Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Niewykorzystany potencjał – recenzja książki „Eresteja”

Tytułowa Eresteja to piękna elfka, posiadająca moc władania żywiołem ognia. Ta umiejętność została jej przekazana z woli bogów, tym samym czyniąc z niej Strażniczkę. Jej głównym zadaniem jest zapewnienie harmonii i niedopuszczenie do chaosu. Każdy żywioł ma swoich dwóch Strażników i każdy ma obowiązek przestrzegać określonego kodeksu. Jednak pewnego dnia, dwoje z nich, wbrew zakazom, zakochuje się w sobie i buntuje przeciw regułom. Następstwem tej miłości jest istota o niewyobrażalnej, nieposkromionej mocy, zdolna zniszczyć wszystko. Główna bohaterka stara się zapobiec zbliżającej się katastrofie. W międzyczasie poznaje swoją następczynię, którą musi wyszkolić na tyle dobrze, by poradziła sobie z trudami czekającymi na jej drodze.

Świat wykreowany przez Karolinę Bartel na myśl przywodzi tolkienowskie motywy. Mamy więc piękne smukłe elfy czy kopiące pod ziemią krasnoludy. Niemniej, nie ma w niej tak wielu rozbudowanych i rozwijających wyobraźnię wizji. Krainy i miejsca są opisane raczej krótko, momentami schematycznie. Jest to o tyle niezadowalające, że fantastyka często charakteryzuje się hipnotyzującymi opisami i pozwala autorom na rozbudowanie tła w sposób niemalże nieograniczony, jednocześnie dając czytelnikowi możliwość kompletnego oderwania od rzeczywistości i zatracenia się w wymyślonych, pięknych, nietypowych krajobrazach, tak bardzo różniących się od tych, które widzi na co dzień. Nie można jednak nie wspomnieć o lepszym momencie, czyli pojawiającej się pod koniec książki charakterystyce miejsca, gdzie zamknięta była niszczycielska moc. Właśnie na tych stronach, pisarka nadrobiła to, czego czytelnik nie uświadczył wcześniej.

W utworze brakuje również głębi psychologicznej postaci. Za każdą z nich kryje się jakaś historię, jednak nie są one na tyle rozwinięte, by uwydatnić indywidualność bohaterów. Sama autorka również nie stara się wprowadzić adresata w ich umysły i stroni od szerszego opisu emocji towarzyszących im w danych momentach. Czarny charakter jest nijaki i ciężko pojąć w stu procentach jego motywy. Odbiorca postawiony jest przed faktem – „on po prostu taki jest, bo tak”.

Mimo braku wyrazistości, przy Erestei widać próbę nadania jej ciekawego charakteru. Elfka nie jest jednoznacznie dobra, co jest zdecydowanym plusem. Czytelnik może docenić, że nie stała się ona sztampowym herosem, wynoszonym na piedestał, sprawiedliwym i prawym, głoszącym jedyną prawdę pod postacią wzniosłych sentencji i szczycącym się ponadprzeciętną mądrością. Nie. Strażniczka jest osobą ludzką. Czuje ciężar i odpowiedzialność, która spoczywa na jej barkach, pozbywa się niewygodnych osób, czasem pokazuje również swoje wyrachowanie i jest świadoma, że nic na świecie nie jest za darmo, że trzeba kogoś okłamać, z kimś ubić szemrany interes.

Fabuła w utworze jest chaotyczna. Karolina Bartel pisze w taki sposób, jakby chciała wprowadzić zbyt wiele wątków na raz. Owszem, są one ciekawe, ale jest ich zwyczajnie za dużo, a to sprawia, że żaden z nich nie jest w stanie rozwinąć się i ukierunkować na tyle, by stworzyć spójną część opowieści. Większość zwrotów akcji jest przewidywalna i błyskawicznie rozwiązywana. Książka traci na dynamizmie i nie trzyma w napięciu, a dodatkowo również na mało interesujących, szybko urywanych dialogach. W odbiorze utworu nie pomaga także konstrukcja perspektywy czasowej. Wydarzenia opisane są w taki sposób, że czytelnik nie jest w stanie się połapać, gdzie na osi obecnie się znajduje. Wydaje mu się, że kilka zdarzeń miało miejsce na przestrzeni dwóch dni, potem jednak dowiaduje się, że minęły już miesiące. Ma to spory wpływ na odbiór relacji między bohaterami, gdyż przez to wydają się one nienaturalne i rozwijające się zbyt szybko.

Jeśli już o relacjach mowa, autorka dość mocno skupia się na wątku miłosnym. Nie jest to jednak typowy motyw, gdyż traktuje on o miłości homoseksualnej, a konkretnie – lesbijskiej. Mógłby być naprawdę ciekawym uzupełnieniem opowieści gdyby nie fakt, że pojawia się niemalże przy każdym spotkaniu jakichkolwiek dwóch kobiet. W pewnym momencie zaczyna to odbiorcę irytować – ma on wrażenie, że opisy zbliżeń między bohaterkami, mimo że interesujące i ładnie, delikatnie skonstruowane, pojawiają się w książce kosztem tego, czego w niej brakuje. Więcej uwagi i skupienia pisarka poświęca ekscesom seksualnym, niż formowaniu i rozbudowywaniu magii żywiołów, wokół których pozycja powinna się obracać.

„Eresteja” Karoliny Bartel to utwór mający ogromny potencjał, który niestety został skierowany w niewłaściwą stronę. Powieść wymaga jeszcze wiele pracy i szlifu, rozwoju emocjonalnego bohaterów, malowniczych opisów fantastycznych krain i stworzeń, dynamizmu, a przede wszystkim poszerzenia wątku magii, który może okazać się nieskończonym źródłem inspiracji. Powstałe podwaliny zdołają jednak dać początek czemuś zachwycającemu. Pozycja może spodobać się młodym, nastoletnim czytelnikom, którzy nie są jeszcze dobrze zaznajomieni z fantastyką. Wszyscy inni sami zadecydują, czy chcą dziełu dać szansę.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja