzeni niektórzy bohaterowie. O ile Izabela przyciąga uwagę czytelnika swoją buntowniczą postawą wobec świata, tak już osoby z jej otoczenia są niekiedy zupełnie pozbawione wyrazu i stanowią jedynie tło dla toczących się wydarzeń. Ot chociażby mąż Izabeli Jacob – przedstawiciel dobrze sytuowanego rodu, który nagle postanawia poślubić niezbyt urodziwą panienkę z rodziny o mniejszym prestiżu, tylko dlatego, że również pasjonuje się smokami. Wydaje się to być nieco naciągane, podobnie jak jego późniejsza zgoda na udział w wyprawie swojej małżonki – niby opiera się, dyskutuje i ogólnie sprawia wrażenie nieprzekonywalnego, aż wreszcie ulega. Jednak jeszcze większą enigmą jest postać pana Wilkera, który pełni na całej wyprawie rolę doradcy. Jego jedyną cechą wyróżniającą jest to, że kwestionuje praktycznie wszystko, co powie Izabela. Przez całą powieść dowiemy się o nim jedynie to, że wiele poświęcił dla kariery naukowej. Czyżby wyżywanie się na kobiecie, która próbuje być naukowcem, było swego rodzaju odreagowaniem lat trudu i znoju?

„Historia naturalna smoków” zaczyna się w bardzo interesujący sposób, by potem zawieść oczekiwania czytelników. Jest to raczej lekka lektura, pozbawiona podwórkowej łaciny, czy krwawych opisów rozrywania ofiar przez smoki. Godna polecenia raczej dla osób, które nie są fanami fantastyki i chciałyby albo zacząć pogłębiać swoją wiedzę w tym temacie, albo potraktować książkę Marie Bennan jako odskocznię od swojego ulubionego gatunku.

Ocena: 4/5

Dyskusja